Jak na Santiago Bernabeu!
Rozmowa z Maksymem Chłaniem, skrzydłowym Górnika Zabrze
Maksym Chłań jest siłą napędową górniczej jedenastki! Fot. Marcin Bulanda/PressFocus
Jakie nastroje panują w zespole przed meczem z Koroną? Łatwo chyba nie będzie...
- No cóż, w lidze z nikim nie jest łatwo. Widząc, jak trenujemy, co robimy, w jakiej dyspozycji jesteśmy, jestem spokojny, że jesteśmy dobrze przygotowani. Jesteśmy w dobrym dla nas czasie. Musi to wyglądać dobrze, a o wyniku zadecyduje jeden, może dwa momenty meczu.
Jesienny remis 1:1 w Kielcach w 4 minucie doliczonego czasu uratował Rafał Janicki…
- Tak, przypominaliśmy sobie ten mecz w trakcie analizy. Pierwsza połowa była bardzo trudna, ale w drugiej było lepiej. Musimy wyciągnąć wnioski z tego, co było, a w sobotę zagrać lepiej niż w pierwszej rundzie. Zrobimy wszystko, żeby tak było.
Co można powiedzieć o Koronie?
- Dobrze prezentuje się w grze z kontry. Jej piłkarze zagrywają długie piłki za plecy za obrońców. To dobra, ekstraklasowa drużyna, która potrafi stwarzać sytuacje. Ma groźnych napastników, także na skrzydłach prezentuje się solidnie. Nie trzeba jednak aż tak patrzeć na rywala. Trzeba skupić się na sobie, na swojej grze, na tym, co my dobrze robimy, tym bardziej że gramy przecież na naszym stadionie.
Znajdujecie się w znakomitym położeniu, bo jesteście w finale Pucharu Polski, a w lidze strata do lidera jest niewielka. Nic jednak nie jest jeszcze wygrane.
- Dokładnie. Wokół naszej sytuacji jest dużo gadki, ale w szatni nie rozmawiamy wiele o tym, jak skończymy sezon. Skupiamy się tylko na tym, jak nam pójdzie w najbliższym meczu. Rafał Janicki sam powie ze swojego doświadczenia, jak może wyglądać spotkanie, bo on o każdym rywalu wszystko wie. O jakiegokolwiek zawodnika zapytam, coś o nim powie. Mamy w szatni doświadczonych piłkarzy i wiemy, co robić. Nie patrzymy, co będzie za miesiąc.
A jakie jest pana nastawienie przed spotkaniem z Koroną?
- Przede wszystkim chcę wygrać! Kiedy rozmawiam z kolegami, mówię, że bardzo zależy mi na strzeleniu bramki. Mam swoje momenty, ale mam też trochę pecha. Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że drużyna wygrywa, a ja robię swoje. Myślę jednak, że w końcu trafię do siatki.
No właśnie - nieuznana bramka z Cracovią, do tego słupki, poprzeczki po pana strzałach…
- Faktycznie, dużo było słupków, ale piłka do siatki nie wleciała. Nie jestem na to zły, bo cieszę się, że te sytuacje mam, ale ten detal trzeba poprawić, żeby było dobrze. Codziennie po treningu zostaję z trenerami, żeby poćwiczyć strzały, żeby nie trafiać w słupek, ale żeby od słupka piłka wleciała do siatki (uśmiech).
Notujecie dobrą serię - siedem ostatnich meczów w lidze i w pucharze zakończyliście czterema wygranymi i trzema remisami. Do tego trzeba zaznaczyć, że pięć z tych meczów zagraliście na wyjeździe. W tym okresie straciliście tylko dwie bramki. Zgodzi się pan, że najlepiej gra się u siebie?
- Zawsze, kiedy gramy u siebie, to jest to mój najszczęśliwszy dzień w życiu, bo przecież przychodzi aż tylu kibiców na nasz stadion! Czasami jest coś nie tak, przegrywamy, ale ostatnio jest dobrze i mam nadzieję, że te wygrane u nas będą kontynuowane.
Co trener Michal Gasparik mówi? Jest zadowolony z gry, z waszej postawy?
- Trener Gasparik jest takim szkoleniowcem, który lubi wszystko trzymać w ryzach, żeby wszystko było w porządku, żeby nikt się za bardzo nie rozluźnił. Wynik jest dobry, ale nie może być tak, żeby odpuścić jakikolwiek element treningu. Trzeba dać z siebie nawet więcej! Takie ma podejście.
W pucharowym meczu w Bydgoszczy z Zawiszą nie grał pan za kartki. Teraz już u pana w głowie pojawia się myśl o finale 2 maja z Rakowem?
- Jasne, ale trzeba podejść do tego jak zawodowiec – przed nami finał, ale w tym momencie trzeba się skupić na dwóch najbliższych ligowych grach. Po spotkaniu z Jagiellonią za tydzień głowa będzie zaprzątnięta tym meczem w Warszawie - tym, jaka będzie taktyka, jak zagramy, jak to wszystko będzie wyglądało, jaka będzie jedenastka. Ja teraz te myśli wyrzucam z głowy, bo nie to jest najważniejsze. Liczą się mecze z Koroną i Jagiellonią. Na tym się skupiam. Wcześniej miałem z tym problem, myślałem, jak będzie, jak zagram, co będzie za miesiąc... Nie można tak do tego podchodzić. Trzeba się skupić na tym, co jest dzisiaj - na treningu, na najbliższym meczu.
