Jeden zadowolony
W ostatnim półfinale GieKSy z Unią wiele będzie zależało od postawy bramkarzy. A są oni chimeryczni...
Jonaszowi Hofmanowi (z prawej) pewnie przyjdzie kilka razy stoczyć boje z rosłym Szwedem, Andreasem Söderbergiem. Fot. PressFocus
TAURON HOKEJ LIGA
Można było się spodziewać, że półfinałowa rywalizacja pomiędzy GKS-em Katowice i Unią Oświęcim będzie długa. Rozstrzygnie się ona dopiero dzisiaj, w siódmym meczu. Wieczorem będzie tylko jeden zadowolony zespół, a drugi pewnie będzie analizował porażkę i ronił łzy po przegranej. Jedni i drudzy mają wysokie aspiracje oraz równe szanse na zwycięstwo i jednocześnie pokazują twarde charaktery, a w te spotkania wkładają całą gamę umiejętności. Dzisiaj zapewne Satelita odleci...
Pech kapitaa
Radosław Galant, kapitan Unii, słynący z twardej, nieustępliwej gry, od kilku dni chodzi jak struty. Z powodu bólu w plecach opuścił już dwa mecze i nie wie, kiedy wróci do zespołu.
- Dwa dni temu wybrałem się na lód, jeździłem indywidualnie i wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku – mówi doświadczony napastnik. - W kolejnym dniu chciałem przygotować się do meczu, ale ból powrócił i wylądowałem u fizjoterapeuty. Kontuzja mnie dopadła w najmniej dogodnym terminie i zamiast pomagać kolegom, stoję i podwójnie się denerwuję.
Po wygranej Unii w Katowicach wydawało się, że jej awans do finału jest tuż, tuż, a tymczasem Oświęcimianie nie wykorzystali atutu własnej tafli.
- W ostatnim meczu na wysokości zadania stanął bramkarz GKS-u, który mocno ich wsparł – dodaje Galant. - Jedni i drudzy mieli sytuacje, lecz rywale byli skuteczniejsi. Wszystkie potyczki były wyrównane i pewnie ta ostatnia będzie podobna. Emocje będą do samego końca. W tych półfinałach wskoczyliśmy na jeszcze wyższy poziom niż we wcześniej rywalizacji z Toruniem. Jestem przekonany, że wejdziemy do finału i może będzie mi dane jeszcze wyprowadzić drużynę przeciwko Tychom. Presja jest ogromna, ale ją wytrzymamy.
Wczoraj hokeiści na krótko pojawili się na lodzie, ale więcej czasu spędzili na pogawędkach w szatni.
Charakterni
Trener Jacek Płachta dokonał przesunięć w poszczególnych atakach i zespół lepiej funkcjonował. GieKSa zagrała chyba najlepsze spotkanie w tych półfinałach, więc zawodnikom należą się słowa uznania.
- Przed spotkaniem wielu obserwatorów skazywało nas na porażkę, ale spłataliśmy im figla – stwierdził niezwykle zmęczony Patryk Wronka. - My jednak wierzyliśmy, że jesteśmy w stanie to spotkanie wygrać, choć to wymagający rywal i trudny teren. Zwyciężyliśmy charakterem i wolą walki. Graliśmy mądrze, rozsądnie i to przyniosło efekt. Jesper Eliasson zrobił kapitalną robotę w bramce i mocno nas wsparł. Teraz role się odwracają, bo to my jesteśmy gospodarzami i zrobimy wszystko, by wygrać. Mieliśmy nóż na gardle, ale potrafiliśmy wyjść z tych kłopotów. Ostrze nadal jest przystawione do gardła, ale jestem przekonany, że dobrze wykonamy swoją robotę. Przecież nikt z nas nie chce grać o brązowy medal, bo nasz cel i oczekiwania są znacznie wyższe. Morale w szatni mocno podskoczyło i nikogo nie trzeba mobilizować. Atut własnego lodu ma kolosalne znaczenie, bo będziemy mieli wsparcie z trybun, a wszyscy wiedzą jak nasi kibice reagują. W Oświęcimiu zagraliśmy niezwykle solidnie, ale dzisiaj musimy dać z siebie jeszcze więcej. Brzmi to banalnie: trzeba strzelić jednego gola więcej niż rywale. Wydaje się to takie proste, ale jakże trudne do wykonania.
W siódmym meczu o wszystkim może zadecydować jedno trafienie. Obaj bramkarze to rzetelni fachowcy, ale zdarzają im się błędy. Eliasson był jedną z kluczowych postaci GieKSy w Oświęcimiu i fani liczą, że dzisiaj będzie podobnie.
TAURON HOKEJ LIGA
Piątek, 27 marca
* - wyniki dotychczasowych meczów
** - transmisja meczu na stronie i w aplikacji internetowej TVP Sport
(MP, sow)
