Kanadyjski cudotwórca

Nick Taylor jest całkiem dobry w jeżących włos na głowie końcówkach turniejów. Dotychczas zwyciężał pięciokrotnie na PGA Tour, ostatnie trzy razy wygrywając w dogrywce!

Nick Taylor zwycięża na Hawajach. Fot. Facebook RBC Canadian Open

Taka skuteczność może wzbudzać zgrozę u oponentów, zwłaszcza jeśli ci są jej świadomi. 30-letni Kolumbijczyk Nico Echavarria, grający w minioną niedzielę dla kontrastu w swojej pierwszej dogrywce, bardzo boleśnie przekonał się o super mocach Kanadyjczyka. Wchodząc na green drugiego dodatkowego dołka wyglądał na murowanego zwycięzcę, by po chwili to jego przeciwnik został mistrzem Sony Open in Hawaii.

Duma Kanady

Spośród wszystkich wygranych ta najważniejsza datuje się na czerwiec 2023 roku. Nick Taylor w naprawdę nieprawdopodobnych okolicznościach został wtedy pierwszym obywatelem Kanady, który wygrał ten turniej od 1954 roku i pierwszym urodzonym w Kraju Klonowego Liścia, który triumfował, od 1914 roku. Dodatkowo apetyt na triumf w tym turnieju u każdego gracza, obojętnie jakiej narodowości, zaostrza fakt, że jest to turniej niemal stary jak świat i przez to niezwykle prestiżowy. Canadian Open, z pierwszą edycją w 1904 roku, jest trzecim najstarszym nieprzerwanie odbywającym się turniejem golfowym, po The Open Championship i U.S. Open. Wcale nie dziwi zatem wzruszenie Taylora, który tuż po wygranej relacjonował: - Brak mi słów. To jest dla wszystkich chłopaków, którzy tu są. To dla mojej rodziny w domu – powiedział ze łzami w oczach. - To najbardziej niesamowite uczucie.

Ostatnim zawodnikiem z Kanady, który wygrał Canadian Open, był Pat Fletcher w 1954 roku w Point Grey w Vancouver. Fletcher urodził się jednak w Anglii. Carl Keffer był jedynym mistrzem urodzonym w Kanadzie, który zwyciężył latach 1909 i 1914. Nawet Mike Weir – jedyny Kanadyjczyk z trofeum wielkoszlemowym - nie dał rady, przegrywając dogrywkę z Vijayem Singhiem w 2004 roku.

Jednak początki pamiętnego turnieju wcale nie zapowiadały się dobrze. Urodzony w Winnipeg w Manitobie Taylor zaczął w czwartek od słabiutkiej rundy 75. W piątek zebrał się w sobie, wykręcając świetne 67 uderzeń. W sobotę dorzucił imponujący rezultat 63, aby rozpocząć rundę finałową z trzema strzałami za liderem, C.T. Panem.

Kibice oszaleli

Niedziela okazała się naprawdę niesamowita. Na polu wypełnionym po brzegi rozemocjonowanymi lokalnymi kibicami, nie odstępującymi Taylora na krok, a nawet śpiewającemu mu pieśń „O Canada” na jednym ze startów, łatwiej można było złapać dobre wibracje i dokonywać czynów nadzwyczajnych. Nick trafił na osiemnastce 3-metrowego putta na birdie i zakończył cztery dni grania z wynikiem - 17. Cofając się z podniesioną pięścią obserwował jak piłka wpada do dołka, pieczętując finałową rundę 66. Jego najbliższy rywal Tommy Fleetwood potrzebował tam birdie, ale po błędzie z tee zrobił tam tylko para, wymuszając dogrywkę w deszczowych warunkach.

