Jak weekend, to na działkę
Czy też raczej do Ogródka – bo takim terminem pieszczotliwie określa się stadion Warty Poznań, która w końcu mogła zagrać u siebie!
Wszędzie dobrze, ale w poznańskim domu najlepiej! Fot. Paweł Jaskółka/Press Focus
WYDARZENIE KOLEJKI
Gdy Duma Wildy wróciła na salony, kojarzono ją głównie nie z Poznaniem, a z Grodziskiem Wielkopolskim. Z racji tego, że jej stadion przy Drodze Dębińskiej nie spełniał wymogów, na początku sezonu 2019/20 przeniosła się na obiekt Dyskobolii. Tam wywalczyła awans do ekstraklasy, tam grała w elicie, tam grała ponownie w 1. lidze po spadku – i tam też spadła do 2. ligi. Dopiero na trzecim szczeblu – po obowiązkowych remontach – mogła zagrać faktycznie u siebie. Czekała na to długo – od porażki 0:1 z GKS-em Katowice 11 maja 2019 roku (jeszcze w 1. lidze) do wygranej 1:0 z Zagłębiem Sosnowiec 7 września 2025 roku minęło ponad sześć lat.
Cierpliwie czekali
Ale gdy Warta parę miesięcy temu znowu znalazła się w gronie pierwszoligowców, znowu jej gra w Ogródku – jak pieszczotliwie nazywa się obiekt przy Drodze Dębińskiej w Poznaniu – była wykluczona. Trzeba było przeprowadzić kolejne remonty, bo to, co wystarczyło w 2. lidze, nie spełniało wymogów pierwszoligowych. Stąd pierwsze siedem kolejek Zieloni grali na wyjazdach, gdzie uciułali trzy zwycięstwa (Lechia, Bruk-Bet, Chrobry) i cztery porażki (Polonia Bytom, Odra, Miedź, Pogoń Grodzisk Mazowiecki). Tym razem Poznaniacy nie „uśmiechali się” do Grodziszczan, ale cierpliwie czekali, aż na ich obiekcie zostaną wykonane niezbędne prace. Miały skończyć się już kilka tygodni wcześniej, lecz – jak to w Polsce bywa – sprawy przeciągnęły się i ponowny powrót do Ogródka Warta zaliczyła w minioną sobotę w spotkaniu z Arką Gdynia. Po raz pierwszy od ponad dwóch lat i ostatniego „domowego” meczu ekstraklasowego Dumę Wildy w roli gospodarza oglądało ponad dwa tysiące kibiców. Wtedy – na spotkanie z Legią – przyszło ponad 4,5 tys.
Nie chcę takiej Arki!
W starciu z gdyńskim spadkowiczem Warta zdecydowanie nie była faworytem – miała świadomość, że czekać ją będą ciężary. Ale... jakże bardzo się pomyliła! Nie dość, że Poznaniacy ograli Arkę 3:0, to jeszcze ich zwycięstwo było bezapelacyjne. Arka przez cały mecz oddała tylko pięć uderzeń przy 18 próbach Zielonych i gdyby przegrała wyżej, nikt nie mógłby mieć o to pretensji. Przyjezdni z Trójmiasta oczekiwali wstrząsu, bo we wcześniejszych trzech kolejkach zaksięgowali tylko dwa punkty. Zajmują co prawda nie najgorsze 7. miejsce, ale jak na ich ambicje, możliwości finansowe i personalne – to zdecydowanie za nisko. W końcu Arka jest – na papierze – pierwszoligowym gigantem. Taka gra jej po prostu nie przystoi, zresztą... w tej chwili Warta jest w tabeli wyżej!
Trener Marek Jarolim dokonał licznych zmian w wyjściowej jedenastce, ale tylko pogorszył sytuację. – Nie chcę oglądać takiej Arki – grzmiał Czech, a podobny nastrój emanował od prezesa Wojciecha Pertkiewicza, który na portalu X napisał: „Dramatyczna 1 połowa...”, a potem dorzucił kolejny post: „I druga...”.
Trener nie wie
Po meczu do gdyńskiej szatni udali się dyrektor sportowy Tomasz Wichniarek i właściciel Marcin Gruchała. Nie trzeba być piłkarskim omnibusem, aby domyślić się, że posada trenera Jarolima nie należy w tej chwili do najpewniejszych. W terminarzu arkowcy mają teraz wyjazd do Siedlec, potem podjęcie Polonii Warszawa i hit 1. ligi – derby Trójmiasta w Gdańsku. Czy Jarolim nadal będzie wtedy na ławce? Nie wiemy, a kilku rzeczy... nie wie też sam Czech. – To nie pierwszy mecz, kiedy od początku wyglądamy na zagubionych. Dlaczego tak się dzieje? Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Nie chcę szukać wymówek. Musimy jak najszybciej rozwikłać tę zagadkę – powiedział Jarolim.
Lepiej, żeby rozwiązał ją szybko, bo szefostwo Arki na pewno woli na tym stanowisku kogoś, kto wie, co dzieje się z drużyną...
Piotr Tubacki
