Jeszcze nie mamy takiego problemu, jak Włosi. Ale...
Rozmowa z Markiem Koźmińskim, byłym reprezentantem, „srebrnym” z igrzysk w Barcelonie, byłym wiceprezesem PZPN (cz. II)
Może to i banał, ale dziś brak nam w kadrze osobowości zdolnych na przykład do takich reakcji! Z lewej Grzegorz Krychowiak, z prawej Kamil Glik. Fot. Rafał Oleksiewicz / Press Focus
Rozumiem, że w tej chwili, właśnie defensywa - wliczając w to również albo bocznych obrońców, albo wahadłowych, ale umiejących grać w obronie - to największe zmartwienie i wyzwanie dla Urbana?
- Tak. I to jest zmartwienie bardzo osobowe, bo tutaj nie ma dzisiaj kandydatów. Może się pojawią, ale pewnie nie za pół roku, ale raczej za półtora, czy też dwa lata. Trzeba szukać, na pewno - za wszelką cenę - kogoś na lewą stronę, bo Zalewski jest zbyt ofensywny. W tej roli trzeba więcej bronić. Na razie gramy tylko z „normalnymi” drużynami, mniej więcej na naszym poziomie. Ale niech pan sobie wyobrazi, że będziemy grali z Francją albo z Hiszpanią. Tam trzeba będzie bronić przez 70% czasu. No i gdzie tu miejsce dla Zalewskiego w takiej grze, skoro on zwyczajnie tych umiejętności obronnych nie ma?
Z kolei Matty Cash, który de facto jest obrońcą, u nas ustawiany jest jako wahadłowy. I jak już gra w tej defensywie, to popełnia dramatyczne błędy.
- Może nie dramatyczne – aż tak bym ich nie określił. Natomiast na pewno gra nonszalancko. No i do tego zadziwiająco osłabł w meczu ze Szwecją. Widać było ewidentnie, że u niego fizycznie jest trochę gorzej, co mnie zastanawia, bo chłopak z tej ligi raczej powinien takie rzeczy, takie tempo wytrzymywać. Owszem, on ma dośrodkowanie, ma technikę, ma ostatnie podanie, ma strzał. Natomiast nie jest jakimś wirtuozem bronienia w roli wahadłowego. Gra nieźle „jeden na jeden”, trudno go przejść, ale w obecnym ustawieniu zwyczajnie się gubi. Może dlatego że w klubie bardziej w czwórce grywa i generalnie do czwórki pasuje. To jest konkretny obrońca.
O tym, że gra w czwórce powinna być naszym celem, mówił nam ostatnio na przykład Antoni Szymanowski.
- I pewnie ma rację. Ale w tym momencie, przy naszych ograniczeniach personalnych, ja sobie takiej gry w naszym wykonaniu nie wyobrażam. No bo jak: Cash po prawej, Bednarek i Wiśniewski w środku, Kiwior na lewej? On dużo traciłby w tej roli, a Wiśniewski nie do końca jest środkowym. On grał dużo na prawej stronie.
Nawet już w Górniku, u Marcina Brosza, przed wyjazdem do Włoch!
- No właśnie. To mu się zmieniło przez lata, ale to też nie jest facet, który całe życie grał w roli stopera. Więc ustawianie jako jednego z dwóch stoperów to trochę wynaturzanie zawodnika, nie? Zresztą w moim odczuciu on jest też trochę, hm..., „nieskoordynowany taktycznie”.
No to wracamy do pierwszego wrażenia na temat polityki Jana Urbana: jeżeli i tak coś stracimy, to musimy robić wszystko, by strzelić o jednego gola więcej, niż rywal.
- No nie; trzeba szukać obrońców. Może Ziółkowski, wie pan, za rok?
Ale on na razie - fizycznie jeszcze nieprzygotowany jest chyba do takiej twardej walki, o której pan mówi?
- Oczywiście... Poza tym on pół roku w Romie może siedzieć na ławce, równocześnie trenując i ucząc się tamtej piłki. Do czerwca może tak być, można mu dać czas; ale potem musi gdzieś iść grać!
Może w młodzieżówce ktoś się znajdzie? Choć tam też wirtuozów na stoperze nie ma...
- Ale nam nie trzeba wirtuoza. Nam potrzeba... Glika. A Glik wielkim wirtuozem nie był. Był twardym chłopem. A my potrzebujemy człowieka, który się rzuci, zablokuje, wybroni. Potrzebujemy klasycznego forstopera – była kiedyś taka pozycja.
A potrzebujemy też klasycznej „szóstki”? Krychowiaka nowego?
- Tak. Potrzebujemy. Bez tego się nie da grać poważnego futbolu.
Więc fakt, że Moder nie został wykorzystany, to jest jakiś zarzut w stosunku do trenera Urbana?
- Nie. Ile on po kontuzji grał? Cztery kolejki? To też trzeba było wziąć pod uwagę. Zresztą akurat w meczu ze Szwecją dwójka środkowych pomocników nie zrobiła niczego złego. Trudno powiedzieć, czy Moder dałby coś więcej. „Zielek” grał dobrze, Szymański miał mnóstwo odbiorów, wyjęć piłki rywalom. Natomiast w perspektywie to nie jest pozycja Szymańskiego. Może bardziej Zielińskiego, bo on lubi od tyłu trochę pograć. Ale raczej przy kimś, niż zamiast kogoś. A Szymański? Fanie, że widzieliśmy tę „obronną przewrotkę”, to było efektowne. Natomiast pokazało, że po prostu byliśmy źle ustawieni. Klasyczna „szóstka” jest niezbędna, jeśli mielibyśmy kiedyś wrócić do gry dwójką stoperów. Wtedy przed nimi musi być zbój.
