Jeszcze będzie ciekawie
Rozmowa z 23-krotnym reprezentantem Polski, zdobywcą mistrzostwa, Pucharu i Superpucharu Polski z Legią, królem strzelców rozgrywek 1997/98
Piłkarze Legii w lidze zawodzą na całej linii. Fot. Mateusz Sobczak / Press Focus
Najciekawszym wydarzeniem 27. kolejki wydaje się mecz Górnik - Legia. Kto jest faworytem ligowego klasyka?
– To typowy mecz na remis (śmiech). Faworytem, patrząc na potencjał, jest Legia, która wiadomo, że mistrzostwa nie zdobędzie, ale musi wygrywać mecze. Nie jest jednak takim stuprocentowym faworytem, tym bardziej że Górnik u siebie punktów nie gubi.
Legia w lidze kompletnie nie przekonuje. Wiosną w ośmiu meczach zdobyła zaledwie dziewięć punktów. Kto za to odpowiada? Trener Goncalo Feio?
– Na pewno trener, ale wszyscy wcześniej podkreślali, że kadra Legii jest słaba. Pierwszy skład jest jeszcze w porządku, może robić wrażenie, ale już ławka rezerwowych to porażka. Nie ma zawodników, którzy wejdą, zastępują kolegę i zespół przy tym nie traci na jakości. Nie jest tak, że schodzi Wszołek, a zastępujący go zawodnik daje tyle samo. Popatrzmy, jak jest w Rakowie Częstochowa czy Lechu Poznań – tam kadry są zdecydowanie mocniejsze. A trener? Kibica nie będzie obchodziło, że chciał innych zawodników. Chyba nikt się nie spodziewał, że na osiem kolejek przed końcem w przypadku Legii będzie już po mistrzostwie, a zespołu może zabraknąć nawet w pierwszej trójce. To jest dopiero porażka!
W mediach pojawiła się informacja, że z Legią dogadany jest już Jan Urban, któremu w czerwcu kończy się umowa z Górnikiem. Przewiduje pan zmianę trenera przy Łazienkowskiej latem?
– Są opcje polskie i zagraniczne. Nie jestem przekonany ani za jedną opcją, ani za drugą. Oprócz trenera Urbana jest także Waldemar Fornalik – obaj mają osiągnięcia i jest wielu chętnych, żeby ich zatrudnić. Okazuje się, że także poza Polską można znaleźć dobrego szkoleniowca – przykładem tego jest Lechia Gdańsk, gdzie pracuje Anglik John Carver.
Sytuacja w górze tabeli wyklarowała się po ostatniej kolejce. Raków ma już cztery punkty przewagi nad Jagiellonią i pięć nad Lechem. Walka o tytuł została już rozstrzygnięta?
– Może jeszcze Jagiellonia podskoczy i zbliży się do Rakowa, który widać, że złapał gaz. Częstochowianie nie tracą bramek, są konsekwentni w grze. O Lechu mówiło się, że powinien zostać mistrzem. Według mnie mistrzami to poznaniacy może by zostali, ale gdyby mecze trwały dwa razy po 30 minut. Oni są leniwi, im się nie chce. W Lechu wszystko mają. Jedyne, czego tam może brakować, to takiego trenera jak Marek Papszun. W Częstochowie widać, jak gra zespół, gdy zawodnicy są bardzo krótko trzymani. Jest dobra gra w defensywie, to się wiąże z odpowiedzialnością. Z kolei w Lechu tego praktycznie nie ma. Może u siebie czasami zaskoczy, wygra trzema bramkami, ale to wszystko. Z dwójki goniącej Raków stawiam na Jagiellonię. Zakładam, że może ona jeszcze podgonić, choć ostatnio też niespodziewanie straciła punkty w Gdańsku. Wydaje mi się jednak, że Raków już nie odpuści.
W dolnej części tabeli Lechia po ostatniej kolejce wydostała się ze strefy spadkowej. Jak pan ocenia szanse gdańszczan na utrzymanie? Jak z kolei sezon zakończy Śląsk, który zaczął wygrywać?
– Fajnie byłoby, gdyby ekstraklasa w Gdańsku pozostała. Jest tam ładny stadion, to piękne miasto. Lechia zaskoczyła, choć też notowała wpadki. Taka wygrana, jak ostatnio z Jagiellonią, może napędzić. Natomiast Śląsk może mieć problem. Wygrał ostatnio wprawdzie z Lechem, ale ciężko będzie miał na finiszu. Zostało osiem kolejek, a to nie jest mało. Na dole tabeli zrobiło się w tej chwili bardzo ciekawie! W ogóle liga jest bardzo interesująca.
W ostatnich tygodniach gola za golem strzela Jonatan Braut Brunes z Rakowa. Czy jeszcze któryś z napastników zwraca pana uwagę?
– Szkoda, że nie mówimy o Polaku. To, że nie mamy naszych snajperów, jest ewenementem. W moich czasach polscy napastnicy byli w każdym zespole. W naszej lidze jest problem z napastnikami. Nawet w reprezentacji nie ma zawodników z ekstraklasy. Jeśli natomiast chodzi o Brunesa, warto zaznaczyć, że Raków jest piekielnie skuteczny. Nie musi mieć czterech-pięciu sytuacji, żeby trafić do siatki, a wystarczy mu jedna. W jego przypadku niemal każda dogodna okazja kończy się bramką.
Skora mówimy o braku polskich napastników, to może ktoś wyskoczy z Akademii Sylwestra Czereszewskiego „Czereś Sport” z Olsztyna? Trójka chłopaków z pana akademii została powołana na kadrę wojewódzką Warmii z rocznika 2014. Chłopcy pokazują się dobrze w meczach, turniejach…
– Praca w takich młodszych rocznikach idzie dobrze, a co potem się okazuje? Legia, która ma przecież swoją akademię, słabo wygląda, gdy popatrzy się na liczbę minut młodzieżowców. W Stomilu Olsztyn na czwartym poziomie rozgrywkowym jest chyba ze dwóch wychowanków. Zastanawiam się, czy brak u nas szkolenia, czy brak po prostu narybku? W Niemczech czy Holandii – tam młodzi zawodnicy pokazują się cały czas. A u nas? W ekstraklasie są potężne pieniądze, a młodych zawodników nie ma, za to są sami obcokrajowcy. Dla mnie to niepojęte – to zagadka, na którą nie jestem w stanie odpowiedzieć. Pikujemy pod każdym względem…
Rozmawiał Michał Zichlarz
Sylwester Czereszewski (w środku)był trenerem Stomilu Olsztyn, a teraz skupił się na prowadzeniu w tym mieście swojej Akademii Piłkarskiej „Czereś Sport”. Fot. Adam Starszyński / Press Focus
