Jenkins w odstawce
W Memphis niespodziewanie zmienili trenera. Zaraz potem przegrali ważny mecz.
Władze Memphis Grizzlies tuż przed play offami zwolniły trenera Taylora Jenkinsa. Bardzo dziwny ruch! Fot. Marty Jean-Louis/SIPA USA/PressFocus
Zaskakujący ruch w Memphis. Grizzlies tuż przed końcem sezonu zasadniczego zwolnili trenera! Po sześciu latach zrezygnowano z usług trenera Taylora Jenkinsa. "Jestem szczerze wdzięczny za wkład Taylora w tę drużynę i w nasze miasto przez ostatnie sześć sezonów” - napisał w oświadczeniu prezes Grizzlies i dyrektor generalny ds. operacji koszykarskich, Zach Kleiman. „To była trudna decyzja, biorąc pod uwagę stały i namacalny rozwój naszych zawodników oraz konkretne sukcesy pod przywództwem Taylora. Życzę Taylorowi wszystkiego najlepszego w przyszłości”.
Memphis notują całkiem przyzwoity sezon, już zapewnili sobie udział co najmniej w fazie play in. Obecnie z bilansem 44-30 zajmują piąte miejsce na Zachodzie. Zwolnienie trenera dwa tygodnie przed startem fazy play off mocno zaszokowało środowisko.
Shams Charania z ESPN przekazał, że na nowego trenera tymczasowego Memphis wyznaczyli Tuomasa Lisalo. 42-letni Fin był asystentem Jenkinsa, jest byłym zawodnikiem, jako trener wygrywał Ligę Mistrzów i EuroCup, był dwukrotnie wybierany najlepszym trenerem w Bundeslidze, a także trenerem roku w Lidze Mistrzów. Prowadził niemiecki Telekom Bonn oraz francuski Paris Basketball. Debiut w NBA Finowi jednak nie wyszedł. W nocy z soboty na niedzielę jego Grizzlies we własnej hali ulegli sąsiadom z tabeli z Los Angeles. Goście mieli tego wieczora bardzo mocny strzelecki tercet - Austin Reaves (31 punktów, 8 asyst), Luka Doncić (29 punktów, 9 asyst) oraz LeBron James (25 punktów). W zaciętej końcówce Lakersi nie dali sobie wydrzeć prowadzenia.
Do San Antonio tymczasem przyjechali obrońcy tytułu. Celtics wygrali trzy pierwsze kwarty i przez cały mecz byli niezagrożeni. Jayson Tatum był ich najlepszym strzelcem, niewiele zabrakło mu do triple double (29 punktów, 10 zbiórek, 8 asyst). To ósma kolejna wygrana ekipy z Bostonu, która ma jednak niewielkie szanse, by doścignąć liderujących na Wschodzie Cavaliers. W drużynie gospodarzy dobry mecz rozegrał Jeremy Sochan. Nasz reprezentant zdobył 18 punktów, był trzecim strzelcem drużyny. Miał też 8 zbiórek, 3 asysty i 2 przechwyty. Skuteczność Polaka pozostawiała jednak sporo do życzenia - trafił ledwie 4 z 12 prób z gry (w tym 0/4 za trzy).
Piątek. Detroit - Cleveland 133:122, New Orleans - Golden State 95:111, Toronto - Charlotte 108:97, Brooklyn - LA Clippers 100:132, Minnesota - Phoenix 124:109, Milwaukee - New York 107:116, Denver - Utah 129:93.
Sobota. Orlando - Sacramento 121:91, Washington - Brooklyn 112:115, Philadelphia - Miami 95:118, San Antonio - Boston 111:121, Oklahoma City - Indiana 132:111, Memphis - LA Lakers 127:134, Chicago - Dallas 119:120.
(p)
