Japoński punkt widzenia
Po sześciu meczach bez gola Shuma Nagamatsu znowu wpisał się na listę strzelców. W rozmowie ze „Sportem” analizował, z czego mogła wynikać ta przerwa.
Nagamatsu celebrujący swojego trzeciego gola w tym sezonie. Fot. Marcin Bulanda/Press Focus
RUCH CHORZÓW
Ofensywny pomocnik z Kraju Kwitnącej Wiśni to podstawowy piłkarz Niebieskich, bez którego trudno wyobrazić sobie wyjściową jedenastkę. Shuma Nagamatsu goni swój najlepszy sezon w karierze, gdy w barwach Znicza Pruszków, także w 1. lidze, zdobył 10 bramek i zanotował 5 asyst. W Chorzowie ma na razie 3 i 3, a ostatniego gola strzelił w sobotę Stali Mielec. Niebiescy wygrali 2:1.
Chorzowska mentalność
– To był bardzo ważny mecz. Tabela jest płaska i wszystkie drużyny są blisko siebie, wiele ma taką samą liczbę punktów. Mnie bardziej cieszy to, że zdobyliśmy trzy punkty, niż to że strzeliłem gola. Taki jest mój punkt widzenia – wyjaśnił 30-latek, który nie przywiązywał większej wagi do tego, że walczący o utrzymanie rywale wyszli na prowadzenie już w 76 sekundzie. – Tak się zdarza – wzruszył ramionami pytany przez nas o gola Pawła Kruszelnickiego. – Wyszliśmy skoncentrowani na sto procent, ale wyszło mu fajne uderzenie. Nasza mentalność jest jednak taka, że po prostu musimy to zignorować, nie patrzeć wstecz i odwrócić to – powiedział Nagamatsu, który już w 11 minucie dał Ruchowi wyrównanie. Błąd popełnił w tej sytuacji bramkarz Stali Maciej Gostomski, natomiast jeszcze przed przerwą dwukrotnie zrehabilitował się, broniąc w efektownym stylu wymagające uderzenia Japończyka. – Taki jest futbol, tak bywa. Sam byłem przekonany, że strzelę kolejnego gola, ale bramkarz rywali obronił. Było w tym trochę pecha. Mieliśmy swoje okazje, ale nie zawsze potrafimy je wykorzystać. Najważniejsze jednak, że wygraliśmy.
Nie zawsze da się wyżej
Ruch notuje miniserię trzech kolejnych wygranych, czego w tym sezonie jeszcze nie doświadczył. Gra pragmatycznie i skutecznie – zarówno w ofensywie, jak i w defensywie, parafrazując Adama Nawałkę. Drużyna postawiła kolejny krok w rozwoju, natomiast nie sposób nie zauważyć, że wszystkie te zwycięstwa były minimalne, a każda końcówka była z tego powodu nerwowa. – Nie gramy po to, aby wygrać jedną bramką przewagi. Zawsze staramy się podwyższyć, ale przeciwnicy też są skoncentrowani. Nie zawsze się da, ale też nie zawsze trzeba to robić. Jasne, że chcemy tego, próbujemy, ale zawsze najistotniejsze są trzy punkty i to trzeba podkreślić – przyznał Nagamatsu, który wielokrotnie powtarzał frazę o znaczeniu kompletowania trzech „oczek”. – Oczywiście zerkamy w tabelę, chociaż ja staram się nie patrzyć tam zbyt głęboko, żeby o tym za dużo nie myśleć. Ale dlatego też wspomniałem, że to był bardzo ważny mecz. Właśnie z tego względu – zaznaczył pomocnik, który zapewne podobnie mógłby zapowiedzieć kolejny mecz z ŁKS-em. Niebiescy mają 40 punktów, Łodzianie – trzy mniej. Ruch znajduje się tuż za strefą barażową, mając tyle samo „oczek” co będące w niej Polonia Warszawa i Wieczysta Kraków.
Nie można się załamywać
Nagamatsu przyszedł do Chorzowa po nieudanym okresie w Koronie Kielce. Potrzebował trochę czasu, aby wskoczyć na odpowiedni poziom. Pierwszą asystę zaliczył w 7. kolejce, pierwszego gola – w 15. serii gier. Końcówka poprzedniej rundy była dla niego szczególnie udana, ale po trafieniu z Puszczą Niepołomice Japończyk zaliczył serię sześciu meczów bez bramki czy asysty. – Zawsze próbuję „robić” liczby. Przecież to nie jest tak, że tego nie chcę – mówił nam. – Staram się, ale najważniejszą rzeczą jest to, że w każdym meczu walczę, by zdobyć trzy punkty. Tego potrzebuje Ruch Chorzów. Czasami zdarza się, że nie mam okazji, by dotknąć piłkę. Że przez 90 minut mam tylko kilka kontaktów i w takim przypadku trudno coś więcej zrobić. Jednak nie narzekam i czekam na swoje szanse. Wiem i rozumiem, że to była długa przerwa w golach i asystach, trenuję, staram się poprawiać, lecz tak się zdarza. Nie można się załamywać – przyznał Nagamatsu, chyba najbardziej „techniczny” piłkarz Ruchu, mierzący 170 cm wzrostu (najmniej w składzie). Czy jego katana samuraja przetnie też ŁKS?
Piotr Tubacki
4 JAPOŃCZYKÓW gra dzisiaj na zapleczu ekstraklasy. Prócz Nagamatsu to Hide Vitalucci z Polonii Warszawa, Koki Hinokio z ŁKS-u i Kosei Iwao z Puszczy Niepołomice.