A Moder nim nie jest. Ma trochę zadatków na eleganckiego piłkarza. Bartek Slisz?
- No jest trochę „zbójowaty”. Ale to jest zawodnik, który pewnego poziomu nie przeskoczy. No i też trochę chimeryczny. Lepiej będzie grać z mocnym przeciwnikiem, z którym raczej będziemy się bronić. Gorzej będzie z przeciwnikiem, który nam pozwoli grać.
Pan by namawiał Roberta Lewandowskiego, żeby jeszcze pozostał na kolejny cykl eliminacyjny?
- To jest jego decyzja. Ale ja bym chciał, żeby został.
Prosta i jasna deklaracja! No to zapytam jeszcze, czy Ligę Narodów powinien trener Urban potraktować jako poligon doświadczalny, szukając bardzo szeroko? Czy może powinien zgrywać 12-15 zawodników?
- To trochę mało... Musi mieć raczej grono 16-18 graczy, z tego ośmiu pewniaków.
Czyli – generalnie – ruszamy jesienią na poszukiwania?
- Pięknie brzmi. Ale gdzie chce pan szukać? Pójdzie pan do spożywczaka, albo supermarketu? I co?! Nie ma gotowych rozwiązań! Są chłopaki z perspektywą, ale ta perspektywa jest dwu-trzyletnia, a nie na jutro. Z ligi polskiej kogoś pan chce nagle wyciągnąć? Kogo? A poza granicami ma pan kandydatów?
Zaraz znajdzie się ktoś, kto po tych pańskich słowach powie: „Się mądrzy, a miał we władzach PZPN swój czas, w którym mógł działać”. Zresztą już przeczytałem, że za obecny stan szkolenia nie jest odpowiedzialny tylko obecny zarząd, ale i te z epoki Michała Listkiewicza, Grzegorza Laty, Zbigniewa Bońka...
- Trudno się z tym w jakiejś części nie zgodzić. Ale czy my nie chcieliśmy robić reformy? Albo czy nie wiedzieliśmy, jak ją robić? Natomiast pewnie doskonale pan wie, że to wszystko nie zależy od jednej osoby, a od całego środowiska. To środowisko ekstraklasowe kilka lat temu chciało, aby w Polsce – co oznaczałoby, że będziemy jednym z niewielu krajów w Europie z takim rozwiązaniem – mogło grać na boisku 11 obcokrajowców spoza Unii Europejskiej. Nie przeszło. Ale mamy drużyny, których jedenastki składają się wyłącznie z zawodników zagranicznych, tych unijnych.
W ekipie mistrza Polski sprzed paru lat w pewnym momencie grało dziesięciu cudzoziemców i jeden Polak w bramce. Tylko dlatego, że musiał być takowy w składzie.
- A poprzedni selekcjoner grał niejednokrotnie w Krakowie praktycznie bez żadnego Polaka w składzie.
To też prawda.
- Takich przepisów chciało środowisko ligowe, które – jak widać - ma siłę przekonywania. A ja przypomnę, że to ekipa Zbigniewa Bońka wprowadziła zapis mówiący o obligatoryjnej grze młodzieżowca. Pod naciskiem Ekstraklasy SA z obowiązkowego zostało to zmienione na fakultatywne, z możliwością zapłacenia za brak udziału młodzieżowców.
Dobrze, że to wybrzmiało w naszej rozmowie!
- Proszę zobaczyć, co się dzieje we Włoszech. Trzeci raz z rzędu Włosi nie jadą na mistrzostwo świata. I dopiero teraz mówią, że muszą zrobić wszystko, by się pozbyć części obcokrajowców z klubów, bo mają ich za dużo. Myślę, że stajemy przed podobnym dylematem. Jeżeli chcemy iść na wyczyn klubowy w Europie, to musimy grać obcokrajowcami, bo po prostu swojego „towaru” nie mamy w odpowiedniej ilości i jakości. Ale trzeba znaleźć balans pomiędzy potrzebą sukcesu w klubowej piłce zawodowej a potrzebami reprezentacji. Dziś to są dwa światy, pomiędzy którymi trzeba znaleźć kompromis. Teraz jest on zachwiany, na rzecz idei: „róbta w klubie, co chceta. Tymczasem potrzeby reprezentacyjne wymagają konieczności obowiązkowego wprowadzania do gry młodych, rodzimych zawodników. Bo kiedy nie mają wielkich perspektyw gry u nas, wyjeżdżają.
I często się gubią w zachodniej rzeczywistości...
- Taki chłopak musi grać. A przede wszystkim musi być mentalnie gotów na ten wyjazd. Tam nikt nikogo nie będzie o nic prosił, bo do dyspozycji jest pięciu innych na tę pozycję. Tam jest po prostu orka na ugorze. Musisz wygrać tę rywalizację we własnej głowie. I łatwo się na tym wyłożyć. A wracając na koniec do tych Włochów: jeszcze nie mamy takiego problemu, jak oni. Ale... uwaga na przyszłość!
Rozmawiał Dariusz Leśnikowski
Marek Koźmiński. Fot. Marcin Bulanda / Press Focus
