Jak klasyk w piosence
Niebiescy walczą o baraże i przy okazji mają coś do udowodnienia Januszowi Niedźwiedziowi.
W jesiennym meczu Ruch – Miedź górą (3:1) byli Chorzowianie. Czy Andrej Lukić ponownie zdemoluje Daniela Stanclika. Fot. Press Focus
RUCH CHORZÓW
Żeby myśleć o play offach, Ruch po prostu musi wygrać w Legnicy. W tym akurat większej filozofii nie ma. Matematyk Piotr Klimek, który w social mediach zamieszcza swoje predykcje dotyczące końcówki sezonu, daje Niebieskim 64 procent szans na baraże – to czwarty najwyższy wynik, a więc... oznaczający szóste miejsce. Chorzowianie braliby je w ciemno.
– Jak powiedział klasyk w słowach piosenki: wszystko się może zdarzyć. Ważne, żeby wygrać i obserwować, co się będzie działo w pozostałych spotkaniach – ocenił krótko doświadczony w bojach wszelakich trener Waldemar Fornalik. Pod względem formalnym Ruch ma wszystko ogarnięte, bo jako jedna z czterech drużyn zaplecza – obok Miedzi, Śląska i Stali Rzeszów – otrzymał licencję na ekstraklasę bez żadnego nadzoru. Teraz pozostaje tylko zadbać o względy sportowe. – W ostatnim meczu w Tychach zagraliśmy bardzo dobrze, przede wszystkim agresywnie. To spowodowało, że GKS, który we wcześniejszych spotkaniach potrafił stwarzać sytuacje i zdobywać bramki, nie miał szansy, żeby udokumentować swoje umiejętności. To bardzo ważny element. Gdybyśmy wyszli bez przekonania, to Tychy mogłyby nam zagrozić – powiedział „King”.
Chorzowianie powinni cieszyć się, że w ostatnich dwóch meczach zachowali czyste konto. Okazuje się, że dobrym wyborem było postawienie między słupkami na Jakuba Bieleckiego, ale w Legnicy łatwo nie będzie. Miedź punktuje u siebie zdecydowanie lepiej niż w delegacji, czyli... tak jak Ruch. Niebiescy jednak są niepokonani w 5 poprzednich meczach na wyjeździe! To trzy zwycięstwa i dwa remisy.
Piotr Tubacki
Można tam chować zwierzęta
W ostatnich tygodniach trener Miedzi Janusz Niedźwiedź udzielił wywiadu w podcaście Futbolownia, w którym poruszył m.in. temat pracy w Ruchu Chorzów. Szerokim echem obiły się jego słowa dotyczące warunków, jakie zastał wówczas przy Cichej. – Gdy byłem w Ruchu, treningi odbywały się na tej słynnej Wiacie, gdzie były dziury w ścianach, gdzie pnącza wychodziły z dachu, gdzie było zimno i było minus kilka stopni – my tam zimą trenowaliśmy. Nie było żadnej trawy, żadnego podestu. Sprzęt pamiętał jeszcze komunę, rdza... Dzisiaj mogę powiedzieć, że tam bardziej można było zwierzęta chować niż iść z zawodnikami na siłownię. Odpowiedzialni, zarządzający ludzie mówili, że nie ma pieniędzy, nie ma tego, tamtego, a potem mnie rozliczali jako trenera, podczas gdy nie miałem nawet gdzie trenować. Walczyłem o to, żeby ta siłownia była. Potem oczywiście została odmalowana, nie było tych dziur, wymienili lampy, pracowali nad klimatyzacją. Pieniędzmi wsparły też grupy kibicowskie i nagle się okazało, że ta siłownia naprawdę mogła wyglądać przyjemnie. Zupełnie inny świat – powiedział. Kibicom Ruchu nie spodobały się te wypowiedzi, tym bardziej że praca Niedźwiedzia nie wywołała efektu tęsknoty po jego odejściu. Wielu odbiera jutrzejszy mecz personalnie i na pewno ucieszy się, jeśli po zwycięstwie Miedź definitywnie zafiniszuje za Ruchem. Pismo nosem czuli też marketingowcy Niebieskich, podkręcając atmosferę i wrzucając w social mediazdjęcia... z treningu na Wiacie.
Taki amerykański
Ruch ogłosił ciekawe wzmocnienie drugiej drużyny. Do zespołu dołączył urodzony w 2009 roku Oliver Małaszuk, który urodził się w USA, tam też uczył się grać w piłkę, a został wypatrzony przez projekt PZPN-u „Gramy dla Polski”, przeznaczony dla amerykańskich zawodników o polskim pochodzeniu. W sezonie 2024/25 był już w kraju pochodzenia, konkretnie w zespole U-16 AKS-u SMS Łódź, po czym wrócił za Ocean, by trenować w powiązanej ze słynnym lizbońskim klubem Benfica Residental Academy USA. Małaszuk mierzy 187 cm i może grać jako napastnik bądź ofensywny pomocnik. Z Ruchem podpisał kontrakt do czerwca 2027 z opcją prolongaty.
