Już nie ma odwrotu
KOMENTARZ „SPORTU” – Piotr Tubacki
Poznaliśmy projekt nowego stadionu Ruchu, którego budowa etapami ma ruszyć w 2027 roku. O stronie wizualnej pisać za bardzo nie będę, bo jak ze wszystkim w życiu – każdy ma swoją opinię. Mi się podoba, zapowiada się efektownie, także w środku, doceniam również chęć nawiązania do klubowej „Erki” na zewnętrznej fasadzie. Mało kto wie, że charakterystyczne zaokrąglenia chorzowskiego herbu są wyjątkowe w swej symetrii i geometrii.
Oczywiście na razie to tylko ładna prezentacja w Power Poincie. Do momentu przeprowadzki Ruchu na Nową Cichą jeszcze kupa czasu, wiele spotkań na Stadionie Śląskim, wiele sportowych znaków zapytania. Gdzie za te kilka lat, gdy ma być gotowa pierwsza trybuna, będą Niebiescy? Mogą być zarówno w ekstraklasie, jak i – nie życzę – w 2. lidze. Natomiast w kontekście nowej areny można być umiarkowanie optymistycznym. Jeśli chodzi o budowę, Ruch i cały Chorzów (przynajmniej ten, który chce piłkarskiego amfiteatru) nie mogli trafić lepiej z prezydentem. Nie będę tu wchodził w tematy codziennego zarządzania miastem, bo nie mam z nim wiele wspólnego, nie będę pisał o polityce, której nienawidzę – natomiast co może powiedzieć chyba każdy, to że w przeciwieństwie do poprzedników oraz ich świty, Szymonowi Michałkowi nie można odmówić stadionowej rzetelności. Wiele lat wstecz, zanim jeszcze w ogóle pomyślał o wejściu do politycznego bagienka, działał w kwestii Nowej Cichej. Słuszne są więc pytania: kto, jak nie on?
Makieta – czy też wizualizacja – areny już jedna w Chorzowie była. I... na niej się skończyło. Świętowano jej kolejne urodziny, bo łopaty, które miano wbić w murawę, były schowane głęboko i wykorzystywane co najwyżej do wykopywania przydomowej marchewki. Tej, którą zawiesza się na kiju, by zachęcić do jej gonienia wyborcę. Za obecnego prezydenta stało się coś, czego przy Cichej jeszcze nigdy nie było – ruszyły faktyczne prace. Nie prezentacje, nie przyjmowane i odwoływane dokumenty i pozwolenia, nie konferencje, nie obietnice. Wjechały koparki i zrównały stary stadion z ziemią. Nie ma odwrotu, Rubikon został przekroczony. Chorzów wyszedł ze stadionowej stagnacji i albo będzie nowa arena, albo... nic. Bo Starej Cichej już nie ma. Wybierając między „tak” a „nie”, znacznie bliżej jestem tego, że stadion powstanie.
Są pewne znaki zapytania związane przede wszystkim z finansowaniem całej operacji, ale właśnie po to etapowość budowy, trybuna po trybunie, by w razie czego nie zostać z niczym. Jeśli akurat Michałek nie zrealizowałby swojej obietnicy, ci, którzy stadionu oczekują, poczują się oszukani bardziej niż dzieci, które dowiadują się, że Święty Mikołaj nie istnieje. Zaufanie w realizacji tej inwestycji pozwoliło Michałkowi objąć urząd, więc niedziwne, że robi wszystko, aby ją zrealizować. Zresztą... obiecywali to wszyscy kandydaci, co obecny prezydent wielokrotnie powtarzał.
Dla uczciwości, nie sposób nie wspomnieć o tych chorzowianach, którzy stadionu nie chcą bądź nie potrzebują. Bo takowi również istnieją. Stąd nie zgadzam się z prezydentem w kwestii tego, że każdy głosował za stadionem, bo każdy kandydat go obiecywał – wyborcy po prostu... nie mieli wyboru. Czy Ruch potrzebuje nowego domu? Ależ oczywiście, że tak – i to jeszcze jak! A czy Chorzowowi jest on potrzebny? Tu zdania są podzielone. Choć jeśli prezydent i jego ekipa spełnią założenia, by obiekt żył nie tylko przy okazji meczów, to – znów – można być umiarkowanym optymistą. Byle tylko Chorzów przestał się zwijać, a zaczął rozwijać, bo demografia to straszna jędza... ale to już temat na zupełnie inną historię.
