Kameralnie nie znaczy gorzej

Choć Iga Świątek „spadła” – na chwilę – z największych nowojorskich aren, pewnie awansowała do trzeciej rundy Wielkiego Szlema, w której zagra z Czeszką Marie Bouzkovą.

To była sentymentalna podróż Polki i Argentynki, z takim samym zakończeniem jak sześć lat temu w Paryżu... Fot. PAP / EPA

US OPEN

Kibice mieli w czwartek rzadką okazję, by zobaczyć mistrzynię z 2022 roku w bardziej kameralnej scenerii. Dotąd Iga Świątek w Nowym Jorku zwykle grała na dwóch największych kortach – Artur Ashe i Louis Armstrong. W tegorocznej edycji rozstawiona jest dopiero z numerem 8 i jej spotkanie 2. rundy z Nadią Podoroską zostało przypisane do trzeciej w hierarchii areny – Grandstand.

Dla organizatorów US Open nie miało znaczenia, że dla Polki i Argentynki był to swoisty rewanż za półfinał Rolanda Garrosa w pandemicznym turnieju z 2020 roku, gdy 19-letnia wówczas Raszynianka sięgała po swój pierwszy tytuł wielkoszlemowy.

W kolejnych latach Świątek stała się wielką gwiazdą – wygrała jeszcze pięć szlemów i przez 125 tygodni była liderką rankingu. Natomiast o cztery lata starsza Podoroska, której przodkowie wywodzą się z dzisiejszej Ukrainy, nie stała się tenisowym Messim, choć łączy ją z futbolowym geniuszem miejsce urodzenia – Rosario. Nigdy więcej w Szlemie nie przebrnęła drugiej rundy. Jej karierę – choć była już 36. na świecie – zdominowały kontuzje i obecnie na liście WTA jest 449. W Nowym Jorku wystąpiła dzięki zamrożeniu rankingu.

Podobnie jak przed sześciu laty Iga nie miała kłopotów – jej zwycięstwo ani przez chwilę nie było zagrożone i w nieco ponad godzinę (dokładnie 71 minut) rozprawiła się z Argentynką, wygrywając 6:3, 6:2. Świątek była bardzo skuteczna przy własnym podaniu. Trafiła 79 procent pierwszych serwisów i wygrała 78 procent punktów po nich. Ani razu nie straciła podania – podobnie zresztą jak w pierwszym meczu, z Chinką Xiyu Wang.

Jedyny poważniejszy moment zagrożenia ze strony Podoroskiej nastąpił pod koniec pierwszej partii. Po utrzymaniu serwisu i zmniejszeniu straty do 3:5 Argentynka miała trzy okazje na przełamanie. Świątek odpowiedziała dwoma świetnymi serwisami, doprowadzając do równowagi. Po dwóch kolejnych równowagach Polka wykorzystała drugą piłkę setową, gdy forhend Podoroskiej wylądował minimalnie za linią boczną.

– Adaptacja? Bez problemu. Zresztą miałam okazję zagrać tu trening. Kort jest nawet cichszy od stadionów, więc bardzo przyjemny. Trochę kręcił wiatr, więc to było czasami wymagające, ale myślę, że to samo jest na stadionach. Czasami byłam trochę za daleko od piłki i mogłam bardziej podejść, bo przeciwniczka grała trochę wyżej i wolniej niż Wang oraz jak gram w trakcie treningów – analizowała Polka na gorąco w rozmowie z Eurosportem.

W drugim secie nie było już takich emocji. Świątek szybko objęła prowadzenie 5:1, a spotkanie zakończyła efektownym bekhendem po krosie, do którego Podoroska nie była w stanie dojść.  Mimo wyraźnej różnicy w wyniku był to solidny mecz w wykonaniu Argentynki, która posłała 11 tzw. winnerów przy zaledwie 12 niewymuszonych błędach. Bilans Świątek był tylko nieznacznie lepszy – 14 do 13. Przewagę Polce przez całe spotkanie zapewniały jednak lepszy serwis, gra returnem oraz skuteczność przy siatce.

Świątek w trzeciej rundzie – prawdopodobnie w sobotę – zmierzy się z rozstawioną z numerem 25 Marie Bouzkovą, która rozbiła w czwartek Brytyjkę Harriet Dart. Polka z Bouzkovą ma bilans 3-0, a ostatni raz pokonała ją 6:2, 6:2 w drugiej rundzie styczniowego Australian Open.

(t)

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się