Jesteśmy rodziną
Rozmowa z Amirem Al-Ammarim, reprezentantem Iraku, zawodnikiem Cracovii
Amir Al-Ammari (nr 16) jest jednym z najbardziej doświadczonych zawodników reprezentacji Iraku. Fot. FIFA
Po raz ostatni Irak zagrał na mistrzostwach świata w 1986 roku. Co więc pan czuję po tym, jak razem z zespołem przywrócił pan swój kraj na najważniejszy turniej piłkarski?
– Spełniliśmy nasze marzenia związane z grą na najwyższym poziomie. Dla mnie to najwyższy honor. Będziemy reprezentować nasz kraj, zakwalifikowaliśmy się do najważniejszej imprezy piłkarskiej. Jestem więc bardzo szczęśliwy z tego powodu. Prawda jest taka, że napisaliśmy nową historię. Nasze nazwiska już na zawsze pozostaną w głowach pasjonatów futbolu z Iraku. Udało nam się osiągnąć ten sukces po 40 latach, więc czujemy ogromną dumę. Na zawsze pozostaniemy tą generacją piłkarzy, która dostała się na mundial.
Irak dostał się do mistrzostw świata po barażu interkontynentalnym. Zanim jednak do niego doszło, wygraliście dwumecz ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi w piątej rundzie kwalifikacyjnej. W tamtej rywalizacji zdobył pan gola w 17 minucie doliczonego czasu po rzucie karnym. Tym samym zagwarantował pan drużynie udział w barażu. Ciążyła więc na panu wielka odpowiedzialność…
– Jednym z moich największych atutów jest silna psychika. W reprezentacji jestem jednym z najstarszych (w lipcu skończy 29 lat – przyp. red.), więc wziąłem odpowiedzialność na swoje barki i chciałem wykonać rzut karny. Byłem pewny tego, że zdobędę gola.
Pewność siebie doprowadziła Irak do wygrania barażu interkontynentalnego z Boliwią, a zarazem do mistrzostw świata? To jest sekret tej reprezentacji?
– Sekretem naszej reprezentacji jest to, że jesteśmy dla siebie jak rodzina. Każdego z moich kolegów z reprezentacji traktuję jak brata. Każdy dba o kolegę z zespołu, lubimy ze sobą spędzać czas, zawsze dobrze bawimy się podczas zgrupowań. W takiej atmosferze, gdy wychodzi się później na boisko, każdy walczy za każdego. To był nasz klucz do wywalczenia awansu na mundial. To było ważne podczas meczu z Boliwią, który dla wielu z nas był najważniejszym w karierze.
Jaką rolę w sukcesie odegrał selekcjoner Graham Arnold, który współpracuje z wami od maja zeszłego roku?
– To jest człowiek, którego wszyscy uwielbiają. Gdy wszedł do naszej szatni, wniósł do niej sporo pozytywnej energii. I tak pozostaje do tej pory. To nie tylko trener, to przede wszystkim człowiek, z którym można się pośmiać, który buduje naszą atmosferę, dzięki czemu później potrafimy dobrze grać w meczach. Jasno też wyznaczył dla nas cel do osiągnięcia, czym kupił cały zespół. Nawet gdy siedzi się na ławce, każdy jest gotowy do walki i to także dzięki selekcjonerowi. To on sprawił, że cała drużyna idzie w jednym kierunku. Zmienił całą mentalność naszej kadry narodowej.
Trafiliście do trudnej grupy z Francją, Norwegią i Senegalem. Jesteście w stanie sprawić niespodziankę?
– Mamy taką nadzieję! Jedziemy na mundial nie tylko po to, żeby się bawić, czy żeby pooglądać mecze. Jedziemy tam, żeby rywalizować! Jasne, jesteśmy w trudnej grupie. My jednak chcemy pokazać, że jesteśmy wiele warci jako drużyna narodowa.
Na jakiego irackiego zawodnika powinniśmy zwrócić uwagę podczas oglądania meczów?
– Trudno jest mi wyróżnić jednego… Uważam jednak, że trzeba bacznie przyglądać się Merchasowi Doskiemu, lewemu obrońcy, który gra w Viktorii Pilzno. Warto też zwrócić uwagę na Kevina Yakoba, który z Aarhus zdobył mistrzostwo Danii. Ponadto jest jeszcze Aymen Hussein, nasz napastnik, który gra w Al-Karma w lidze irackiej. Ma już 30 lat i duże doświadczenie w reprezentacji… Jestem pewien, że gdyby został zatrudniony w Polsce, zdobywałby po kilkanaście bramek w sezonie, ponieważ w polu karnym jest killerem!
Rozmawiał Kacper Janoszka
