Kap, kap, płyną łzy...

Były momenty, w których Monika Kobylińska i jej koleżanki zwyczajnie traciły głowę Fot. PAP/Marcin Bielecki


Kap, kap, płyną łzy...

Ambitna pogoń za odwiecznym rywalem nie powiodła się i biało-czerwone sklasyfikowane zostaną na miejscach 13-16. 


Smuty to był obrazek, gdy na tle skaczących z radości Rumunek przebijały się smutne miny reprezentantek Polski. Nasze panie pocieszały się nawzajem, ściskały się, dodawały sobie otuchy, ale wiele z nich nie ukrywało łez. Najbardziej płakała Karolina Kochaniak-Sala, jedna z najbardziej ambitnych szczypiornistek. Rozgrywająca Zagłębia Lubin tak bardzo zależało na rehabilitacji za nie najlepszy (pod względem liczb) występ przeciwko Dunkom, że po końcowej syrenie zwyczajnie się rozczuliła. W szatni pewnie też był szloch, bo porażka z odwiecznym rywalem całkowicie przekreśliła marzenia o 3. miejscu w grupie fazy zasadniczej i - co najważniejsze - szanse na udział w turnieju przedolimpijskim. 


Buceschi poza zasięgiem

Za postawę w 89. meczu przeciwko Rumunkom biało-czerwonym należą się jednak brawa, ale 58. porażki nie udało się uniknąć i na 25. zwycięstwo trzeba będzie poczekać (7 razy zanotowano remis). 

- Dziewczyny chcą zagrać najlepszy mecz w turnieju, ale to Rumunki są faworytkami - mówił przed spotkaniem trener Arne Senstad. Spotkanie się na dobre nie zaczęło, a Polkom przyszło grać w osłabieniu. Liczebną przewagę wykorzystała Eliza-Iulia Buceschi, największa gwiazda zespołu. Było to jej 37. trafienie i jedno z 11 w tym meczu. Nasze panie bardzo chciały, ale grały nerwowo w ataku, co skutkowało prostymi błędami i marnowaniem świetnych sytuacji. Przegrywały 1:4, ale zdołały doprowadzić do remisu. Twarda obrona sprawiła, że potężna obrotowa Crina-Elena Pintea była odcinana od podań i premierowe trafienie zaliczyła dopiero w 21 minucie. Za chwilę poprawiła z 6 metrów i było 8:11. Adrianna Płaczek długo wchodziła w mecz, ale w końcówce pierwszej połowy zaczęła odbijać piłkę (w całym spotkaniu zaliczyła 7 interwencji) i głównie dzięki niej wynik był niemal na styku. Do poprawy była jednak skuteczność w ofensywie, po do przerwy wynosiła zaledwie 38%.


Było blisko, ale...

Po wznowieniu gry rywalki jeszcze bardziej podkręciły tempo, zanotowały 3 trafienia bez odpowiedzi Polek i prowadziły 17:12. Od tego momentu dość długo toczyła się wymiana ciosów aż biało-czerwone ponownie zabrały się do odrabiania strat. Kolejne bramki zdobywały przede wszystkim Kochaniak-Sala i Magda Balsam, a w bramce dobrze radziła sobie Barbara Zima. Dzięki temu na kwadrans przed końcem było 20:22. Był to początek dobrych wieści, bo dobrze dysponowana Balsam (7 goli/11 prób) w 53 minucie złapała kontakt (24:25), a po chwili rzutem za połowy boiska to pustej bramki trafiła Mariola Wiertelak. To zwiastowało ogromne emocje, ale decydującym fragmencie więcej wyrachowania zachowały rywalki, zapewniając sobie minimalne zwycięstwo i szansę na walkę o igrzyska w Paryżu. 


Czeska niespodzianka

Nam na ćwierćfinał przyjdzie poczekać co najmniej 24 miesiące, a w Czechach mogą się cieszyć z drugiego w historii miejsca w czołowej ósemce. Drużyna, którą od zaledwie roku prowadzi Norweg Bent Dahl, sprawiła największą sensację tego turnieju. Powiedzenie „umiesz liczyć, licz na siebie” w jej przypadku się nie sprawdziło, a kluczem do awansu było piątkowe zwycięstwo z Hiszpanią, odniesione w wielkim stylu. Koncertowy występ, ze skutecznością w ataku na poziomie 68%, nie gwarantował jeszcze miejsca w 1/4 finału. O wszystkim miały zadecydować spotkania niedzielne i tu zaczęło się wielkie liczenie, a oprócz Czeszek i Hiszpanek w grze były Brazylijki. Te w konfrontacji z Czeszkami musiały wygrać minimum 5 bramkami. Walczyły bardzo dzielnie, ale rywalki stawiały jeszcze bardziej zacięty opór, nie dając odskoczyć na więcej niż 3 trafienia i właśnie tyloma przegrały. - To był bardzo wyrównany mecz, wiele razy był w nim remis i możemy tylko żałować, że końcówka należała do przeciwniczek. Nie możemy już liczyć na siebie. Musimy czekać na wynik spotkania Holandia - Hiszpania - mówiła tuż po końcowej syrenie bramkarka Petra Kudlaczkowa, która 3 godziny później mogła skakać z radości, bo „Pomarańczowe” wręcz zmiotły z parkietu Hiszpanki, których po raz pierwszy od 2017 roku zabraknie w ćwierćfinale. Przy równej ilości punktów decydował bilans bezpośrednich spotkań, a ten przemawiał za Czeszkami. Dziś zespół, którego liderką jest Marketa Jerzabkova (w 6 meczach oddała 72 rzuty i zdobyła 46 bramek), czeka mecz z Francuzkami. - Będzie trudno, ale nie mamy nic do stracenia - uśmiechnął się trener Dahl. Holenderki natomiast powalczą z Norweżkami. Mecz z Francuzkami pokazał, że obrończynie tytułu mają słabsze punkty...


Polska - Rumunia 26:27 (10:13)

POLSKA: Płaczek, Zima - Balsam 8/5, Kobylińska 1, Kochaniak-Sala 5, Urbańska 1, Rosiak 3, Nocuń 3, Galińska 1, Wiertelak 2, Uścinowicz, Matuszczyk 1, Masna 1, Górna, Tomczyk, Michalak.

Kary: 6 minut.

Trener Arne SENSTAD.


RUMUNIA: Hosu, Ciuca - Bucur 3, Dindiligan 2, Buceschi 11/4, Pintea 4/1, Seraficeanu, Laslo 5, Dinca, Bazaliu 1, Popa 1, Badea, Ostase, Lixandroiu,Balog, Gogirla.

Kary: 8 minut.

Trener Florentin PERA.


Przebieg meczu:

5 min - 1:3,

10 min - 4:5,

15 min - 6:7,

20 min - 8:9,

25 min - 8:11,

30 min - 10:13,

35 min - 12:16,

40 min - 16:20,

45 min - 20:22,

50 min - 22:24,

55 min - 25:25,

60 min - 26:27.


Marek Hajkowski


54 PROCENT skuteczności zanotowały we wczorajszym meczu Polki; rywalki miały 66%.