Czuć jednak w szatni podekscytowanie? Przecież Górnik przez lata nic nie wygrał. Mało tego, po raz ostatni na podium w ekstraklasie stanął w 1994 roku!
- Nie wiem, jak było w Górniku dwa-trzy lata temu, kiedy też była szansa na dobre miejsce, ale powiem jak jest teraz. Widzę, jakie są reakcje kibiców, z którymi rozmawiam, kiedy przychodzą na trening. Pytają jak będzie, wspierają. Jeden z kibiców powiedział mi nawet, że przełożył swoje wesele, planowane na 2 maja! To mnie w środku pobudziło. Jasne, jako piłkarz dziś jestem tutaj, wczoraj byłem w Lechii, a za jakiś czas mogę być w jeszcze innym miejscu, ale tutaj widać, jak ludzie tym żyją, jak chcą, jak ważny dla nich jest Górnik. Całe serce oddają dla klubu, jak są szczęśliwi, że tak dobrze nam idzie. Chcemy dla nich to wywalczyć.
Dla zawodowego gracza znaczące jest to, żeby mieć przy nazwisku jakieś trofeum, puchar, mistrzostwo, podium.
- Tak, oczywiście! Ale jak mówię, lepiej jak nie będziemy o tym za wiele gadać, a skupimy się na każdym kolejnym meczu, teraz z Koroną w sobotę. W profesjonalnej piłce nie ma co wybiegać za daleko w przyszłość.
Na trybunach w meczu z Koroną będzie 23 tysięcy widzów, komplet. To was poniesie?
- Na 100 procent. To wsparcie jest niesamowite. Grałem na wszystkich stadionach w ekstraklasie, ale takiego wsparcia jak u nas, nie ma nigdzie. Wcześniej grałem w Lechii i choć Gdańsk jest bardzo dużym miastem, to jednak - nie wiem czemu - tylu ludzi na mecze nie przychodzi. Byłem na innych wielkich stadionach i to co jest w Zabrzu, mogę porównać chyba tylko z tym, co jest w Madrycie na Santiago Bernabeu, bo na Camp Nou w Barcelonie jest cicho, tam tylko oglądają. Na Górniku są przyśpiewki, doping, wsparcie. Nawet jak w defensywie zrobisz wślizg, to wszyscy wstają, dziękują. To naprawdę świetna sprawa!
Mecz z Zawiszą, w półfinale Pucharu Polski, w którym musiał pan pauzować, wywołał u pana nerwy?
- O tak! Kiedy jesteś na boisku, nie masz czasu się zdenerwować, bo grasz, bierzesz udział w akcjach. Na trybunach są nerwy. Było nerwowo, ale najważniejsze, że wygraliśmy. Zdecydowanie wolę być na boisku niż z boku.
Pańska umowa kończy się w czerwcu. Gdy będą europejskie puchary, to prolonguje pan umowę?
- Jest wiele argumentów za pozostaniem tutaj, ale na teraz nie jestem w stanie odpowiedzieć, co będzie i jaka będzie moja przyszłość. Bardzo dziękuję Górnikowi za to, że dał mi tyle wsparcia. Decyzja o przyjściu tutaj w sierpniu była bardzo dobra.
Na koniec pytanie o sprawę, która wywołała nieliche zamieszania, a chodzi o pana możliwość zmiany obywatelstwa i grę dla Polski. To realne czy nie bardzo? Przecież reprezentował pan Ukrainę na igrzyskach w Paryżu, a w pana ojczystym kraju nie można mieć podwójnego obywatelstwa...
- U nas na Ukrainie, jak nie możesz mieć podwójnego obywatelstwa, to możesz mieć… potrójne, jak nasi oligarchowie (śmiech). Żartuję oczywiście. Nie było żadnego kontaktu ze mną z polskiej strony. Nie wiem nawet, kto taką informację wypuścił. Możliwie, że stało się to po tym, jak udzielałem wywiadów ukraińskim dziennikarzom i mówiłem, że w reprezentacji nie ma teraz porządku, a jest tam wielkie zamieszanie. Być może z tego powodu ktoś wyciągnął wniosek, że chcę zmienić reprezentację, ale to nie jest tak. Czekam na powołanie ze swojego kraju i walczę, żeby zagrać w reprezentacji Ukrainy. Grałem na igrzyskach dla Ukrainy i chcę dla niej grać w pierwszej kadrze.
Sytuacja w pana kraju nie jest łatwa…
- To nie jest normalne, że od czterech lat nie mogę pojechać do siebie, do domu w Żytomierzu. Boli mnie to w środku bardzo. Na Ukrainie się urodziłem, stamtąd pochodzę i swój talent chcę oddać krajowi na boisku, grając w reprezentacji Ukrainy.
Rozmawiał Michał Zichlarz
MAKSYM CHŁAŃ
◾ Data urodzenia : 27 stycznia 2003 r.◾ Miejsce urodzenia : Żytomierz
◾ Wzrost/waga : 170 cm/65 kg
◾ Pozycja na boisku : skrzydłowy
◾ Kariera : Dynamo Kijów, Karpaty Lwów, Zoria Ługańsk, Lechia Gdańsk, Górnik Zabrze
◾ Sukcesy : występ na igrzyskach olimpijskich w Paryżu – zagrał we wszystkich grupowych meczach Ukrainy z Irakiem, Marokiem i Argentyną. Awans do ekstraklasy z Lechią w 2024.
