Jeżeli nie pan Marek, to możemy się zbierać...
Rozmowa z Piotrem Zolą Szulowskim, gwiazdą polskiego stand-upu, kibicem Legii i zawodnikiem Reprezentacji Artystów Polskich
Piotr Zola Szulowski nie zachwycił się ani własną formą na boisku w Spodku, ani wspomnieniem formy Legii w rundzie jesiennej.... Fot. Spodek Super Cup
Najlepszy piłkarz wśród stand-uperów i najlepszy stand-uper wśród piłkarzy – zdanie pewnie prawdziwe, bo ma pan futbolową przeszłość?
- Owszem, kopałem piłkę na poziomie linii okręgowej ponad dziesięć lat, ale musiałem skończyć. Z wiadomych powodów: kariera stand-upowa tak przyspieszyła, że trzeba było odwiesić buty na kołek.
Za to klub, w którym pan tę piłkę kopał, nie byle jaki. Dziś Pogoń Grodzisk Mazowiecki walczy przecież o ekstraklasę!
- Rzeczywiście, choć z Pogonią związany byłem krótko, tylko przez dwa lata. Życzę Pogoni oczywiście jak najlepiej, ale... mam wrażenie, że ekstraklasa byłaby wielkim wyzwaniem dla miasta i dla samego klubu.
W tych różnych rozjazdach artystycznych po kraju znajduje pan czas na to, żeby jeszcze śledzić piłkę?
- Oczywiście, jestem na bieżąco. W każdym tygodniu przynajmniej pięć-sześć meczów obejrzę.
Naszą rodzimą ligę też?
- Jak najbardziej. Jako człowiek spod Warszawy muszę przyznać, że ostatnia runda nie była najlepsza dla mojego ulubionego klubu. Ale mam nadzieję, że się to odmieni wiosną.
A czy taką rundę, jaką ma za sobą warszawski klub, można wykorzystać w jakiś sposób w estradowych występach?
- Oj nie. A dlaczego? Bo... chyba nie wypada kopać leżącego, prawda?
Marek Papszun uzdrowi Legię?
- Nie widzę innego wyjścia. Jeżeli nie pan Marek, to możemy chyba się zbierać z piłkarskiej mapy Polski... Ale mam nadzieję; ba, jestem święcie przekonany, że tak wielki klub jak Legia i tak dobry trener jak Marek Papszun się zgrają, i wszystko się poukłada. Jestem w tej materii optymistą; myślę, że przy dobrych wiatrach może nawet Puchar Polski uda się jeszcze złapać?
Wtajemniczeni twierdzą, że bardziej od rodzimej ligi kręci pana Barcelona?
- To prawda. I mam nadzieję, że ten sezon będzie przełomowy i w końcu Barcelona wygra Ligę Mistrzów.
Rozumiem, że nawet jeśli Robert Lewandowski wyjedzie za ocean, to ta miłość do Barcelony u pana się nie skończy?
- Miłość do Barcelony trwa od roku 1998. Jestem kibicem Barcy od momentu, w którym pojawił się w jej szeregach Brazylijczyk Ronaldo. Więc nawet jak Robert odejdzie, a Wojtek Szczęsny po raz drugi zakończy karierę, to kibicem Barcelony pozostanę.
Nie patrząc w metrykę mam wrażenie, że pamięta pan jeszcze czasy, w których wieszało się plakaty piłkarskich idoli na ścianie. Kto wisiał u pana?
- Oczywiście Ronaldo, a także Barcelona i reprezentacja Brazylii. Ale polskich piłkarzy też wieszałem (śmiech). Pamiętam wielki plakat Andrzeja Juskowiaka z reprezentacji Polski.
A to prawda, że zbiera pan też koszulki piłkarskie?
- Owszem. Mam już ich ponad 250.
Ta spodkowa też zostanie w kolekcji?
- Owszem, ale raczej nie będzie wisiała na honorowym miejscu. Niestety, ostatnio miałem blisko półroczną przerwę w piłkarskich występach i było to widać na boisku. Zresztą, chyba nie tylko w moim przypadku, bo wyniki naszej reprezentacji świadczą same za siebie
Kilka tysięcy ludzi przyszło na Spodek Super Cup. Ale taka frekwencja pana ani nie przerazi, ani nie zaimponuje?
- Zdarza się, owszem, że stand-uperzy zbierają większą publikę. Nawet miałem okazję występować w Spodku przy widowni wypełnionej po brzegi, było chyba z 9 tysięcy osób. Ale wiadomo, że inaczej to wygląda na meczach, inaczej na stand-upie. Największym atutem publiczności sportowej jest właśnie doping, na mnie zawsze robi on wrażenie. Na stand-upie ludzie raczej nas słuchają. Ale oczywiście są i wybuchy śmiechu, które robią fajną atmosferę.
Rozmawiał Dariusz Leśnikowski
CZY WIESZ, ŻE...
■ Sceniczna ksywka Piotra Szulowskiego to hołd dla Gianfranco Zoli, który oczarował ówczesnego dziewięciolatka grą podczas finałów EURO 1996.
■ Piotr Zola Szulowski był jednym z uczestników widowiska „Please, stand-up”, które odbyło się we wrześniu 2024 roku na stadionie Legii, gromadząc na scenie grono najlepszych polskich stand-uperów.
■ W 29. kolejce sezonu 2024/25 Piotr Zola Szulowski – wraz z ekipą zebraną na stołecznych ulicach – został bohaterem filmu z trybun przy Ł3, nagranego przez „Ekstraklasę TV” podczas ligowego meczu Legia – Lechia.
