Jazda autostradą
Iga Świątek przejeżdża się po kolejnych rywalkach w Australian Open i trudno się lękać, by rozpędzoną Polkę w 1/8 finału zatrzymała 128. w rankingu Eva Lys. Trzeba raczej wyglądać na pierwsze zakręty.
Polska gwiazda w Australii cieszy się grą i życiem poza kortem. Fot. PAP/EPA
Kibice w Polsce po raz pierwszy nie będą musieli zarywać nocki, by zobaczyć w akcji w premierowym Wielkim Szlemie najlepszą polską tenisistkę. Mecz z „największą szczęściarą” Niemką Evą Lys (patrz obok) rozpocznie sesję wieczorną w Melbourne na Rod Laver Arena, czyli o 9.00 czasu nad Wisłą. 23-letnia Polka już dwa razy miała okazję w tym roku zagrać na głównym korcie kompleksu w Melbourne, ale mecze ze Słowaczką Rebeccą Sramkovą (6:0, 6:2) oraz Brytyjką Emmą Raducanu (6:1, 6:0) rozpoczynały się jeszcze przed południem czasu lokalnego.
Bez względu na wynik
Polka mknie autostradą stworzoną przez korzystne losowanie i na razie jest bezwzględna dla rywalek. W sumie do odniesienia trzech zwycięstw potrzebowała 3,5 godziny, a w żadnym spotkaniu nie spędziła na korcie więcej niż 81 minut. Jej dominacja w sobotę z Raducanu była porażająca – oddała rywalce tylko 7 punktów przy własnym serwisie. Zanotowała 24 zwycięskie zagrania i tylko 12 niewymuszonych błędów.
- To był naprawdę znakomity mecz. Iga zachowała dyscyplinę dzięki swojej taktyce, ale też dzięki skupieniu i intensywności gry. Myślę, że to jest klucz – nie ukrywał zadowolenia trener Polki Wim Fissette.
Choć nieładnie dzielić skóry na niedźwiedziu, trudno się lękać, że 128. w rankingu Lys sprawi Polce większe problemy, bo ta ani na chwilę nie traci koncentracji.
- Nie powiedziałabym, że jestem bezwzględna. Po prostu staram się być tak samo nastawiona i skupiona, bez względu na wynik. Po prostu gram swój tenis. Jeśli działa, to po co przestawać? Widziałam wiele meczów, w których ktoś wracał ze stanu 2:5 lub coś w tym stylu. Nie jest po wszystkim, dopóki się nie skończy - oceniła 23-letnia raszynianka.
Lepsze kolory
Wiceliderka światowego rankingu walczy o odzyskanie prowadzenia, które utraciła w październiku, i szósty wielkoszlemowy tytuł w singlu.
- Czuję się bardziej zrelaksowana i świeża na korcie niż przez ostatnie dwa lata. Pamiętam, że poprzednio na starcie sezonu czułam się o wiele bardziej zmęczona i trochę bardziej zestresowana - powiedziała Świątek, której najlepszym wynikiem w Melbourne jest półfinał w 2022 roku.
Wydaje się, że Iga znalazła idealny balans między sportem a życiem poza kortem. Między meczami relaksuje się w licznych parkach, które znajdują się w Melbourne. - Za każdym razem, gdy jestem w domu w Polsce, jest tak zimno, szaro i pochmurno, że wykorzystuję wszelkie okazje, aby po prostu wyjść i cieszyć się Australią. Czuję, że świat ma tutaj lepsze kolory. Wszystko jest jaśniejsze i przyjemniejsze. Znalazłam kilka fajnych miejsc w Melbourne, trzeba po prostu cieszyć się życiem poza kortem, znaleźć dystans do wszystkiego. Jeśli skupiasz się tylko na tenisie, to nagle staje się to kwestią życia i śmierci. Tak nie powinno tak być. To tylko tenis. To tylko gra - podkreśliła polska tenisistka.
Zagadka Rybakiny
Iga prezentuje się w Melbourne chyba najbardziej przekonująco ze wszystkich faworytek, a do starcia z Aryną Sabalenką lub Coco Gauff może dojść dopiero w finale. W ćwierćfinale będzie czekać lepsza z rywalizacji Emmy Navarro (8.) z Darią Kasatkiną (10. WTA). Z Amerykanką Polka grała raz i wygrała 7 lat temu, Rosjankę wręcz zmiotła z kortu w każdym z 6 ostatnich spotkań, przegrała tylko pierwsze, przed czterema laty.
W półfinale teoretycznie na horyzoncie rysuje się potyczka z Jeleną Rybakiną (6.), którą Świątek pokonała na początku roku w Sydney w United Cup, ale reprezentantka Kazachstanu w 3. rundzie z Dajaną Jastremską miała aż dwie przerwy medyczne z powodu uporczywego bólu pleców i stan jej zdrowia jest zagadką. Mogą z tego skorzystać Amerykanka Madison Keys (14.), Ukrainka Jelina Switolina (27.., nieoczekiwanie wyrzuciła z turnieju turniejowa „czwórkę” Jasmine Paolini) lub Rosjanka Weronika Kudiermietowa (75.). Każda z nich powinna się wyluzowanej Igi bać.
Tomasz Mucha
76000 DOLARÓWkary zapłaci Daniił Miedwiediew. Złożyło się na to 10 tys. za zniszczenie kamery umieszczonej na siatce wychwytującej błędy serwisu w 1. rundzie, a 66 tys. za rzucenie rakiety w kierunku linii bocznej i opuszczenie obowiązkowej konferencji prasowej po porażce w 2. rundzie z 19-letnim Learnerem Tienem (USA). Rozstawiony z „piątką” Rosjanin zarobił za dwa mecze około 112 tys. dolarów.
„RIP TikTok USA”
