Jastrzębie w finale

Pierwsze spotkanie półfinałowe było niezwykle wyrównane. Fot. PAP/Grzegorz Momot
Jastrzębie w finale
Katowiccy mistrzowie Polski oddali dużo więcej strzałów, ale przegrali po karnych.
PUCHAR POLSKI
Pierwsze półfinałowe spotkanie 26. edycji Pucharu Polski zakończyło się zwycięstwem JKH GKS-u Jastrzębie nad GKS-em Katowice. Jastrzębianie po raz piąty staną przed szansą zdobycia tego cennego trofeum. Natomiast pucharowa klątwa katowiczan trwa. Po raz trzeci z rzędu odpadli w półfinale i na zdobycie Pucharu Polski będą czekali kolejny rok!
Jastrzębianin Marcin Kolusz, wielce doświadczony i uniwersalny reprezentant kraju, 2 listopada podczas meczu z Cracovią (4:6) po uderzeniu krążkiem doznała złamania palca i musiał przejść operację. Długo pauzował, aż 13 grudnia zdjęto mu druty z palca i mógł wystąpić w arcyważnym meczu. Został ustawiony jako prawoskrzydłowy w pierwszej formacji wraz z Dominikiem Pasiem oraz Maciejem Urbanowiczem. „Kolosowi” może brakuje rytmu meczowego, ale swoim doświadczeniem mocno wsparł zespół i zaliczył asystę przy wyrównującym golu. Ponadto trafił z karnego.
Spodziewaliśmy wyrównanego meczu i tak też było w pierwszej tercji. Jedni i drudzy grali niezwykle ostrożnie, ale nie stronili od grożnych ataków. W 7 min GieKSa mogła objąć prowadzenie, ale Japończyk Shigeki Hitosato nie zdołał pokonać Macieja Miarki. Bramkarz JKH niemal do samego końca był spokojny i czujny. W 9 min Dominik Jarosz stał przed bramką Johna Murraya i sprytnie strącił krążek, który minimalnie minął bramkę. Gdy w 11 min do boksu kar powędrował Jakub Wanacki jastrzębianie przejęli inicjatywę, ale katowiczanie wcale nie zamierzali się bronić i przeprowadzili dwie groźne akcje. Gra toczyła się z lekką przewagą katowiczan, ale jastrzębianie również szukali swoich szans. Wydawało się, że odsłona zakończy się bezbramkowym wynikiem, gdy Olli Iisakka zdecydował się na indywidualną akcję i odważnie wjechał do tercji rywala. Fin dojrzał lepiej ustawionego Kanadyjczyka Bena Sokaya i oddał mu krążek. A ten precyzyjnym uderzniem pokonał Miarkę Tercja wyrównana (11-9 w celnych strzałach) z drobnym wskazaniem na katowiczan.
W drugiej odsłonie nie doczekaliśmy się goli, ale to wcale nie znaczy, że nie było ciekawie. Inicjatywa należała do GKS-u, który nie oszczędzał Miarki (14-5 w strzałach). W 23 min Grzegorz Pasiut „oszukał” obrońcę i znalazł się tuż przed bramkarzem, jednak w decydującym momencie stracił kontrolę nad krążkiem i nie zdołała oddać strzału. W 28 min zrobiło się gorąco pod bramką GKS-u i jastrzębianie kilka razy próbowali wepchnąć krążek do siatki. W decydującym momencie Rastislav Spirko nie zdołał opanować krążka i groźna sytuacja została zażegnana. Gdy w 31 min Olli-Petteri Viinikainen usiadł na ławie kar, hokeiści GKS-u niemal przez cały czas przesiadywali w tercji rywala. W 33 min w dobrej sytuacji ponowie znalazł się Hitosato, ale Miarka stanął na wysokości zadania.
Przed ostatnią tercją sprawa awansu była nadal otwarta, ale jastrzębianie musieliby śmiało pójść do przodu. I tak też się stało! W 43 min Kolusz dojrzał wychodzącego na dobrą pozycję Dominika Pasia, a ten strzałem pod poprzeczkę nie dał najmniejszych szans Murrayowi. Jastrzębianie przejęli inicjatywę i byli niezwykle groźni pod bramką GKS-u. Obaj trenerzy dokonali roszad w poszczególnych formacjach i na lodzie pojawiali się zawodnicy, mający najwięcej sił. W regulaminowym czasie był remis, a dogrywka nie dała ona rozstrzygnięcia, choć Hampus Olsson i Sam Marklund z jednej strony oraz Spriko z drugiej mieli świetne okazje, ale krążek nie znalazł się w siatce. W karnych były niesłychane emocje. Ze strony GKS-u trafiali: Michalski i Fraszko, zaś ze strony JKH: Bagin, Kolusz i Iżacky. Na trzecią serię karnych w bramce JKH pojawił się Jakub Lavcković i obronił najazdy Pasiuta oraz Olssona. Zespół z Jastrzębia zagra w finale. (sow)
