Jeszcze żyją
Po pokonaniu Barkom Każany Lwów w Katowicach wróciła wiara w utrzymanie w ekstraklasie.
Bartosz Mariański (w środku) i jego koledzy wierzą, że PlusLigę można jeszcze uratować. Fot. Mateusz Sobczak/PressFocus
Rozgrywki od początku nie układają się po myśli GieKSy. Od pierwszej kolejki znajduje się w strefie spadkowej, a od siódmej utknęła na dnie tabeli. Z meczu na mecz jej sytuacja stawała się coraz trudniejsza. Po porażce z PSG Stalą Nysa 1:3 (22 grudnia) wielu ją skreśliło. Do bezpiecznego, 13. miejsca traciła bowiem aż dziewięć „oczek”.
Katowiczanie wiary w odwrócenie losu jednak nie stracili. W kolejnych spotkaniach dzielnie walczyli, a rywalizowali z tuzami, Jastrzębskim Węglem oraz Aluronem CMC Wartą Zawierciem. W ostatniej kolejce wreszcie się do nich szczęście uśmiechnęło. Zgarnęli komplet punktów w starciu z również zagrożoną degradacją ekipą ze Lwowa. - Trener mówił, że nie ma meczów za sześć punktów, ale ten właśnie taki był, aczkolwiek nic nam jeszcze nie dał. Fajnie, że wygraliśmy. Wciąż na tym dnie tabeli oddychamy – mówił po spotkaniu Bartosz Mariański, libero katowickiego klubu. - Mieliśmy stratę punktową i w drugim, i w trzecim secie, ale ją odrabialiśmy. Była walka. Było widać chęć wygrania meczu – dodał.
Doświadczony libero, który został w tym meczu wyróżniony statuetką MVP, zwrócił uwagę na znakomitą postawę rezerwowych. - Damian Domagała i Alexander Berger zaliczyli superwejście. Pokazali klasę i im należy się ta statuetka. Tak naprawdę wszyscy, od rozgrywającego, przyjmujących, środkowych, libero, atakującego i rezerwowych, nie zagrali jeszcze swojego maksimum, ale zaprezentowali się bardzo dobrze. To wystarczyło, by wygrać – ocenił Mariański.
Zdaniem Damiana Domagały kluczem do sukcesu było zachowanie zimnej krwi. - Sporo było stykowych momentów, w których w końcu to my przełamaliśmy przeciwników naszą dobrą grą i potrafiliśmy „odjechać” na kilka punktów. Decydujący był drugi set (katowiczanie przegrywali w nim 20:23 przyp. red.), który odwróciliśmy. Wiemy też z doświadczenia - bo już mieliśmy takie sytuacje w tym sezonie - że nie jest łatwo wrócić po przegranym secie na boisko i kontynuować dobrą grę. Cieszę się, że szczęście było z nami, bo szczerze mówiąc w paru poprzednich meczach tego szczęścia nam zabrakło – powiedział atakujący.
Mimo wygranej katowiczanie wciąż są w krytycznej sytuacji. PSG Stal Nysa wygrała z Indykpolem AZS Olsztyn 3:2 i odrobili do niej tylko punkt. Nadal więc potrzebują jeszcze trzech wygranych – przy założeniu, że inne drużyny zaangażowane w walkę o utrzymanie nie będą zwyciężać – by wydostać się ze strefy spadkowej. Ale zmieniło się ich nastawienie. - Jeszcze żyjemy – zapewnił Mariański.
GieKSę w nadchodzącej kolejce czeka kolejne wyzwanie, bo podejmuje Asseco Resovię. I nie jest bez szans. Rzeszowianie zmagają się bowiem z problemami zdrowotnymi przez co spisują się poniżej oczekiwań. Ich potencjał sięga czołowych miejsc, a tymczasem nie są pewni awansu do play offu. Ostatnio do zespołu wrócił jednak Bartosz Bednorz, co akurat dla katowiczan nie jest najlepszą wiadomością. Przyjmujący od razu został bohaterem. Poprowadził drużynę do zwycięstwa nad mocną Bogdanką LUK Lublin.
- Rywale mają problemy zdrowotne i kadrowe. Będziemy chcieli to wykorzystać. Czujemy, że będzie szansa w nadchodzącym meczu i będziemy walczyć na sto procent – zapewnił Domagała.
(mic)
