Jednym radość, drugim rozczarowanie

W sobotę na stadionie w Pruszkowie małe derby województwa mazowieckiego. Znicz chce oddalić się od strefy spadkowej, Pogoń potwierdzić przynależność do czołówki.

Do takich obrazków kibice z Grodziska Mazowieckiego zdążyli się przyzwyczaić. Fot. Radosław Makuch/PressFocus

Rzadko kiedy zdarza się, aby drużyna grając u siebie nie mogła specjalnie liczyć na atut gospodarza. Tak będzie w derbach Mazowsza pomiędzy Zniczem a Pogonią Grodzisk Mazowiecki. Goście rozgrywają swoje domowe mecze na tym stadionie i – co ciekawe – cieszą się one większym zainteresowaniem niż spotkania Znicza. Wprawdzie „niewiele większym, ale większym” – jak mówił komisarz Ryba w „Kilerze”.

Rozczarowanie

Pruszkowianie nie mogą być z obecnych rozgrywek zadowoleni. Poprzedni sezon, zakończony na wysokim 8. miejscu, mocno rozbudził nadzieje kibiców, że może uda się powalczyć nawet o baraże, ale rzeczywistość okazała się brutalna - podopieczni Petera Struhara zajmują miejsce tuż nad strefą spadkową, w żadnym wypadku nie mogąc być pewnym ligowego bytu.

Znicz zaczął nową rundę od przegranej po zaciętym meczu z Wieczystą (2:3), ale w ostatniej kolejce przywiózł cenny punkt ze stolicy, gdzie bezbramkowo zremisował z Polonią. Słowacki szkoleniowiec doceniał remis na trudnym terenie jednoznacznie zdając sobie sprawę, że jego drużyna miała sporą szansę, aby przechylić szalę na swoją stronę. – Stworzyliśmy sześć bardzo dobrych sytuacji, ale zabrakło skuteczności. To element, nad którym musimy dalej pracować, bo jakość w ofensywie mamy – przyznał po spotkaniu.

Nie zatrzymują się

Chcąc myśleć o wygranej z Pogonią, w sobotę piłkarze Znicza wspomnianą skuteczność będą musieli poprawić. Grodziszczanie to jedna z największych (jeśli nie największa) rewelacji tego sezonu. Klub, który jeszcze w 2024 roku grał w 3. lidze, ma szansę na trzeci awans z rzędu – tym razem już do ekstraklasy. Byłaby to sensacja ogromnego kalibru, ale Pogoń zwyczajnie broni się na boisku. Jako jedyna dwukrotnie mocno potrafiła przeciwstawić się hegemonowi rozgrywek – Wiśle Kraków. Jesienią pod Wawelem skończyło się to porażką 2:3, ale w rewanżu w miniony weekend padł remis 1:1 i to krakowianie bardziej mogli się cieszyć z jednego punktu. Jesienią po fascynującym meczu Pogoń potrafiła wygrać (3:2) na wyjeździe również z Wieczystą. - Jestem zbudowany postawą tych młodych zawodników, bo w pierwszym składzie wyszło pięciu młodzieżowców, kolejny wszedł z ławki. Szanujemy miejsce, w którym jesteśmy i to, co mamy. Ta drużyna ma wielki charakter i serce do gry – chwalił po ostatnim meczu swoich podopiecznych Piotr Stokowiec, który w Grodzisku Mazowieckim również dostał nowe trenerskie życie.

Co niezwykle cenne, drużyna nie traci na jakości nawet po stracie swej największej gwiazdy, Rafała Adamskiego. 24-latek z Dzierżoniowa, który w pierwszej rundzie zdobył 11 goli, dokładając do tego 10 asyst, ruszył bowiem z odsieczą Legii, której ma pomóc w uratowaniu ekstraklasy.

Za sukcesami sportowymi w Grodzisku nie nadążają te infrastrukturalne. Pogoń nie ma stadionu na 1. ligę, a co dopiero mówić o ekstraklasie. Kameralny obiekt przechodzi przebudowę, aby spełnić wymogi na jej zapleczu ale w przypadku awansu znów trzeba będzie myśleć o wyprowadzce - tym razem raczej dalej niż do oddalonego o 20 kilometrów Pruszkowa. Naturalnym wyborem wydawałby się obiekt Legii, zwłaszcza że oba kluby ściśle współpracują, ale można w ciemno obstawiać, że przy Łazienkowskiej raczej nie byliby entuzjastami takiego rozwiązania. Jak skromnie podkreślają jednak w Pogoni – na razie celem beniaminka wciąż pozostaje utrzymanie.

Mariusz Rajek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się