Jedyni zwycięzcy

Spośród polskich drużyn tylko Jagiellonia wygrała w tym tygodniu w europejskich pucharach.

Bartłomiej Wdowik walczący z dwoma piłkarzami Silkeborga. Fot. PAP/EPA

JAGIELLONIA BIAŁYSTOK

Pucharowo-rankingowy entuzjazm nieco w Polsce osłabł, kiedy przegrane na międzynarodowej arenie zaliczyły Lech, Legia i Raków. Honor ekstraklasy obroniła tylko Jagiellonia Białystok, która – choć finalnie lepsza od Silkeborgu – również miała problemy.

Czekał prawie dwa lata

To niewielka zaliczka, ale jednak zwycięstwo. Bardzo je szanujemy – powiedział po pokonaniu 1:0 Duńczyków trener Adrian Siemieniec. Jedyną bramkę dla Jagiellonii zdobył sprowadzony latem portugalski stoper Bernardo Vital, wyrastający na nowego lidera ekipy z Białegostoku. Za Adrianem Dieguezem nikt już raczej na Podlasiu nie tęskni. Vital strzelił tym samym debiutancką bramkę w nowych barwach, a zarazem dopiero czwartą w karierze! W Realu Saragossa nie trafił ani razu, ale za to sztuka ta udawała mu się w rodzimym Estoril. Ostatni raz na listę strzelców obrońca wpisał się prawie dwa lata temu, 22 października 2023 w meczu Pucharu Portugalii z amatorskim Sintres. Gola z Silkeborgiem strzelił w dobrym momencie, po kwadransie od pierwszego gwizdka, w trakcie którego to rywale mieli przewagę. Duńczycy mogli objąć prowadzenie, trafili chociażby słupek, ale wtedy akurat szczęście dopisało Jagiellonii. Kto wie, jak potoczyłaby się rywalizacja, gdyby gospodarze objęli prowadzenie?

Brak kontroli

Siemieniec jest jednak świadomy, że nie wszystko wyglądało tak, jak należy. – Paradoksalnie uważam, że w pierwszej połowie nie mieliśmy kontroli nad meczem – zauważył. – Przeciwnik zbyt wiele razy dochodził do uderzenia, ale na nasze szczęście nie był skuteczny. Mieliśmy fajny początek meczu, lecz po bramce trochę za bardzo oddaliśmy inicjatywę. Mieliśmy problem po odzyskaniu piłki, nie zmienialiśmy szybko strony, nie wychodziliśmy szybko spod pressingu i przez to gubiliśmy kontrolę. W drugiej połowie wyglądało to lepiej, mało działo się w naszym polu karnym. Zabrakło nam drugiej bramki. Te sytuacje, które mieliśmy, powinniśmy wykorzystać. Najważniejsze jednak, że wracamy do Białegostoku z zaliczką – przywołał „stuprocentowe” sytuacje Afimico Pululu i Yukiego Kobayashiego z drugiej połowy trener Jagiellonii. Bo faktycznie po przerwie gra zupełnie się odmieniła, Jaga „ogarnęła się”, a dwaj wymienieni zawodnicy powinni ustawić dwumecz przed rewanżem. – Poczuliśmy, że możemy zdobyć drugą bramkę. Miałem wrażenie, że jesteśmy bliżej strzelenia na 2:0 niż stracenia gola, ale były ze dwie sytuacje, kiedy mecz się otworzył. Staraliśmy się pomóc zmianami, chcieliśmy wprowadzić zawodników, którzy zamknęliby mecz, szczególnie jeśli chodzi o środek pola. Skończyliśmy mecz zwycięsko – cieszył się pochodzący z Czeladzi trener.

Chodzi o intensywność

Przed rewanżem u siebie Jagiellonia nie będzie odpoczywać. Podejmie niebezpieczną (bo nieobciążoną pucharami) Cracovię, która jednak będzie musiała sobie poradzić bez gwiazdy pierwszych kolejek, kontuzjowanego Ajdina Hasicia. W czwartek przyjdzie jej ponownie mierzyć się z Silkeborgiem. – Intensywność tych graczy była bardzo duża. Wiedzieliśmy przed meczem, że to piłkarze, którzy biegają dużo i intensywnie. Tak gra ten przeciwnik i to stwarzało zagrożenie. Duńska drużyna wie, co ma robić z piłką przy nodze, dlatego będziemy dążyć do tego, by w rewanżu posiadanie było po naszej stronie - zapowiedział Siemieniec.

Piotr Tubacki