Jak stali się Super Orłami
KOMENTARZ „SPORTU” – Michał Zichlarz z Maroka
Kiedy w lutym 2005 roku byłem przez prawie miesiąc w Nigerii, nad stadionem w Owerii, jednego z ważnych miast grupy etnicznej Ibo – można napisać najbardziej utalentowanej piłkarsko na Czarnym Lądzie, bo pochodzą z niej choćby tacy piłkarze jak Nwankwo Kanu, Jay-Jay Okocha, Alex Iwobi, Victor Osimhen – nad nami latały w gorącym powietrzu wspaniałe i wielkie orły. Niesamowity widok! To dlatego w przydomku nigeryjskiej reprezentacji, a także od barw flagi, przez lata wołano na nią „Green Eagles”. Zielone Orły stały się Super Orłami dopiero w 1990 roku i wcale nie chodziło o jakieś spektakularne zwycięstwo. Te były udziałem Nigeryjczyków kilka lat później – Puchar Narodów w 1994 i olimpijskie złoto w Atlancie w 1996.
Na początku marca 1990 mistrzostwa rozgrywano w Algierii. To jeszcze był czas, kiedy wśród najlepszych grało ledwie osiem reprezentacji. Od 2019 roku jest ich już trzy razy tyle. W meczu otwarcia, 2 marca w Algierze, gospodarze rozgromili Nigerię aż 5:1! Po dwie bramki zdobyli słynny Rabah Madjer i późniejszy król strzelców imprezy Djamel Menad, jednego dorzucił Djamel Amani. Dla Nigerii trafił wtedy w końcówce Okocha. Z trójką tych graczy – Madjerem, zmarłym niestety w zeszłym roku, Menadem, a także z Okochą miałem okazję w późniejszych latach osobiście porozmawiać. Ale do rzeczy…
Wydawało się, że ekipa z Afryki Zachodniej po takim ciosie się nie otrząśnie, tymczasem… doszła do finału! Tam ponownie zagrała z Lisami Pustyni. Algieria po zażartym meczu, który oglądało ponad 100 tys. kibiców, wygrała 1:0 i sięgnęła po jedno ze swoich dwóch zwycięstw w Pucharach Narodów (Nigeria ma trzy triumfy).
Po tym Coupe d’Afrique rzucono, że był to super występ i tak Zielone Orły stały się Super Orłami. No i tak jest do dziś.
Nie od rzeczy przypominam wydarzenie sprzed prawie 36 lat, bo przecież w sobotę po południu w Marrakeszu odbędzie się jeden z najciekawszych meczów w Pucharze Narodów od lat! Z jednej strony rozpędzona nigeryjska maszyna z super duetem Osimhen – Lookman, która w czterech grach zaaplikował rywalom już 12 goli, a z drugiej wyrachowana gra Algierii, mającej na ławce szczwanego lisa Vladimira Petkovicia, a w bramce Lucę Zidane'a, który na turnieju w Maroku jeszcze nie puścił gola. Oj, będzie się działo, także na trybunach, bo do Marrakeszu już ruszył wielki potok algierskich fanów, a oni potrafią dać „popalić”!
Jeszcze na koniec, co do przydomków afrykańskich reprezentacji. Każda z nich ma swój, często oryginalny i ciekawy, jak w przypadku Nigerii. A reszta? Z książki „Afryka gola! Futbol i codzienność”: „Prawie wszystkie kraje na Czarnym Lądzie to konglomeraty kilkunastu, kilkudziesięciu, a czasami nawet kilkuset plemion, jak na przykład w Nigerii. W sztucznie wytyczonych przez europejskich kolonizatorów granicach ludziom często ciężko identyfikować się z abstrakcyjnym dla nich państwem. Do wyobraźni łatwiej trafiają proste i zrozumiałe nazwy, jak lew, słoń czy orzeł. Stąd każda z piłkarskich reprezentacji ma swoją nazwę”.
