„Jazda” z o.o.

REMANENT, cotygodniowy felieton Jerzego Chromika

Mogłem zakończyć już tę nierówną pisaninę i nie czekając dłużej na kolejne tematy, odejść razem ze starym naczelnym. Oddałem się więc do dyspozycji nowego, ale ten wypowiedzenia nie przyjął. No to piszę, bo wierzę na słowo, że ktoś to jednak czyta. Wierzę też nadal w słowo pisane.

Aby pisać, trzeba jednak oglądać. Na emeryturze oglądam już jednak tylko wybrane transmisje sportowe. I dodatkowo niektóre filmowe. Namiętnie, jak co roku, tę Oscarową, a ostatnio zdarzyło się nawet zobaczyć niektóre polskie „Orły”. Nie mylić z tymi z kortu i boiska piłkarskiego.

Do poniedziałkowej gali z Los Angeles byłem przygotowany jak zawsze. Z dziesiątki tytułów w kategorii najlepszy film nie zobaczyłem tylko brazylijskiego obrazu „Tajny agent”. No ale po co komu taki akurat film, skoro codziennie pokazują nam facjaty tych jawnych. Wielu nawet bez przykrycia. A agent Oscara nie dostał. Przynajmniej na razie.

Nie każdy jednak film, nawet taki z kilkoma nagrodami, staje się od razu klasykiem. A taki klasyk, jak sędzia Lasyk, może więcej! Klasyk może cytować siebie i to nawet po roku. Prawie trzynaście miesięcy temu zamieściłem tu felieton „Iga jak... igła”. Odsyłam stałych bywalców, bo nie chce mi się powtarzać tez do znudzenia. Wszystko pozostaje aktualne.

Doszedł jednak nowy wątek, niekoniecznie filmowy, stąd poruszenie w... Raszynie. Oto zarejestrowano tam spółkę z o.o. o nazwie „Jazda!”. Kapitał zakładowy 20000 złotych. Policzyłem trzy razy te zera, bo byłem pewien, że chodzi o 20 milionów. Ale nie! To tylko tysiące złotych. Prezeską oczywiście będzie Iga, a w zarządzie jest oczywiście Tata. Gdyby ode mnie coś zależało, to dodałbym również Mamę. Moja zawsze była w radzie nadzorczej rodziny.

Martwi mnie tylko bardzo, że dotąd nie wiadomo, kto weźmie księgowość spółki „Jazda”. W boksie przesiaduje co prawda pani w ciemnych okularach i czapce, ale nie chce mi się wierzyć, że to ONA ma odpowiadać za finanse. Niech ta natrętna myśl się ode mnie odwali! Taka nie może być prawda kortu.

Spółek nigdy i nigdzie dosyć! W mojej podstawówce, jak ktoś miał kanapkę lub pączka, to niektórzy krzyczeli za nim – spóła! Nie „gryza”, a właśnie „spóła”. I lepiej było wtedy natrętowi dać ugryźć, bo jak taki powtarzał klasę i był silniejszy, to mógł zabrać całe śniadanie. Z papierem.

Sporo spółek ma już nasz inny sportowy milioner. I może dlatego zapomina, że trzeba płacić pracownikom na czas. Kto bogatemu zabroni żyć ubogo? Nawet kosztem innych. Swego czasu, jeszcze „u zarania” Twittera, napisałem post. A propos. Jest komentator, który rozbawia regularnie, mówiąc, że coś tam miało miejsce na polu karnym „u zarania” drugiej połowy.

We wspomnianym poście, przez prostą analogię z Ronaldo, użyłem skrótu RL9. Po latach i przy okazji głośnego sporu odkryłem, że jedna z tych nie najbiedniejszych przecież spółek ma właśnie taki w nazwie. Że też naiwny nie zastrzegłem. Straciłem miliony euro.

Teraz tych wszystkich przegapionych spółek bardzo mi brakuje. Ileż to baryłek po sto dolarów bym sobie kupił? A potem odsprzedał z zyskiem. No, ale emerytowi musi wystarczyć jedna spółka. Ta dożywotnia z ZUS-em. Nie rozpaczam, za tydzień przyjdzie trzynastka! To po co mi czek za wygranie Indian Wells, skoro i tak nie zobaczę dużych pieniędzy na koncie.

Koniec z narzekaniem! I z ograniczoną odpowiedzialnością.

Dalej „Jazda”!

Klasyka... chodnika.Fot. Jerzy Chromik

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się