Jak oni się bawią!
Kiedy siedem lat temu reprezentacja Panamy po raz pierwszy w historii zakwalifikowała się do finałów MŚ, ówczesny prezydent Juan Carlos Varela ogłosił w kraju święto narodowe, odwołując zajęcia szkolne, zamykając sklepy i firmy.
Stadion w Panama City i kibice gospodarzy, bawiący się na całego Fot. Xu Yongzheng/Xinhua/PressFocus
Miesiąc temu Panamczycy na stosowne rozporządzenie głowy państwa, Jose Raula Mulino, nie czekali. Równo z końcowym gwizdkiem wygranego 3:0 na stadionie Rommel Fernandeza meczu z Salwadorem, dającego ekipie Thomasa Christiansena przepustki na przyszłoroczny mundial, na ulice stolicy – ale też kilku innych ośrodków – wylały się tysiące fanów, świętując przy dźwiękach bębnów, trąbek i w huku odpalanych raz za razem petard. W Panama City bardzo szybko dołączyli do nich sami reprezentanci, podróżując ulicami miasta piętrowym odkrytym autobusem. Tańcom na górnym pokładzie, chóralnym śpiewom i machaniom flagami narodowymi nie było końca. Duńsko-hiszpański selekcjoner miał wcześniej do „odbębnienia” obowiązkową pomeczową konferencję prasową. Przyszedł na nią oczywiście pijany ze szczęścia; a gdy okazało się, że brak na sali szampana, którego można by otworzyć z równie podekscytowanymi żurnalistami, spryskał ich... bąbelkowaną (czyli gazowaną) wodą mineralną!
Panamczycy bawić się potrafią, jak to Latynosi. Telewizje całego świata pokazywały zupełnie niecodzienną radość Cecilio Watermana – jednego z liderów kadry, kiedy na stadionie w Los Angeles strzelił Amerykanom gola decydującego o awansie jego zespołu do finału Ligi Narodów CONCACAF. Piłkarz (wówczas) peruwiańskiego Allianzu Lima po trafieniu przeskoczył bandy reklamowe i pognał do telewizyjnego studia, zlokalizowanego za linią boczną, a następnie... wyściskał gorąco pełniącego rolę komentatora Thierry'ego Henry'ego! - Od małego byłeś dla mnie inspiracją. Kiedy po zdobyciu gola zobaczyłem cię przy boisku, wiedziałem, że muszę to zrobić. Bo zawsze byłeś moim idolem – tłumaczył wciąż oszołomionemu Francuzowi w rozmowie po końcowym gwizdku. A ten milionom widzów deklarował: - Większej i bardziej zwariowanej radości w życiu nie widziałem!
Na mundialowych boiskach o podobną radość będzie trudno; w 2018 w Rosji zawodnicy znad Kanału Panamskiego przegrali wszystkie trzy mecze grupowe i szybko pojechali do domu. Teraz też trudno się spodziewać dużo lepszego występu; brak w ich szeregach wielkich gwiazd. Za to środki wypłacone przez FIFA za awans do finałów zapewne zostaną wykorzystane dobrze: Manuel Arias (prezes związku ma swoje za uszami, piszemy o tym obok) już ogłosił listę – jak je nazwał - „centrów rozwoju” (w Chepo, w Penonomé i w Burunga), które zostaną dofinansowane z tych środków.
Dariusz Leśnikowski
