Już są na podium!

Do bólu skuteczny i pragmatyczny Raków wykorzystał potknięcia rywali i traci już tylko punkt do lidera!

Marek Papszun i Rafał Górak przed pierwszym gwizdkiem. Po meczu humor mógł dopisywać tylko temu pierwszemu. Fot. Grzegorz Misiak/PressFocus

Łączenie rywalizacji na trzech frontach i granie co trzy dni musi wymuszać odpowiednie szafowanie siłami i różny dobór taktyki pod konkretnego rywala. W Częstochowie, czując jeszcze w nogach starcie Pucharu Polski ze Śląskiem we Wrocławiu (2:1) i mając w zanadrzu mecz ze Zrinjskim Mostar (11.12.) w Lidze Konferencji, chcieli sięgnąć po trzy punkty z GKS-em Katowice możliwie najmniejszym nakładem sił. Marek Papszun względem ostatniego meczu zdecydował się na dokonanie aż pięciu zmian, w tym paru naprawdę zaskakujących – jak nadspodziewanie szybki powrót po urazie Jeana Carlosa, środek pola z Marko Bulatem i Peterem Barathem czy debiut w pierwszym składzie Bogdana Mirceticia.

Zrelak źle, Brunes dobrze

Założenie częstochowian na pierwszą połowę było takie, aby ją po prostu przetrwać na zero – zarówno z tyłu, jak i... z przodu. Udało się, bo Rafał Górak w porównaniu z meczem pucharowym z Jagiellonią (3:1) zdecydował się tylko na jedną zmianę, ale za to bardzo nietrafioną. Ilję Szkurina zastąpił Adam Zrelak, który dostał od częstochowian aż dwa prezenty w postaci stuprocentowych okazji, lecz żadnej nie potrafił wykorzystać. Za pierwszym razem świetnie interweniował Apostolos Konstantopoulos, za drugim Grek… popełnił koszmarny błąd naprawiony tym razem przez Bogdana Racovitana. Obie drużyny schodziły na przerwę bez celnego strzału, co było najlepszym podsumowaniem tego „widowiska”.

Po zmianie stron Raków wrzucił wyższy bieg przede wszystkim za sprawą rezerwowych (Lamine Diaby-Fadiga, Michael Ameyaw), praktycznie nie pozwalał rywalom wyjść z własnej połowy i kwestią czasu było, kiedy zada katowiczanom pierwszy, a zarazem decydujący cios. Ten nastąpił w 67 minucie, gdy Diaby-Fadiga efektownie dośrodkował z trudnej piłki w pole karne tak, że Brunesowi pozostało jedynie dostawić głowę. Wspomniana dwójka jest ostatnio w świetnej formie. Norweg wpisał się na listę strzelców w szóstym z rzędu meczu Rakowa (z Arką w Gdyni nawet dwukrotnie) i wzorowo realizuje swój plan o zagranicznym transferze jeszcze zimą. W Częstochowie mają kuzynowi Hallanda tym razem nie robić w tym żadnych problemów, ale liczą na ofertę opiewającą co najmniej na siedem milionów euro.

Papszun odpadli „bombę”?

Częstochowianie mogli wygrać wyżej, ale specjalnie nie forsowali tempa. Warto odnotować jeszcze kompletnie nieudany strzał na wiwat Bulata po świetnym dograniu Fadigi, poprzeczkę Patryka Makucha, który w ostatnich tygodniach przeżywa najlepszy czas od momentu przyjścia z Cracovii, czy samotny rajd Fadigi zakończony celnym, ale zbyt lekkim strzałem. – Biorąc pod uwagę ile meczów rozgrywamy w ostatnim czasie, coraz gorsze boiska o tej porze roku i wypadnięcie takich zawodników jak Ivi Lopez czy Fran Tudor, to mecz był pod nasze dyktando, w drugiej połowie nawet zdecydowanie. Cieszy mnie to, że utrzymujemy bardzo wysoką intensywność, po zespole nie widać zmęczenia. Nie pozwoliliśmy rywalom na oddanie celnego strzału – mówił po meczu Marek Papszun, który po meczu w mocno tajemniczych słowach na antenie Canal+ zapowiedział, że w poniedziałek być może ujawni nowe fakty na temat odejścia z Rakowa. – Tych elementów składowych jest dużo. Powiem jak to wygląda z mojej perspektywy i wtedy będzie można to ocenić – stwierdził enigmatycznie nie zdradzając, w jakiej formule ma się to wydarzyć.

Rozczarowanie

GieKSa w Częstochowie przerwała dobrą serię. Nie licząc wpadki z Piastem (to akurat punkt wspólny z Rakowem), podopieczni Rafała Góraka zanotowali w ostatnim czasie (włączając Puchar Polski) sześć wygranych z rzędu. – Jestem rozczarowany, bo mieliśmy spory apetyt na to, aby punkty z Częstochowy wywieźć. Niestety straciliśmy bramkę i nie zdołaliśmy na to odpowiedzieć. Za nami rok pełen ogromnych emocji i trudności w Katowicach. Całościowo uważamy go za bardzo udany – skomentował Rafał Górak.


OCENA MECZU⭐ ⭐  

◼ Raków Częstochowa – GKS Katowice 1:0 (0:0)

1:0 – Brunes, 67 min (głową,asysta Diaby-Fadiga)

RAKÓW: Zych 6 - Konstantopoulos 5, Racovitan 6, Svarnas 6 – Pieńko 6 (73. Amorim niesklas.), Barath 5, Bulat 4 (58. Repka 6), Silva 5 (46. Ameyaw 7) – Mircetić 4 (46. Diaby-Fadiga 7), Makuch 6 - Brunes 7 (80. Rondić niesklas.). Trener Marek PAPSZUN. Rezerwowi: Trelowski, Mądrzyk, Struski, Seck.

GKS: Strączek 6 – Czerwiński 5 (64. Rogala 4), Jędrych 6, Klemenz 4 – Wasielewski 5, Bosch 4, Milewski 5 (82. Błąd niesklas.), Galan 5 – Wędrychowski 4 (64. Marković 5), Nowak 5 – Zrelak 3 (72. Szkurin niesklas.). Trener Rafał GÓRAK. Rezerwowi: Kudła, Bród, Rejczyk, Swatowski, Łukasiak, Łukowski.

Sędziował Tomasz Kwiatkowski – 6. Asystenci: Arkadiusz Wójcik i Tomasz Niemirowski (wszyscy Warszawa). Czas gry - 94 min (46+48). Widzów 5378. Żółte kartki: Makuch (31. faul), Konstantopoulos (71. faul).


MÓWIĄ LICZBY
RAKÓW   GKS
48  posiadanie piłki  52
3  strzały celne 0
16  strzały niecelne  9
5  rzuty rożne  0
0  spalone  2
9  faule  12
2  żółte kartki 0

Mariusz Rajek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się