Jeszcze z nimi nie przegrali
Do tej pory drużyna z Sosnowca triumfowała we wszystkich meczach z Rekordem Bielsko-Biała i w niedzielę planują podtrzymać tę serię.
Jewgienij Szykawka (z lewej) i Bartłomiej Wasiluk liczą na czwarte z rzędu zwycięstwo z Rekordem. Fot. FB/Zagłębie Sosnowiec
ZAGŁĘBIE SOSNOWIEC
Historia konfrontacji Zagłębia z Rekordem jest krótka, ale za to bardzo owocna, jeśli chodzi o punktową zdobycz Sosnowiczan. Wygrali oni bowiem wszystkie dotychczasowe starcia z drużyną z Bielska-Białej, a konkretnie... trzy - dwa w ubiegłym sezonie, a trzeci w rundzie jesiennej bieżących rozgrywek.
Opaska mu nie ciąży
- Nie ma innego wyjścia - trzeba wygrać i podtrzymać passę, a co za tym idzie powiększyć dorobek punktowy i przesunąć się w górą tabeli - mówi Jewgienij Szykawka, który jesienią zdobył jedną z bramek w wygranym 2:1 meczu z Rekordem. Białorusin w barwach Zagłębia skutecznie wyegzekwował wówczas rzut karny. - To był wyrównany pojedynek i podobnie będzie w niedzielę. Mecz z Wartą Poznań, czy nawet przegrane starcie w Skierniewicach pokazały, że potrafimy grać w piłkę, ale musimy unikać głupich błędów. Jeśli do końca rozgrywek nie chcemy drżeć o utrzymanie, musimy wygrywać takie mecze jak ten, który przed nami. Dlatego interesuje nas tylko komplet punktów - dodaje Szykawka, najskuteczniejszy piłkarz Zagłębia, który pod nieobecność Mateusza Matrasa pełnił funkcję kapitana zespołu. W przypadku klubu z Sosnowca to trzeci obcokrajowiec, który dostąpił zaszczytu gry z kapitańską opaską. Pierwszym był Bośniak Dżenan Hosić, a kilkanaście lat później Słowak Lukas Duriszka. - To ogromny zaszczyt, nawet rola tymczasowego kapitana to wielkie wyróżnienie. Mateusz jest kapitanem, ale gdy trzeba, to opaska na pewno mi nie ciąży, zważywszy, że w meczach, w których ją zakładałem, strzelałem gole - podkreśla napastnik Zagłębia.
„Okradziony” z bramki
Mimo że w ostatnim meczu Białorusin nie wpisał się na listę strzelców, to o miejsce w składzie na niedzielny (16.00) mecz nie musi się martwić. Nie może tego powiedzieć inny ofensywny gracz w składzie Zagłębia, Szymon Sobczak. W meczu z Wartą pojawił się na murawie dopiero w 76 minucie, gdy zastąpił bohatera tamtej potyczki, strzelca dwóch goli, Michała Barcia. „Sopel” po tamtym meczu miał podwójne powody do złości. Nie dość, że musiał usiąść na ławce rezerwowych, to sędziowie nie dojrzeli, że po jego strzale piłka przekroczyła linię bramkową i nie zapiali na jego koncie bramki. W niedzielę zapewne Sobczak także zacznie na ławce. W podobnej sytuacji znajduje się inny rutyniarz, Bartłomiej Wasiluk, który po słabym meczu w Skierniewicach w kolejnym zagrał tylko drugą połowę, a przeciwko Warcie nawet nie podniósł się z ławki rezerwowych. Kto wie, czy tym razem nie będzie podobnie. Warto przypomnieć, że dekadę wstecz pomocnik Zagłębia bronił barw Rekordu.
Wszyscy są potrzebni
Z naszych informacji wynika, że z pierwszego składu wypadnie także Grzegorz Janiszewski, który był „zamieszany” w oba gole stracone przez Zagłębie w meczu z Wartą. - Roszady to normalna rzecz. Mam już w głowie skład na najbliższy mecz, ale oczywiście nie będą zdradzał moich planów. Jesteśmy drużyną. To, że ktoś nie zagra, a kto inny będzie rozpoczynał mecz na ławce, nie oznacza, że z kogoś całkowicie rezygnuję. Zostało naprawdę mało spotkań, a punkty są nam bardzo potrzebne. Na rozliczenia przyjdzie czas. Teraz trzeba zrobić wszystko, aby zapewnić sobie ligowy byt. Tej drużynie potrzebna jest zarówno młodość, jak i doświadczenie, dlatego nie wyciągałbym daleko idących wniosków po jednej czy drugiej decyzji kadrowej - mówi z dyplomatycznym spokojem trener Zagłębia, Grzegorz Bąk.
Krzysztof Polaczkiewicz
