JESSE MARSCH
SELEKCJONER
Jessemu Marschowi z klonowym liściem jest do twarzy. Fot. Imago/Press Focus
Choć może to wydawać się dziwne, Marsch to dopiero pierwszy trener z USA, który został selekcjonerem Kanady. Kadrę objął w maju zeszłego roku i na razie idzie mu nieźle, bo zdobył 3. miejsce w regionalnej Lidze Narodów i bliski był 3. miejsca w łączonym północno-południowoamerykańskim Copa America. Marsch to były piłkarz, który całą swoją karierę spędził w Stanach, rozgrywając grubo ponad 300 meczów w MLS. Potem poszedł w trenerkę, gdzie z czasem do swojej stajni zaciągnął go Red Bull, powierzając klub z Nowego Jorku. Tam spisywał się rewelacyjnie, czym zapracował na przenosiny do Europy. Również znakomicie szło mu w Salzburgu, ale zupełnie nie poradził sobie w Lipsku, jeszcze gorzej poszło mu w Leeds. Praca w Kanadzie ma odbudować jego reputację, choć na ten moment i tak ma nazwisko większe niż jego pracodawca. Zresztą... na jego pensję zrzucają się częściowo kanadyjskie kluby z MLS: CF Montreal, Toronto FC i Vancouver Whitecaps, pomagają też darowizny, bo Kanadyjski ZPN... ma problemy finansowe. Co ciekawe, po ubiegłorocznym Copa America Marscha zatrudnić chciała kadra USA, lecz ten odmówił, domagając się zmian w amerykańskiej federacji. Otwarcie skrytykował też... prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa, gdy ten napomknął coś o aneksji Kanady przez USA.
(PTub)
