Jestem optymistą!
CZTERY PYTANIA DO... MARCINA GAWRONA, finalisty juniorskiego Wimbledonu 2006, prezesa PreZero Areny Gliwice
1. Czy Iga Świątek jest w stanie obronić tytuł wywalczony przed rokiem?
- Nikt dzisiaj nie zna odpowiedzi na to pytanie, nie odważyłbym się przesądzać, ani tym bardziej, że nie obroni tytułu. Turniej trwa długie dwa tygodnie, żeby w nim zwyciężyć, trzeba po drodze wygrać 7 meczów. Ostatnie miesiące może nie były dla Świątek najlepsze, ale to wcale nie znaczy, że w tym roku w Londynie nie może znowu dojść daleko. Wielkie szlemy rządzą się swoimi prawami, rok temu też raczej nikt nie widział Igi w roli faworytki. To wspaniała zawodniczka, jedna z najlepszych na świecie, zawsze może „odpalić” z formą.
2. Tym razem uwaga od początku będzie też skupiona na Mai Chwalińskiej. Czy w Londynie też może zrobić furorę, jak to było jej udziałem w Paryżu?
- Bardzo Mai kibicuję, osiągnęła niesamowity wynik, nikt się tego nie spodziewał. Dwa miesiące temu grała w naszej PreZero Arenie z Ukrainą, znakomicie zaprezentowała się w grze podwójnej i właściwie od tego momentu jest na fali wznoszącej. Uważam, że Maja na trawie będzie sobie bardzo dobrze radzić, bo ma wielkie atuty na tę nawierzchnię - slajs, skrót, grę blisko kortu, i grę kątową, ścięty serwis, stabilną postawę na niskich nogach i genialną umiejętność zmiany rytmu. O mnie 20 lat temu też mówiono, że nie mam szans na trawie, nie grzeszyłem wzrostem i siłą, ale potrafiłem zrobić atuty właśnie z tego, czym posługuje się Maja. Jeżeli nie trafi na rywalkę, która zdominuje ją fizycznie, to może znowu świetnie wypaść, jestem optymistą!
3. Jak pan, finalista juniorskiego Wimbledonu sprzed 20 lat, patrzy na szanse swoich dwóch młodszych kolegów?
- Kamil Majchrzak w tym roku spisuje się znakomicie, niedawno wygrał pierwszy turniej ATP i właśnie na trawie, jest w gazie. Kto wie, może powtórzy czwartą rundę sprzed roku, a może i lepiej. Hubert Hurkacz nie jest w szczytowej formie, ale ma ogreo,ne doświadczenie, był już w półfinale Wimbledonu, dla niego taki turniej nie ma tajemnic, wie, co robić, by być w nim daleko. Nikt się nie spodziewa po nim niczego wielkiego, nie ma presji, dzięki temu może fajnie zagrać, zaskoczyć. Czasem wynik przechodzi wszelkie oczekiwania, tak było przecież także w moim przypadku 20 lat temu.
4. Nie wybiera się pan aby w okrągłą rocznicę swojego finału „odkurzyć” wimbledońskie stare kąty?
- Wierzę w to, że niedługo tam polecę – może za rok, albo dwa, ale chcę zabrać tam moich synów. Na razie bliźniacy mają 7 lat, to jeszcze nie ten wiek, żeby spędzić cały dzień na kortach, a nie ma sensu jechać tylko po to, żeby pstryknąć sobie fotkę i to odfajkować. Natomiast bardzo lubię oglądać ten turniej, włączam transmisje, śledzę urywki i skróty meczów, kibicuję – na ile tylko czas mi pozwoli. I mocno trzymam kciuki za wszystkich polskich zawodników, mam nadzieję, że będą rywalizować jak najdłużej, oby dwa tygodnie!
Rozmawiał Tomasz Mucha
