Kamil, baw się dobrze!
Lwi pazur naszego mistrza skoczni z Zębu najlepiej pokazać w Wiśle Malince - uważa inny polski czempion olimpijski, Wojciech Fortuna.
Jak wysoko (w klasyfikacji generalnej PŚ, i w obu konkursach) zabierze Kamila Stocha wiślacki wyciąg na skoczni w Malince? Fot. Marcin Bulanda/PressFocus.pl
Rozkręca się pucharowa karuzela. Po Lillehammer, Falun i Ruce rywalizacja przenosi się na skocznię im. Adama Małysza w Wiśle Malince. W czwartek rozpoczną ją kwalifikacjami i konkursem indywidualnym kobiety, a w piątek - kwalifikacjami - mężczyźni. Przystąpi do nich trzynaścioro reprezentantów Polski. Anna Twardosz, Nicole Konderla-Juroszek i Pola Bełtowska to wybranki Marcina Bachledy. Dla Twardosz i Bełtowskiej będzie to okazja do pokazania, że ich forma jest zwyżkująca. W Falun osiągnęły przecież życiowe wyniki: Twardosz była 10., a Bełtowska 14.
Rozszerzoną o czterech zawodników - to przywilej przysługujący gospodarzom - ekipę męską tworzą: Dawid Kubacki, Kamil Stoch, Paweł Wąsek, Kacper Tomasiak, Aleksander Zniszczoł, Piotr Żyła oraz członkowie kadry B, prowadzonej przez Wojciecha Topora: Klemens Joniak, Maciej Kot, Adam Niżnik i Jakub Wolny. Trener Maciej Maciusiak i jego sztab zdecydował więc, że po Kacprze Tomasiaku szansę na debiut w Pucharze Świata otrzyma Joniak.
Nie krytykujcie!
Maciej Maciusiak po pierwszych konkursach nie ukrywa, że jest zawiedziony wynikami. W pięciu konkursach żaden z jego podopiecznych nie znalazł się w czołowej „10”. Najbliżej byli Kamil Stoch i Kacper Tomasiak. Obaj plasowali się na 12. pozycji w Lillehammer i Falun. - Jest ciężko, nie ukrywam. Szczególnie po sobotnich zawodach w Ruce. Ale jesteśmy jedną drużyną. Zawodnicy zdają sobie sprawę, jak przepracowali okres przygotowawczy. Z nadzieją podchodzimy do kolejnych konkursów. Niebawem Wisła, gdzie pogoda ma być perfekcyjna. Postaramy się tam odwrócić kartę i zaprezentować się zdecydowanie lepiej - powiedział trener kadry A w rozmowie z reporterem skijumping.pl. - Z taką nadzieją jedziemy do Wisły i liczymy na wsparcie kibiców. Zdajemy sobie sprawę, że skoki narciarskie są popularne w Polsce. Tylko bardzo proszę, nie krytykujcie zawodników, bo oni bardzo dużo serducha wkładają w ten sport. Jako sztab ciężko pracujemy, żeby odnosili sukcesy. Tak dalej będzie, to się nie zmieni - dodał Maciusiak.
Fortuna wierzy w pazur
Podobnego zdania jest też Wojciech Fortuna. - Musimy im dać czas, bo oni tradycyjnie dopiero się rozkręcają. No i należy pamiętać o głównym celu tego sezonu, czyli igrzyskach w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo, które są dopiero w lutym. Spokojnie, forma ma być na najważniejszą imprezę sezonu - stwierdził mistrz olimpijski z Sapporo w 1972. I dodał, że liczy na Kamila Stocha. - Każdy sportowiec startuje, żeby wygrywać, a zapowiadający zakończenie kariery Kamil powinien wreszciepokazać lwi pazur. Ma wszystko (medale olimpijskie, mistrzostw świata, Kryształowe Kule – red.), ale znów bawi się skokami, a wtedy zawsze pokazuje, na co go stać.
Oby nie zniszczoł olimpijskich marzeń!
Optymizmu więc nie brakuje, ale fakt jest taki, że po dotychczasowych występach naszych skoczków Polska straciła wirtualną czteroosobową grupę startową, którą mogłaby po sezonie letnim wystawić na olimpiadzie. To przede wszystkim efekt słabej formy Aleksandra Zniszczoła, który dotąd nie zdobył nawet punktu i wypadł z TOP 25 rankingu kwalifikacji olimpijskich. Najwyższy więc czas na przełamanie i bardziej efektywne punktowanie w Pucharze Świata, żeby odzyskać prawo do czterech olimpijskich kwalifikacji. To także szansa na zyskanie uznania w oczach trenera, bo ten zapowiedział, że po wiślańskim weekendzie dojdzie do ponownej selekcji sześcioosobowego składu, który pojedzie na konkursy do niemieckiego Klingenthal (12-14 grudnia).
Wisła jest gotowa
W grudniu ubiegłego roku na obiekcie im. Adama Małysza przeprowadzono dwa indywidualne konkursy PŚ mężczyzn. W pierwszym z nich najlepszym z Polaków był Paweł Wąsek, który zajął 11. miejsce, a zwyciężył Austriak Daniel Tschofenig, późniejszy triumfator Pucharu Świata. W drugim znów najwyżej był Wąsek, który uplasował się na tym samym miejscu, zaś wygrał Niemiec Pius Paschke. W tym roku do faworytów będą należeli znakomicie skaczący Słoweńcy, z liderem PŚ Anże Laniszkiem i Domenem Prevcem na czele, szeroka grupa Austriaków (zabraknie jednak wśród nich Stefana Krafta) oraz Japończyk Ryoyu Kobayashi. Czy Polacy będą w stanie nawiązać walkę o miejsca w czołowej dziesiątce?
W Wiśle Malince ma wystartować po ponad 60 kobiet i mężczyzn - poinformował prezes Śląsko-Beskidzkiego Związku Narciarskiego, Andrzej Wąsowicz. Zapewnił również, że obiekt jest w pełni naśnieżony i jest gotowy na zawody. Prognozy pogody również są pomyślne i nie powinno być takich perturbacji, jak tydzień temu w fińskiej Ruce. O ile zawody pań nie cieszą się wielkim zainteresowaniem (do środowego południe sprzedano... 77 biletów), to bardzo duże jest ono w przypadku konkursów mężczyzn. Sobotni będzie obserwować komplet widzów, czyli sześć tysięcy. Na niedzielny została niewielka ilość wejściówek.
(awa)
PROGRAM ZAWODÓW W WIŚLE MALINCE
12.00 – kwalifikacje kobiet
17.15 - konkurs indywidualny kobiet
5 grudnia, piątek
10.00 - kwalifikacje kobiet
11.30 - konkurs indywidualny kobiet
17.45 - oficjalny trening mężczyzn
20.15 – kwalifikacje mężczyzn
6 grudnia, sobota
13.45 - seria próbna mężczyzn
14.45 - konkurs indywidualny mężczyzn
7 grudnia, niedziela
12.55 - kwalifikacje mężczyzn
14.25 - konkurs indywidualny mężczyzn
Rekordowe skoki
Najdalej na skoczni im. Adama Małysza w Wiśle skoczył Niemiec Andreas Wellinger. Podczas konkursu duetów 13 stycznia 2024 roku uzyskał 144,5 metra. Letni rekord należy do Słoweńca Jure Szinkoveca (3 października 2010, podczas Letniego Pucharu Kontynentalnego). Wśród kobiet letni rekord należy do Japonki Sary Takanashi - 133,5 m (2021 rok), a zimowy do Kamili Karpiel - 113 m (2020 rok).
