Jak kwitnąć, to w Meksyku!

Magdalena Fręch przegrała bój o tytuł w Meridzie, ale po znakomitym tygodniu w imprezie rangi WTA 500 podskoczyła o ponad 20 pozycji w rankingu i znów jest polską rakietą numer dwa.

Największe wygrane meksykańskiego tygodnia w rozgrywkach WTA Tour - w finale Magdalena Fręch (z prawej) nieznacznie ustąpiła urodzonej w Kiszyniowie Cristinie Bucsy. Fot. PAP/EPA

Magdalena! Gratulacje za ten niesamowity tydzień! Dałyśmy z siebie wszystko i tutaj pokazałyśmy, jak jesteśmy twarde. Jesteś więc również wspaniałą mistrzynią. Życzę ci bardzo szybkiego powrotu do zdrowia przed Indian Wells i mam nadzieję, że zobaczymy się jeszcze w wielu finałach - tak po niedzielnym finale w Meridzie do Magdaleny Fręch zwróciła się triumfatorka turnieju, Hiszpanka Cristina Bucsa.

„Twardość” to faktycznie dobre określenie na 28-letnią tenisistkę Górnika Bytom. Bo ostatnio wielu zdążyło już w nią zwątpić, a nawet ją skreślić. Po świetnym sezonie 2024, w którym zdobyła swój pierwszy tytuł WTA Tour - w meksykańskiej Guadalajarze - oraz była w finale WTA 250 w Pradze (finałowa porażka z Magdą Linette) i awansowała na 22. miejsce na świecie, wpadła w regres.

Spadła do eliminacji

W 2025 roku nie zagrała w ani jednym finale i już w październiku wypadła z czołowej pięćdziesiątki rankingu. W tym sezonie stagnacja wydawała się trwać - niższy ranking sprawiał, że spadła do poziomu eliminacji turniejów rangi 1000 (w Doha i w Dubaju), a w głównych drabinkach ani razu nie udało jej się wygrać więcej niż jednego meczu (!), notując łącznie od stycznia przeciętny bilans 6 zwycięstw i 7 porażek.

Aż wróciła do Meksyku i rozkwitła! W poprzednim tygodniu wystartowała w imprezie rangi 500 na twardych kortach w Meridzie z pulą nagród 1,20 mln dolarów. Na półwyspie Jukatan podopieczna Andrzeja Kobierskiego wygrała cztery kolejne mecze i dotarła do finału - swojego trzeciego w karierze, a drugiego na meksykańskiej ziemi.

Wracała dwa razy

W decydującym starciu z młodszą o… dwa tygodnie Cristiną Bucsą Fręch znów pokazała wielkie serce do walki i twardy charakter, choć poprzednie mordercze i trzysetowe starcia w Meridzie - w ćwierćfinale z Czeszką Marie Bouzkovą i w półfinale z Chinką Shuai Zhang - musiały na niej odcisnąć swoje piętno.

Po przegranym gładko pierwszym secie Łodzianka pozbierała się w kolejnej partii, a w decydującej niemal odrobiła straty z wyniku 2:4 - serwowała na 5:5, ale wtedy zawiodły ją siły i nerwy: ostatni z sześciu podwójnych błędów serwisowych popełniła, broniąc piłki meczowej… Po dwóch godzinach i kwadransie zeszła z kortu pokonana 1:6, 6:4, 4:6, ale cały turniej będzie jej jednym z najlepszych wspomnień w karierze.

Twarda walka o… przemowę!

Podczas ceremonii wręczenia nagród doszło do sytuacji, która też sporo mówi o sportowym charakterze Polki. W pewnym momencie prowadząca uroczystość chciała już zakończyć przemowę Fręch, ale ta szybko i z uśmiechem zareagowała, że… dopiero ją zaczęła, a to był „tylko wstęp”.

Gdy już mogła dokończyć, Łodzianka podziękowała przede wszystkim Andrzejowi Kobierskiemu za jego wiarę i motywowanie jej do pracy. - Jest bardziej zmotywowany do treningów niż ja i zawsze podpowiada, jak zagrać forhend, czy lepiej zaserwować, jest w pełni zaangażowany. Doceniam to i mam nadzieję, że zagramy jeszcze razem w wielu finałach i osiągniemy więcej – stwierdziła wyraźnie zadowolona i rozluźniona Fręch, a przemowę, o którą również powalczyła, zakończyła krótkim „Gracias!”.

Dzięki udanemu występowi w Meridzie Łodzianka wróciła do Top 40 na świecie - z pozycji 57. awansowała na 36. i znów została polską rakietą numer 2.

Hiszpanka „rozbiła bank”

A dla urodzonej w Kiszyniowie 1 stycznia 1998 roku Cristiny Bucsy to największy sukces w karierze w grze pojedynczej. Brązowa medalistka olimpijska z Paryża (2024) w grze podwójnej nigdy wcześniej nie wygrała w singlu imprezy WTA Tour (w 2023 była najlepsza w challengerze WTA 125 w Limoges). To był jej drugi finał, w listopadzie 2025 przegrała decydujący mecz w Hongkongu (WTA 250).

W półfinale w Meridzie Bucsa wyeliminowała rozstawioną z numerem 1 Włoszkę Jasmine Paolini. W najnowszym rankingu awansowała aż o 32 pozycje i jako 31. na świecie została najlepszą z Hiszpanek. W Meridzie w ogóle „rozbiła bank”, bo dwie godziny po finale singla wygrała też rywalizację deblistek w parze z Xinyu Jiang; w półfinale hiszpańsko-chiński duet pokonał broniącą tytułu Katarzynę Piter i Janice Tjen z Indonezji.

Tomasz Mucha

415 000 ZŁOTYCH - w przybliżeniu - zarobiła (brutto) w Meridzie Magdalena Fręch, premia dla finalistki to 114,5 tys. dolarów. Cristina Bucsa otrzymała czek na 185,5 tys. USD.


Status quo

W poniedziałkowym notowaniu rankingu tenisistek nadal prowadzi Białorusinka Aryna Sabalenka (80. tydzień łącznie), przed Igą Świątek i Jeleną Rybakiną z Kazachstanu. W minionym tygodniu - poza siódmą na liście WTA Włoszką Jasmine Paolini - najlepsze tenisistki nie grały. Magda Linette straciła miano drugiej polskiej rakiety i spadła o dwie pozycje - na 49. Maja Chwalińska jest 134., Linda Klimovicova - 143., a Katarzyna Kawa - 146.

W światowym rankingu tenisistów Kamil Majchrzak spadł o jedną pozycję na 57. miejsce, a Hubert Hurkacz wrócił z 73. na 71. Wciąż prowadzi Hiszpan Carlos Alcaraz przed Włochem Jannikiem Sinnerem i Serbem Novakiem Djokoviciem.