Najpierw obaj trafili dwukrotnie birdie na ponownie rozgrywanej osiemnastce, później par na dziewiątce i wreszcie nastąpił powrót na osiemnastkę, gdzie Taylor pokazał, że od czasu do czasu potrafi dokonywać cudów. Jego piłka wpadła do divota na fairwayu, ale drugi strzał z ponad dwustu metrów zdołał wylądować na początku greena. Fleetwood z kolei zagrał do piasku, trzecie uderzenie wylądowało 3 metry od flagi i czekał go obiecujący putt na birdie. Co robi Taylor? Trafia we flagę z ponad 20 metrów, piłka wpada do dołka i zwycięża!

W tym momencie rozpętało się istne szaleństwo. Atmosfera udzieliła się również innemu kanadyjskiemu golfiście i przyjacielowi Nicka Adamowi Hadwinowi, który w pierwszej chwili został powstrzymany przez ochronę, która go nie rozpoznała, kiedy napompowany adrenaliną chciał wedrzeć się na green. - To niesamowite. To znaczy, co powiesz na jeden z najwspanialszych momentów w historii kanadyjskiego golfa? – mówił później Hadwin, który chwilę po spięciu z ochroniarzem wpadł w objęcia swego przyjaciela. - Myślę, że wszyscy przewidywaliśmy, że tak się stanie. Nie jestem tylko pewien, czy ktokolwiek z nas przewidział akurat 20-metrowy putt!

Powtórka z rozrywki

Na Hawajach było całkiem podobnie, choć może tym razem ciężar gatunkowy nie był aż tak ogromny. W Honolulu nie było przecież tysięcy szalejących kanadyjskich kibiców, jednak sposób w jaki Nick zdusił swojego oponenta był równie spektakularny. Schodząc z siódmego greenu w niedzielę, tracił do prowadzenia pięć strzałów i nikt przy zdrowych zmysłach nie mógł przypuszczać, że Nick Taylor może jeszcze wygrać. Po spudłowaniu krótkich puttów na birdie na piętnastce i szesnastce, stojąc na starcie 18. dołka z dwoma uderzeniami deficytu, mógł raczej liczyć tylko na cud, a komputer Data Golf wyliczył jego szanse na sukces na 0.4%.

I znowu okazało się, że on wymyka się takim prognozom. Nagle jak grom z jasnego nieba trafił spoza greenu do dołka, tym razem z niemal 18 metrów, eagle’m wymuszając dogrywkę z Nico Echavarrią. Teraz wystarczyły dwa dodatkowe dołki, a Nick zakończył wszystko jak zawsze spektakularnym birdiem, trafiając najpierw do bunkra, skąd posłał piłkę przed green, skąd z prawie pięćdziesięciu metrów zagrał fenomenalny chip na 70 centymetrów od flagi! Nico zagrał ze środka fairwaya fantastyczny drugi strzał z ponad 220 metrów tuż za green, 12 metrów od flagi, a później wykonał 3 putty i przegrał z kretesem. Reszta jest historią.

Już po wszystkim Taylor przyznał skromnie: - Po prostu czuję, że mogę w takich chwilach stanąć na wysokości zadania. Lubię być w takich sytuacjach. Z jakiegoś powodu mój umysł staje się jasny w takich momentach, w których po prostu próbuję trafić.

Oprócz Nico i Tommy’ego, boleśnie przekonać się o tym mógł jeszcze Amerykanin Charley Hoffman, który był poprzednią ofiarą Taylora, przegrywając z nim również na drugim dołku dogrywki, podczas rozegranego w lutym WM Phoenix Open.

Od czwartku Nick Taylor i śmietanka PGA Tour powalczy w turnieju o podwyższonym statusie - The American Express, w Kalifornii, w pustynnej Dolinie Coachella. Akcja rozgrywać będzie się w ośrodku La Quinta Country Club, na trzech różnych polach, z rundą finałową na słynnym Stadium Course PGA West. Wieczorne transmisje w Eurosporcie z komentarzem Jacka Persona, do którego w niedzielę dołączy Paweł Ulbrych.

Kasia Nieciak

WYNIKI

Z największym trofeum w dotychczasowej karierze. Fot. Facebook RBC