Kapitan na rozdrożu
Blisko dwa miliony polubień w kilka godzin zebrał pomeczowy wpis Roberta Lewandowskiego w mediach społecznościowych. Mocno symboliczny i równie zagadkowy.
Mowa ciała Roberta Lewandowskiego mówi wiele... Fot. Mateusz Porzucek / Press Focus
Wpis to zresztą duże słowo. „Lewy” zamieścił na Instagramie własne zdjęcie z Solnej, z opaską kapitańską w ręku. Jednocześnie tę samą fotkę na Instastories opatrzył - a właściwie zrobiły to osoby odpowiadające za jego PR - podkładem muzyczny w postaci utworu „Time to say goodbye” („Czas się pożegnać”) w wykonaniu Sarah Brightman i Andrei Bocellego. PR-owcy snajpera „umią w te klocki”: post zauważony został nie tylko w Polsce, ale i daleko poza granicami naszego kraju, wywołując lawinę komentarzy, spekulacji, emocji. Lewandowski został o niego zapytany jeszcze w Szwecji, kilkadziesiąt minut po meczu (patrz niżej). I marketingowo też stanął na wysokości zadania: jego słowa (- To nie jest żadna deklaracja - powiedział) nie wyjaśniły przecież niczego.
Świat zastygł w oczekiwaniu
Świat zastygł w oczekiwaniu, które syntetycznie ujął na przykład hiszpański dziennik „Mundo Deportivo”. „Oprócz polskiego rozczarowania, w powietrzu unosiło się pytanie, czy w wieku 37 lat może to być ostatni mecz Lewandowskiego w reprezentacji” - zauważyli Hiszpanie. O symbolikę instagramowego wpisu pytają media w Niemczech. Wcześniej zaś – o czym mówił na naszych łamach były dyrektor polskiej kadry, zagadkę zadawali sobie Holendrzy. - W holenderskiej telewizji, widząc po meczu z Albanią „Lewego”, który ocierał łzy, zastanawiano się, czy... to nie był jego ostatni mecz w kadrze na polskiej ziemi – podkreślał Jan de Zeeuw.
„Lewy” - gwiazda światowego formatu – siłą rzeczy nie jest postacią pokorną. Wbrew pozorom jego konflikt z poprzednim selekcjonerem, Michałem Probierzem, nie był pierwszym – choć oczywiście najbardziej spektakularnym - przypadkiem „pokazywania pazurków” na linii trener-zawodnik, gdzie (przynajmniej tak się wydaje) hierarchia szef – podwładny powinna być jasna i oczywista. Za kadencji Jana Urbana supersnajper znów jednak zdawał się być „Lewym” z najlepszych okresów reprezentacyjnych. W siedmiu meczach, w jakich zagrał pod jego skrzydłami, zdobył cztery gole i „poprawił” trzema asystami. Ale w Solnej, w najważniejszym momencie, niestety nie dał liczb. I dość powszechnie oceniano go jako jednego z najsłabszych w naszej ekipie...
Oczami selekcjonera, oczami „Zielka”
- To nie jest moment, by rozmawiać o takich sprawach. Na pewno takie rozmowy się odbędą, będziemy chcieli znać opinię Roberta, czy chciałby jeszcze pomóc reprezentacji, czy może ma inne plany. Ale to nie jest moment – Jan Urban, oczywiście zdruzgotany porażką, nie chciał na gorąco odnosić się do „gorącego tematu” przyszłości kapitana. Że z nim rozmawiać potrafi, dowodzi nie tylko fakt wspomnianych dobrych gier „Lewego” pod jego skrzydłami, ale i powrotu piłkarza do kadry po ubiegłorocznej deklaracji o zawieszeniu w niej gry.
Pytanie, czy Lewandowski nowej reprezentacji – a przecież proces jej przebudowy już trwa – będzie niezbędny. - Miejmy nadzieję, że Robert będzie kontynuował grę w kadrze. Ma 38 lat, ale Cristiano ma 41 lat, dalej gra i świetnie sobie radzi. „Lewy” świetnie się prowadzi, to wielki piłkarz, legenda. Potrzebujemy go i myślę, że on wciąż ma jeszcze dużo do zaoferowania – mówił po końcowym gwizdku Piotr Zieliński. Ale jego słowom – po ponad dekadzie wspólnej gry z napastnikiem Barcelony w kadrze – trudno się dziwić.
Byle do EURO 2028?
Natomiast w środowisku opinie bywają mocno podzielone. - Nawet biorąc pod uwagę fakt, że akurat w Solnej nie zagrał wielkiego meczu, koniecznie trzeba go namówić na to, by przynajmniej w najbliższym cyklu eliminacyjnym, czyli w Lidze Narodów i w kwalifikacjach do EURO 2028, jeszcze zagrał – mówił nam w późny wtorkowy wieczór Michał Listkiewicz.
Odrobinę wątpliwości natury... geograficznej ma jednak na przykład Cezary Kucharski. - Nie wiem, co zrobi Lewandowski. To wszystko może zależeć od tego, gdzie będzie w przyszłości grał. Jeśli w Stanach Zjednoczonych, podróże byłyby pewnie męczące dla niego – podkreślał w rozmowie z portalem „Sportowe Fakty” były agent „Lewego”.
A może i dwieście?
Waldemar Matysik, który „na obczyźnie” niezwykle mocno przeżywa wszystkie mecze Biało-czerwonych, spogląda na napastnika czysto merytorycznie. - Z Albanią oczywiście strzelił arcyważną bramkę. Ale w pressingu już nie daje tyle, co kiedyś. Już tak nie biega – mówi „Sportowi” medalista hiszpańskiego mundialu. Zalewski, Kamiński, za chwilę „świeża krew” z młodzieżówki... Konkurencja, mam nadzieję, będzie rosła – uważa legendarny pomocnik armady Antoniego Piechniczka. - Ja bym na jego miejscu chyba skończył – wygłasza dość jednoznaczną opinię, przywołując jeszcze przykład Lothara Matthaeusa, który w wieku 39 lat, dwie dekady po reprezentacyjnym debiucie, rozmienił swą legendę na drobne w finałach EURO 2000. - W tej końcówce grał tak, że... śmiechu warte – przypomina. Ostatecznie zostawia jednak otwartą furtkę. - Ale jeśli Robert czuje się na siłach, niech to jeszcze ciągnie. Życzę mu i 200 gier z orzełkiem!
Nie ma wątpliwości, że do momentu podjęcia przez kapitana ostatecznej decyzji, temat będzie żył własnym życiem wśród kibiców. A gdy już ją podejmie, zapewne.... wywoła jeszcze większe emocje – i to niezależnie od tego, jaka będzie!
Dariusz Leśnikowski
CZY WIESZ, ŻE
Kiedy Robert Lewandowski debiutował w zespole narodowym (10 września 2008), Oskar Pietuszewski, dziś kolega z reprezentacyjnej szatni, miał... cztery miesiące.
LEWANDOWSKIEGO LICZBY NIEPOWTARZALNE
165 MECZÓW w reprezentacji Polski zagrał w ciągu niemal 18 lat
89 GOLI strzelił dla Biało-czerwonych
99 SPOTKAŃ kadrowych rozpoczynał z kapitańską opaską na ręku
