Jest gorzej niż było!

Znów daliśmy się nabrać!

Po frekwencji tego nie widać, ale w Łodzi (tej widzewskiej części) jest potężne rozczarowanie. Fot. Marcin Bulanda / PressFocus

WIDZEW ŁÓDŹ

Wszyscy: kibice, dziennikarze, ludzie żyjący na co dzień z polskim ligowym futbolem. Zdajemy sobie sprawę, że nie wszystko w piłce zależy od pieniędzy, ale entuzjazm w klubie i wokół niego po przejęciu Widzewa przez nowego właściciela był tak wielki, że nie sposób było nie ulec przekonaniu, że odzyskanie przez Widzew miejsca w czołówce to tylko kwestia kilku tygodni.

Okazuje się jednak, że jest gorzej niż było. Po piętnastu kolejkach ligowych Widzew ma 17 punktów. Rok temu o tej samej porze miał ich 22, dwa lata temu również 22, a w sezonie 2022-23, pierwszym po powrocie do ekstraklasy, nawet 26. Nikt nie przegrał w tym sezonie więcej meczów niż Widzew (osiem).

Co z tego, że aż pięć z tych przegranych meczów to efekt straty bramek w końcowej fazie meczu, przez co zespół ma dziewięć punktów mniej? To kolejne złudzenie, na które można się nabrać, bo z tymi punktami mogło być dziś trzecie miejsce w tabeli. Gra się przecież do końca, a nawet dłużej – tym razem jednak zwolennicy tezy o nadzwyczajnym „widzewskim charakterze” wstydliwie milczą.

Trener Igor Jovićević to widzi. - Zespół gra do pierwszego strzelonego gola. Potem rozluźnia się, traci koncentrację i zwalnia. Brakuje „momentum” – mówił po ostatnim spotkaniu w Gdańsku. Trzeba w tym miejscu wyjaśnić, że nie chodzi mu o znane skądinąd „momenty”, a o rozpęd i przyspieszenie, które powinny rosnąć po zdobytej bramce. Czy to braki w przygotowaniu fizycznym, które powodują, że drużyna „siada” w końcówce, czy może złe nastawienie psychiczne? Nagrodą za rozwiązaniem tego problemu będzie tytuł Trenera Roku. Tomasz Bobczek, który dwukrotnie trafił do bramki Widzewa w minionej kolejce w Gdańsku, podpowiada: - Po wyrównującym golu pewien byłem, że wygramy. Widziałem, że Widzewa już nie ma, bo słyszałem, jak gracze kłócą się między sobą.

Trener idzie na całość. Już nie mówi na okrągło, że musi przeanalizować grę, że widzi błędy. Shehu – 12 strat, Ilić – błędy we wprowadzaniu piłki do gry, Baena – sam nie zdobył bramki i przegrał decydującą piłkę przy golu dla Lechii, Fornalczyk – najgorszy mecz w tym sezonie, jeden wygrany drybling, siedem strat w ataku, żadnego odbioru… Publicznie obnaża słabość swojej drużyny. A już wydawało się, że znalazł właściwy klucz – wymienił prawą stronę, nie zawiódł się na wprowadzonym do środkowej linii Szymonie Czyżu. Po raz pierwszy od roku (!) Widzew zagrał dwa kolejne mecze w identycznym składzie wyjściowym, ale okazało się, że przeciwko Legii grał zespół… jednorazowego użytku.

Pierwsza diagnoza: odblokować Fornalczyka. Przerwa reprezentacyjna pozwala na korekty, ale jak tu pracować nad taktyką, gdy znów aż pięciu zawodników pojechało na mecze swoich reprezentacji: Shehu (Albania), Gallapeni (Kosowo), Ilić (Serbia), Zeqiri (Szwajcaria), Andreu (Cypr). Decydujące o awansie i barażach mecze Szwajcarii z Kosowem, Albanii z Andorą i Anglią oraz Serbii z Anglią i Łotwą będą dla widzewiaków trudną próbą.

Trener Jovićević, który pracuje w Łodzi od miesiąca, jest tu najmniej winien, bo przecież niczego jeszcze nie zdążył zepsuć. Trzeba teraz poczekać, jaki strategiczny pomysł na wyjście z tego permanentnego kryzysu ma właściciel. Sytuacja jest alarmowa, bo z poprzednich sezonów wiadomo, że Widzew ma słabszą wiosnę niż jesień. Trzeci bramkarz i trzeci trener od lipca – to też  jest niepokojący objaw. Najprostsze lekarstwo to kolejne transfery? Na razie dobra wiadomość jest taka, że odchodzi z Widzewa dyrektor sportowy Mindaugas Nikoliczius.

Wojciech Filipiak

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się