Jak się pozbyć prezesa?
Członkowie zarządu PKOl, będący w opozycji wobec kierującego nim Radosława Piesiewicza, znaleźli sposób na jego odwołanie.
Radosław Piesiewicz mocno trzyma się stołka. Fot. PAP/ Piotr Nowak
- Uznaliśmy, że już najwyższy czas, by głośno powiedzieć „sprawdzam”. Nie można jednocześnie być przeciw prezesowi, krytykować go, ale nic nie robić, by go odwołać. Mam nadzieję, że uda nam się zebrać odpowiednią liczbę podpisów - powiedział jeden z inicjatorów akcji.
Termin nie był przypadkowy, gdyż we wtorek zebrało się prezydium zarządu PKOl, choć w mocno okrojonym składzie. Z kolei na 22 maja jest zaplanowane posiedzenie zarządu. Jeśli do tego czasu podpisami zapełni się co najmniej 71 przygotowanych na nie kratek, to może dojść do zwołania nadzwyczajnego walnego zgromadzenia, o ile poprze je również 2/3 obecnych na posiedzeniu członków szerokiego kierownictwa PKOl. W zarządzie, w którym do tej pory większość miał prezes Piesiewicz, zasiada 60 osób.Gdyby doszło do odwołania prezesa, do końca kadencji, czyli do kwietnia 2027 roku, pracami PKOl pokierowałby jeden z wiceprezesów.
Przyczynkiem do działań PKOl-owskiej opozycji było zwołane pod koniec kwietnia przez ministra sportu i turystyki Jakuba Rutnickiego spotkanie przedstawicieli związków sportowych, którego efektem było podpisane przez 52 federacje oświadczenie wzywające Piesiewicza do podania się do dymisji. Spotkanie zostało zorganizowane w reakcji na aferę ze sponsorem generalnym PKOl - giełdą kryptowalut Zondacrypto.
Zondacrypto sponsorem generalnym PKOl zostało w październiku 2025. Zgodnie z umową siedziba PKOl zmieniła nazwę na „zondacrypto Centrum Olimpijskie”, a w lutym na budynku, który od 20 lat nosi też imię Jana Pawła II, pojawił się wielki neon reklamujący sponsora. Zgodnie z zapowiedzią Piesiewicza, neon zniknął 30 kwietnia, gdy giełda nie wywiązała się z kolejnej transzy płatności na rzecz PKOl.
