Jak (nie) prywatyzować...
PARAGRAFY I SPORT - Robert Kiłdanowicz
Alternatywą a rebours dla przepalania publicznych pieniędzy (mój felieton sprzed dwóch tygodni) jest prywatyzacja klubów należących do właściciela publicznego, m.in. samorządu lokalnego (jest ich większość w Polsce). W szczególności ta kwestia dotyczy klubów piłkarskich.
Zaiste, trudno rozpisać wszelkie aspekty za i przeciw takiej prywatyzacji, bo to jest materia na obszerny kilkudziesięciostronicowy raport, skoncentrujemy się zatem na najważniejszych kwestiach.
W ostatnim czasie urzędnicy Wrocławia, poprzez Michała Młyńczaka, wiceprezydenta miasta, ogłosili, że nie sprywatyzują, czyli nie sprzedadzą części (51% ich pakietu) Śląska Wrocław. Poszukiwanie rzetelnego inwestora w Śląsku to bardzo długa i usłana cierniami droga. Po Zygmuncie Solorzu właścicielami klubu byli lokalni biznesmeni, którzy objęli akcje, kierując się bardziej patriotyzmem lokalnym (nie pozwalając na faktyczną upadłość klubu) niż uwarunkowaniami biznesowymi, dlatego też klub został od nich odkupiony przez gminę Wrocław z przeznaczeniem do ponownej prywatyzacji, a konkretnie przekazania akcji w ręce wiarygodnego i najlepiej majętnego prywatnego właściciela.
W toku procesu prywatyzacyjnego od lata ubiegłego roku rozpoczęto rozmowy z Mariuszem Iwańskim, przedstawicielem branży IT, co ciekawe, obecnie rezydentem Monako (nieklasyczny raj podatkowy). Podczas negocjowania szczegółów warunków umowy sprzedaży akcji (SPA) Zespół Prywatyzacyjny w składzie 12 osób, z których większość osób to zawodowi prawnicy, nagle w końcu ubiegłego roku ogłosił, że samorząd nie sprzeda pakietu większościowego akcji Śląska, tłumacząc się tym, że Mariusz Iwański nie przedstawił wiarygodnego zabezpieczenia i gwarancji finansowych. Jak mawia mój patron, mecenas Eugeniusz Stanek (były sędzia Sądu Najwyższego), liczba prawników w zespole ma wpływ na brak porozumienia w negocjowanej materii, co miało oznaczać nieskuteczny proces pertraktacyjny. Pikanterii sprawie dodaje okoliczność, że red. Mateusz Borek we wrześniu ubiegłego roku przeprowadził wywiad (poprzez Kanał Sportowy) z Iwańskim jako nowym właścicielem klubu. Redaktor Borek jest zbyt inteligentnym dziennikarzem i bystrym człowiekiem, żeby nie dostrzec, że jego zachowanie można odczytywać jako rodzaj klasycznej aktywności pożytecznego idioty (termin pochodzi od Lenina) albo lobbysty, którym nie jest.
Wszystko zmierzało do owocnego finału, ale nagle - w połowie grudnia 2025 roku - wiceprezydent Młyńczak ogłosił, że miasto nie porozumiało się z panem Iwańskim. Naprawdę przyczyny były takie jak uzasadnił Zespół Prywatyzacyjny? Dlaczego w takim razie negocjacje toczyły się ponad 6 miesięcy? Wtajemniczeni twierdzą, że przyczyną było zainteresowanie transakcją czołowego redaktora śledczego w Polsce, Szymona Jadczaka. Czy było to zainteresowanie Iwańskim (Monako to raj podatkowy, w którym krąży kapitał spekulacyjny, arabski, rosyjski, jak również i przestępczy), a może jednak członkami władz i radnymi Wrocławia? Jak twierdzi inny wtajemniczony, zainteresowanie red. Jadczaka jest pochodną wiedzy osoby wywodzącej się z polskich służb specjalnych.
Finał tej sytuacji jest taki, że Wrocław (bogaty samorząd z budżetem 9,4 miliarda zł) dofinansuje Śląsk kolejnymi 30 mln złotych, do 15 mln złotych przekierowanych w końcu ubiegłego roku. Wydaje się, że jedynym wygranym w tym procesie jest nowy prezes klubu Remigiusz Jezierski, który będzie mógł realizować swój preliminarz budżetowy do końca sezonu. Ale czy awansuje do ekstraklasy i znajdzie nowego inwestora - śmiem wątpić, bo zadanie jest niezwykle trudne. Tym bardziej że mniej więcej do kwietnia Jezierski będzie się uczył swojej roli.
Jaką to wszystko rodzi konkluzję dla stanu polskiej piłki nożnej? Ano taką, że budzi ona zainteresowanie, jeśli chodzi o zagranicznych inwestorów, w tym kapitału spekulacyjnego, rosyjsko-białoruskiego i finansowej „szarej strefy” (mówiąc delikatnie). Lecz nie przesądza to o fakcie, że właścicielami klubów mają być lokalne samorządy. Jak uczy praktyka, środki finansowe są tam wiecznie „przepalane”, trafiając do nielicznych beneficjentów takiego stanu rzeczy. Przypadek Śląska Wrocław to idealny przykład jak nie należy prowadzić postępowania prywatyzacyjnego, które inaczej, cierpliwiej, może mniej efektownie, za to bardziej efektywnie, prowadzi prezydent Zabrza Kamil Żbikowski (patrz mój felieton „Śląska opowieść wigilijna”). Nie jest to oczywiście droga usłana samymi różami, zdarzają się kryzysy, lecz jeśli strony negocjacji mają dobre intencje - a wygląda na to, że Zabrze i Lukas Podolski je mają – to osiąga się pozytywne efekty.
Czy śląskie kluby pójdą drogą Śląska Wrocław czy też Górnika Zabrze? Przypomnijmy w tym miejscu, że GKS Katowice jest po Śląsku drugim najwyżej dotowanym publicznymi pieniędzmi klubem w Polsce, natomiast egzystencja Ruchu Chorzów w duej mierze uzależniona jest od uchwalenia budżetu miasta. Ale czy to naprawdę normalna sytuacja?
________________________________