Jednym słońce, drugim deszcz
Zgodnie z przypuszczeniami Włókniarz wysoko (34:56) przegrał w Grudziądzu i czeka go walka o siódme miejsce. W niedzielę początek rywalizacji o medale.
Grudziądzanie zdecydowanie częściej jeździli w piątek z przodu. Tu Bastian Pedersen (kask niebieki) przed Rohanem Tungatem. Fot. Marcin Karczewski/PressFocus
Tytuł należy odczytywać dosłownie, bo niewiele brakowało, aby piątkowe mecze drużyn walczących o utrzymanie zostały storpedowane przez ulewne opady deszczu. Ostatecznie mecz w Grudziądzu rozpoczął się z blisko dwugodzinnym opóźnieniem. Starcie w Gorzowie z tych samych powodów opóźniło się o ponad godzinę i zakończyło po zamknięciu tego wydania. GKM już po pierwszej serii (19:5) wybił Częstochowianom resztki złudzeń (choć raczej nikt ich nie miał). Po przegranej w pierwszym meczu u siebie 37:53 Włókniarz skazany był na niepowodzenie, ale podopiecznych Patricka Hansena należy pochwalić za walkę w drugiej części spotkania. Skończyło się na wygranej gospodarzy 56:34, a garstka kibiców była świadkami ciekawych wyścigów. Na kolejne emocje w Grudziądzu będą musieli poczekać do wiosny 2027.
Niespodziewana zmiana ról?
W niedzielę, gdy na tory wyjadą drużyny walczące o pozycje medalowe pogoda ma się poprawić. Na początek mecz Unia – Sparta. Starcia leszczyńsko-wrocławskie od lat wzbudzają wielkie emocje, a przez fanów, którzy delikatnie mówiąc - nie przepadają za sobą, traktowane są jak derby. Unia to największa rewelacja tego sezonu, bo choć tradycje żużla w Lesznie są ogromne, to nie można zapominać, że jeszcze w poprzednim sezonie "Byki" ścigały się na drugim poziomie rozgrywek. Trener Rafał Okoniewski zapowiada wprost, że chciałby, aby jego drużyna wygrała różnicą dziesięciu punktów. Taka zaliczka miałaby dawać szansę Leszczynianom na awans do finału. - Bardzo mocno pracujemy nad tym, by mieć większy przywilej domowego toru. Chłopaki mocno się angażują i jestem pewien, że stać nas na bardzo dobry wynik – powiedział szkoleniowiec Unii. Do takiego wyniku niezbędne będą punkty Janusza Kołodzieja, który w tym sezonie mocno ograniczył liczbę startów, skupiając się niemal wyłącznie na meczach domowych. - Znamy swoją wartość i cieszę się, że rywalizujemy w górnej czwórce. Moje całe siły idą na koncentrację przed najważniejszymi meczami sezonu – mówi wychowanek tarnowskiej Unii.
Teoretycznie murowanym faworytem będą Wrocławianie, ale play off to zupełnie inna historia niż mecze rundy zasadniczej, a do tego do końca niewiadomą pozostaje skład w jakim Sparta pojawi się w Wielkopolsce. Skutki upadku podczas niedzielnego turnieju w Żarnowicy odczuwa Bartłomiej Kowalski i wedle komunikatu zabraknie go w niedzielę na torze. Taki komunikat wysłał klub, ale w Lesznie podejrzewają, że może to być zasłona dymna. Jeszcze większy problem może stanowić dyspozycja powracającego po ciężkiej kontuzji (złamanie kości udowej) Daniela Bewleya. Brytyjczyk odbył wprawdzie już treningi we Wrocławiu oraz Ostrowie, ale rywalizacja w meczu o taką stawkę, to coś zupełnie innego. Otoczenie zawodnika nie ma wątpliwości, że potrzebuje on więcej czasu na dojście od odpowiedniej dyspozycji. Problem w tym, że tego czasu nie ma w ogóle…
Znów będzie pogrom?
Teoretycznie jeszcze więcej emocji powinno być w drugim półfinale, ale bardziej w kontekście dwumeczu niż starcia w Lublinie. Mecze ubiegłorocznych finalistów, a więc Motoru oraz Apatora mają to do siebie, że… bardzo wysoko wygrywają w nich gospodarze. Kiedy na inaugurację sezonu Lublinianie zwyciężyli 56:34 wydawało się, że nie będą mieć większych problemów z obroną punktu bonusowego w Grodzie Kopernika. Tymczasem mistrzowie Polski rozgromili drużynę Bartosza Zmarzlika 61:29! Teoretycznie mecze w rundzie finałowej powinny mieć zupełnie inny przebieg niż w rundzie zasadniczej, gdy presja jest o wiele mniejsza, ale… ubiegłoroczne starcia finałowe pomiędzy oboma klubami również przebiegały wedle podobnego scenariusza. Torunianie wygrali wówczas u siebie 54:36 i obronili tę zaliczkę na Lubelszczyźnie, ale tylko czterema małymi punktami (Motor wygrał 52:38). Przed niedzielą jedno wydaje się zatem pewne: jeśli Lublinianie nie wypracują co najmniej kilkunastopunktowej przewagi, nie będą mieli co marzyć o finale. Byłby to dla nich duży cios, bo od 2021 nieprzerwanie sięgają po złote (2022-2024) lub srebrne medale (2021, 2025).
Na koniec memoriał
Sezon 2026 był dla świętochłowickich kibiców wyjątkowy. Drużyna Śląska po 24 latach wróciła do ligowej rywalizacji. Choć w Krajowej Lidze Żużlowej zajęła ostatnie - siódme miejsce, fani i tak są zadowoleni. Drużynie udało się wygrać trzy domowe mecze, a w kolejnych rozgrywkach zespół ma być mocniejszy i powalczyć o czołową czwórkę.
Wcześniej jednak, bo już w sobotę (5.09.) sezon 2026 zakończy memoriał Pawła Waloszka. Na liście startowej znaleźli się przede wszystkim zawodnicy Śląska: Mateusz Tonder, Adrian Gała, Matteo Boncinelli, Leon Szlegiel, Rune Thorst i Bartosz Szymura. Fani na Śląsku oprócz swoich ulubieńców będą mogli zobaczyć m. in. Roberta Chmiela, Marko Lewiszyna, Dawida Rempałę, Avona Van Dycka , Jonathana Ejnermarka, Caspera Henrikssona, Tate Zischke, Zoltana Lovasa czy Adriana Cyfera. Pierwszy wyścig zaplanowano na godzinę 16.00.
Mariusz Rajek
◼ Bayersystem GKM Grudziądz - Krono-Plast Włókniarz Częstochowa 56:34
GRUDZIĄDZ: Jepsen Jensen 10+1 (3,3,2*,-,2), Miller 0 (-,-,-,-), Drabik - 6+1 (2*,2,1,1,-), Fricke 6+1 (3,1*,-,2,0), Tarasenko 6+2 (1,1*,1*,-,3), Bailey 10+2 (3,2*,2*,2,1), Małkiewicz 13+1 (2*,3,2,3,3), Pedersen 5+1 (3,1*,0,1)
CZĘSTOCHOWA: Szostak 0 (0,0,0,0,-), Lidsey 12 (2,3,3,1,2,1), Caban 0 (-,-,-,-,0), Miśkowiak 12+1 (1,0,3,3,2*,3), Tungate 8 (0,1,2,3,2), Buch 0 (0,0,0,0), Ciurzyński 2 (1,1,0,w)
