Jeszcze tylko remis!

Po meczu w Legnicy wiadomo, że najpewniej to Ruch, a nie Miedź, będzie baraże mieć!

Marko Kolar utonął w euforii kolegów, w tym także... rodowitego Legniczanina, Patryka Szwedzika (z prawej). Fot. Gleb Soboliev/Press Focus

Wisła Kraków wyciągnęła do Ruchu pomocną dłoń, ogrywając w piątek Polonię Warszawa. To oznaczało, że Niebiescy mogą jechać do Legnicy z większym spokojem i świadomością, że remis wystarczy, aby przed ostatnią kolejką wskoczyć do strefy barażowej, przeskakując właśnie Czarne Koszule. Optymizm takiej sytuacji miał być podparty terminarzem, bo w finałowej serii gier Chorzowianie udadzą się do zdegradowanego Znicza Pruszków.

Chorwacki kat

No ale wiadomo, że na boisko nikt nie wybiega, by walczyć tylko o remis. Ruch przybył do Legnicy maksymalnie skoncentrowany, bo stadion im. Orła Białego historycznie nie za bardzo mu leży. Dodatkowo Miedź ma mocną kadrę, a skład Niebieskich Był osłabiony brakiem zawieszonego Daniela Szczepana. Trener Waldemar Fornalik wstawił więc w jego miejsce drugiego napastnika, Marko Kolara, i ta decyzja obroniła się rewelacyjnie! To właśnie chorwacki snajper okazał się katem Miedzianki. Już w 11 minucie dopadł do piłki dośrodkowanej przez Patryka Szwedzika (rodowitego Legniczanina zresztą) i choć uderzył niecelnie, to trafił w Kamila Drygasa, który zaliczył samobója. Także w 37 minucie Ruch przebił się przez gospodarzy lewą flanką. „Szwedziu” wyłuskał piłkę spod nóg Milosa Jovicicia, a zdziwiony tą sytuacją Drygas nie zdążył zareagować, gdy gibka japońska stopa Shumy Nagamatsu w ułamku sekundy opanowała futbolówkę i wyłożyła ją Kolarowi, który tym razem uderzył już celnie. Ivan Lucić miał piłkę na rękawicy, ale strzelcowi pomogła poprzeczka.

Powinno być 3:0

Pierwszą połowę można było podsumować stwierdzeniem, że Miedź grała, a Ruch strzelał gole. Gospodarze mieli wyraźną przewagę w posiadaniu piłki, ale nie potrafili przebić się przez zorganizowane chorzowskie zasieki. Bo trzeba powiedzieć wprost – prowadzenie Niebieskich było zasłużone. Goście imponowali dyscypliną i konsekwencją, choć różnie mogłoby być, gdyby krótko po pierwszej bramce fenomenalną paradą nie popisał się Jakub Bielecki, odbijając na słupek główkę... bliskiego rehabilitacji Drygasa! Ale żeby nie było – Miedź definitywnie mogła „spuchnąć” w samej końcówce. Wtedy to Ruch podkręcił tempo, stworzył kilka okazji, a sytuację sam na sam zmarnował Szwedzik, trafiając w słupek. To powinno być 3:0!

Koniec Niedźwiedzia?

Trener Janusz Niedźwiedź czuł, że temperatura wokół jego osoby rośnie. Porażka oznaczała konieczność patrzenia na jutrzejszy występ ŁKS-u w Niepołomicach – bo wygrana Łodzian równać się będzie końcem marzeń o barażach. A brak barażów w Legnicy to najpewniej i koniec Niedźwiedzia w tym mieście. Z tego względu po przerwie w barwach Miedzianki pojawiło się aż trzech nowych piłkarzy – w tym najlepszy strzelec Daniel Stanclik, który zazwyczaj był stałym elementem wyjściowej jedenastki, ale w 2026 roku zdobył tylko 2 bramki. Zastępujący go wczoraj Marcel Mansfeld był jednak nieobecny. Roszady pobudziły Miedź i już w 52 minucie złapała kontakt, gdy ładnie z powietrza uderzył Kamil Antonik. Gospodarze ruszyli do ataku, kilka razy w chorzowskiej „szesnastce” było gorąco, ale im dłużej trwała połowa, tym mocniej Ruch rósł w swoich defensywnych poczynaniach – ostatnie poważne zagrożenie to słupek Asiera Cordoby z 67 minuty!

Zwycięstwo oznacza jedno – drużynie trenera Fornalika w ostatniej kolejce wystarczy remis w Pruszkowie, aby zapewnić sobie baraże!

Piotr Tubacki

CZY WIESZ, ŻE...

Na meczu z Ruchem pojawiło się w Legnicy 4681 osób, co stanowi drugi najwyższy wynik frekwencyjny w tym sezonie. Dla gospodarzy było to prawdziwe piłkarskie święto. Więcej kibiców pojawiło się przy Hetmańskiej tylko na „zgodowym” spotkaniu ze Śląskiem Wrocław – gdzie bez konieczności tworzenia stref buforowych stadion pomieścił 5816 fanów (do kompletu brakowało wówczas nieco ponad 300 zajętych krzesełek).


4  ŻÓŁTĄ KARTKĘ obejrzał wreszcie w Legnicy Denis Ventura, co oznacza, że nie zagra w meczu w Pruszkowie. „Wreszcie” – bo Słowak musiał się pilnować... od 28 września. Wtedy zobaczył trzecie „żółtko” i obarczony jego ciężarem nie zobaczył kolejnego kartonika przez następne 7 miesięcy!


GŁOS TRENERÓW

Janusz NIEDŹWIEDŹ: - To wielkie rozczarowanie. Nie mogę zarzucić zespołowi braku walki. Jesteśmy rozgoryczeni. Byliśmy bardzo nieskuteczni, do tego popełniliśmy 2-3 błędy w obronie, które Ruch wykorzystał. Nie jesteśmy zależni od siebie, mamy tylko matematyczne szanse na baraże.

Waldemar FORNALIK: -Gratuluję mojej drużynie determinacji, woli walki. Graliśmy z zespołem z dużym potencjałem. Tylko konsekwentna gra mogła zniwelować ataki Miedzi, które i tak tworzyła. Przy stanie 2:0 Szwedzik trafił w słupek i wtedy mecz mógłby się zamknąć.


OCENA MECZU ⭐

◼ Miedź Legnica – Ruch Chorzów 1:2 (0:2)

0:1 – Drygas, 11 min (sam.), 0:2 – Kolar, 37 min, 1:2 – Antonik, 52 min

MIEDŹ: Lucić – Jovicić, Drygas, Grudniewski – Szymoniak (73. Kuczko), Rakip (46. Serafin), Petrović (46. Letniowski), Polak (73. Bochnak) – Cordoba, Mansfeld (46. Stanclik), Antonik. Trener Janusz NIEDŹWIEDŹ.

RUCH: Bielecki – Leśniak-Paduch, Watson, Komor, Preisler – Sz. Szymański (90+4. Szwoch) – Ventura, Nagamatsu (90. Rosół) – Jendryka, Kolar (81. Mezghrani), Szwedzik. Trener Waldemar FORNALIK.

Sędziował Albert Różycki (Łódź). Widzów 4681. Żółte kartki: Rakip. Letniowski – Nagamatsu, Ventura, Komor.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się