Kapela z San Francisco
Trener Golden State w przedmeczowej przemowie porównał swój zespół do kapeli rockowej. Zainspirowani Warriors pokonali San Antonio.
Golden State wygrali w San Antonio dwa razy w ciągu trzech dni! Fot. Arthur Dong/Xinhua/PressFocus
San Antonio i Golden State spotkali się we Frost Bank Center dwa razy w ciągu 3 dni. I dwukrotnie lepsi byli goście z San Francisco. Piątkowy mecz był bardzo podobny do tego środowego. Spurs prowadzili, mieli nawet 9 oczek przewagi (92:83) w czwartej kwarcie. Nic sobie tego nie robił Stephen Curry, którego nikt nie potrafił zatrzymać. Lider Warriors ustrzelił 49 punktów, w tym dwa z rzutów osobistych zapewniające zwycięstwo na 6 sekund przed końcową syreną. Dwa dni wcześniej, również przeciwko Spurs, zdobył 46 punktów. Obecnie ma na koncie 74 występy z co najmniej 40 punktami.
Po meczu Curry opowiedział dziennikarzom, że na porannej odprawie wspaniałą przemowę wygłosił trener Steve Kerr i że to ona miała duży wpływ na ich występ. - Dziś rano Steve był w formie. Rzadko mówi o swoich czasach w Chicago, a teraz nawiązywał do tego, jak podchodzili do swojej drużyny i jej tożsamości, opowiadał jak zespół się jednoczy i jak każdy odgrywa swoją rolę. Masz wokalistów, masz gitarę basową, akustyczną, elektryczną, cokolwiek. Masz pomocników scenicznych, masz gościa, który podłącza głośniki. Kerr powiedział nam, że był tuż nad gościem od podłączania głośników - śmiał się Curry, który na pytanie, jak widziałby swoją rolę w takiej muzycznej odsłonie, po chwili zastanowienia rzucił: - Byłem tej nocy jak Hayley Williams z zespołu Paramore. Co ciekawe, Paramore to ulubiony zespół lidera Warriors, a przed kilku laty miał okazję wspólnie zaśpiewać z wokalistką na scenie w San Francisco.
Jeremy Sochan znów nie grał zbyt wiele - spędził na parkiecie 13 minut. W tym czasie zapisał na swoim koncie 5 punktów (2/3 z gry, 1/1 za trzy), 3 zbiórki oraz 2 asysty. Wskaźnik plus/minus reprezentanta Polski wyniósł +6, co oznacza, że z nim w grze Ostrogi zdobyły od rywala o sześć punktów więcej.
Po tym meczu Spurs spadli na szóste miejsce w Konferencji Zachodniej (mają bilans 8-4), a Warriors są dwie pozycje niżej (8-6).
W sobotę z Nowego Orleanu nadeszła wiadomość o zwolnieniu trenera Willie Greena. Stało się to po bardzo słabym starcie; Pelikan zajmują ostatnie miejsce w Konferencji Zachodniej z ledwie dwoma wygranymi w 12 meczach. Co gorsza, drużynie zdarzyło się przegrać trzy mecze w stosunku wyższym niż 30 punktów! „Po dokładnej analizie podjęliśmy trudną decyzję o zmianie trenera. Mam ogromny szacunek dla Willie’ego Greena i szczerze doceniam jego wkład w naszą organizację i społeczność Nowego Orleanu. Życzymy mu i jego rodzinie wszystkiego najlepszego w przyszłości” - napisał w oświadczeniu Joe Dumars, wiceprezydent klubu ds. operacji koszykarskich. Trenerem tymczasowym mianowano pracującego w klubie Jamesa Borrego. Trwają poszukiwania nowego head coacha.
Wyniki. Piątek. San Antonio - Golden State 108:109, New York - Miami 140:132, Orlando - Brooklyn 105:98, Detroit - Philadelphia 114:105, Houston- Portland 140:116, Milwaukee - Charlotte 147:134 po dogrywce, Minnesota - Sacramento 124:110, New Orleans - LA Lakers 104:118, Dallas - LA Clippers 127:133 po 2 dogrywkach.
Sobota. Cleveland- Memphis 108:100, Charlotte - Oklahoma City 96:109, Indiana - Toronto 111:129, Milwaukee - LA Lakers 95:119, Minnesota - Denver 112:123.
(p)
