Już mają dość awansów
W Łodzi nie chcą już powrotów do ekstraklasy. Jeszcze tylko ten raz, a potem pobyt w elicie na dobre.
Przy Alei Unii chcą wymienić logotyp 1. ligi na ekstraklasy. Tym razem na dobre. Fot. Artur Kraszewski/PressFocus
ŁKS ŁÓDŹ
Zarówno optymistyczny, jak i pesymistyczny finał sezonu 2025/26 miał być taki sam – już jesienią derby Łodzi albo w I lidze, albo w ekstraklasie. Po utrzymaniu się Widzewa wariant pesymistyczny jest już nieaktualny, wszystko więc teraz w głowach i nogach sąsiadów z ŁKS.
Rywalem tej drużyny w pierwszej rundzie baraży jest Chrobry, drużyna chyba najmniej medialna spośród zespołów zagłębia miedziowego. Chrobry, w przeciwieństwie do Miedzi, Zagłębia i Górnika Polkowice, nigdy nie grał w ekstraklasie. Raz był blisko, bo dopiero w dogrywce przegrał decydujący baraż z Koroną, po wcześniejszym wyeliminowaniu Arki. W 2022 roku był szósty w I lidze po rundzie zasadniczej, teraz przystępuje do baraży z czwartej pozycji, najlepszej w historii swoich startów w I lidze, która rozpoczęła się w roku 1984.
Wymiana zawodników
Chociaż ŁKS przytłacza rywali z Głogowa piłkarską historią, to sportowo w tym sezonie Chrobremu nie dorównał. Zajął niższe (piąte) miejsce, przegrał oba bezpośrednie mecze: 1:3 u siebie i 1:2 na wyjeździe. Teraz zagra z Głogowianami po raz czwarty, bo w meczu o Puchar Polski ŁKS wygrał 5:3 po dogrywce. Dwa gole strzelił wtedy swojej byłej drużynie Mateusz Lewandowski, ściągnięty właśnie z Głogowa, drugi po Fabianie Piaseckim strzelec ŁKS w tym sezonie.
Taka łódzko-głogowska wymiana zawodników była ostatnio intensywna, bo w Chrobrym grają Dawid Arndt, Kelechukwu Ibe-Torti i Piotr Janczukowicz, dla których występy w ŁKS były nie tylko epizodem, ale istotnym rozdziałem ich kariery. Teraz w Chrobrym należą do żelaznego składu, przebijając ligowym doświadczeniem większość kolegów z zespołu, chyba tylko poza Mateuszem Bartolewskim (Ruch, Zagłębie Lubin). W zespole jest zaledwie dwóch „internacjonałów”, jak się kiedyś mówiło, i to z sąsiednich krajów: Myroslav Mazur z Kijowa (8 goli, chociaż to zawodnik defensywny) i Słowak Jakub Gricz, podczas gdy transferowy zasięg ŁKS rozciąga się od Japonii poprzez Ukrainę, Mołdawię, Szwajcarię, Niemcy, Szwecję, Irlandię Północną, Hiszpanię aż po USA.
W Łodzi marzyli po cichu
W poprzednim sezonie Chrobry był tylko pierwszoligowym średniakiem (13. miejsce), teraz z nowym trenerem Łukaszem Becellą skoczył gwałtownie w górę. Na baraże zanosiło się już na półmetku (czwarte miejsce), podczas gdy w Łodzi o ewentualnej szansie na powrót do ekstraklasy mówiło się najwyżej po cichu.
Po niezłym początku, od dziewiątej kolejki drużyna ani razu nie była wyżej niż na dziesiątym miejscu i dopiero seria czterech zwycięstw na własnym boisku w końcówce zapewniła skok w tabeli. Teraz akurat przyjdzie grać na wyjeździe, ale nietrudno zauważyć, że forma ŁKS rosła wiosną z tygodnia na tydzień. Ciekawe, kogo wskazałaby – przy tej bazie danych – sztuczna inteligencja jako faworyta tego meczu. Sztuczna, bo ludzka jest bezradna wobec kibicowskich sympatii i gubi się, gdy trzeba rozstrzygnąć kto lepszy – nasi czy tamci.
Na lepszego z głogowsko-łódzkiej pary trafi zwycięzca meczu Wieczysta – Polonia. Jeżeli wygra Chrobry, dojdzie do powtórki sprzed paru dni, ale tym razem nie w Sosnowcu, a w Krakowie. ŁKS wolałby pewnie po starej znajomości Polonię i wtedy mecz odbyłby się w Łodzi. MAKiS, administrator stadionu imienia Władysława Króla, najwyraźniej nie wierzył w barażowe szanse ŁKS, bo na niedzielny wieczór zaplanował w położonej tuż obok stadionu Atlas Arenie koncert Ne-Yo i Akona. W której lidze grają ci wykonawcy?
Wojciech Filipiak
