Jak dzieci w islandzkiej mgle

Druga porażka Biało-czerwonych. Tym razem zdecydowanie lepsi okazali się Islandczycy, którzy boleśnie obnażyli ich braki. Turniej zakończymy we wtorek meczem z Włochami.

Andrzej Widomski (w środku) i jego koledzy nie mieli wczoraj łatwego życia... Fot. PAP/Adam Warżawa

MISTRZOSTWA EUROPY

Uśmiechy, wyluzowanie, poklepywanie po plecach przed oficjalną prezentacją, pełne skupienie i równe odśpiewanie hymnu narodowego, a na boisku - zwłaszcza w drugiej połowie - totalna niemoc - tak można skwitować drugi występ naszego narodowego zespołu na Euro, rozgrywanym w Szwecji, Danii i Norwegii.

Zmiany kadrowe

Po piątkowej porażce z Węgrami mecz z faworyzowanymi Islandczykami urósł do starcia o wszystko. Chcąc liczyć się w tym turnieju, konieczne było zwycięstwo. Nasi reprezentanci zapowiadali, że o nie powalczą, trener Jota Gonzalez mówił o nieprzespanych nocach, które poświęcił na przygotowanie taktyki. Konieczne też były zmiany w kadrze. O ile skręcenie stawu skokowego przez bramkarza Jakuba Skrzyniarza okazało się „agrafką”, o tyle w miejsce zawieszonego obrotowego Wiktora Jankowskiego (prawy prosty w twarz Węgra EHF „wyceniła” na dwa mecze) konieczne było ściągnięcie Sebastiana Kaczora, a tercet kołowych - był jeszcze Maciej Gębala - uzupełnił Dawid Dawydzik, wracający po dyskwalifikacji.

Wałach to przewidział

Zaczęliśmy Miłoszem Wałachem w bramce, który dał całkiem niezłą zmianę w starciu z Węgrami, a przed pierwszym gwizdkiem dokładnie przeanalizował niedzielnych rywali. - Islandia gra bardzo dużo jeden na jeden, więc na bramkarzy czeka dużo rzutów z szóstego metra lub nieprzewidywalnych prób z dystansu. Trzeba będzie być bardzo skoncentrowanym przez całe spotkanie. To będzie bardzo szybki mecz, dlatego nie będzie można wybić się z rytmu chociaż na moment. Islandia ma również bardzo dobrze wyszkolonych technicznie skrzydłowych, a bardzo dużo bramek zdobywa po tak zwanych wjazdach. Szukając pozytywów, mamy dość silnych ludzi na środku obrony, więc mam nadzieję, że przez to rywale będą oddawać mniej przygotowane rzuty - mówił nasz golkiper i może uchodzić za proroka, bo wszystko co powiedział się sprawdziło.

Walka z gwiazdami

- To dla mnie jedna z najlepszych drużyn na świecie. Islandczycy mają świetnych zawodników, którzy grają w najlepszych klubach i wygrywają Ligę Mistrzów. Są świetni w grze jeden na jeden, w grze z obrotowym, ale też w rzutach z dystansu. O wygraną będzie więc bardzo trudno - wtórował Wałachowi trener Gonzalez i... wiedział co mówi, bo jego podopiecznym przyszło stawić czoło aktualnym triumfatorom Ligi Mistrzów z Magdeburga, wśród których są Omar Magnusson, Gisli Kristjansson i Elvar Jonsson. W drugiej linii Rhein Neckar Loewen szaleje w tym sezonie Haukur Thrastarson z przeszłością w Industrii Kielce, a bramki strzeże Viktor Hallgrimssona, był zawodnik Orlen Wiśle Płock a dziś Barcelony. To musiało działać na wyobraźnię naszych reprezentantów, ale pierwsze minuty nie zapowiadały koszmaru.

Wybijanie z rytmu

Polacy otworzyli wynik. Już w pierwszej okazji trafił Michał Olejniczak, ale Islandczycy odpowiedzieli błyskawicznie. Kolejną bramkę z rzutu karnego zdobył Piotr Jarosiewicz (premierowe trafienie z 7 metrów w tym turnieju, z Węgrami zanotowaliśmy 4 pudła) i w ten sposób rozpoczęła się wymiana ciosów. Biało-czerwoni postawili na wysoką i agresywną obronę 5-1 z wysuniętym Olejniczakiem, co miało być odpowiedzią na grę rywali opartą na częstych akcjach jeden na jeden w okolicach szóstego metra. Początkowo pomysł ten okazał się bardzo skuteczny, bo Islandczycy nie potrafili sobie z nim poradzić. Nasi panowie grali bez kompleksów. Często podejmowali ryzyko, przez co popełnili kilka błędów, ale odważne akcje pozwalały im prowadzić wyrównaną grę. W 10 minucie M. Gębala trafił na 5:4, ambitna i konsekwentna postawa naszego zespołu wyraźnie wybiła rywali z rytmu. Mocnym punktem w naszym zespole był wspomniany Wałach, który do przerwy zatrzymał 6 z 17 lecący w jego bramkę piłek.

Nie do zatrzymania

Założenia taktyczne Hiszpana były bardzo wymagające dla zawodników pod względem fizycznym, dlatego nim upłynął kwadrans, selekcjoner zaczął rotować składem. Na boisku pojawił się m.in. Ariel Pietrasik, kompletnie osłabiając zespół. Rozpędzający się Islandczycy wykorzystali nasze straty, seryjnie trafiając do siatki. Biało-czerwoni nie odpuszczali i po chwili odzyskali rytm z pierwszych minut. Twardą obroną, kierowaną przez wracającego do kadry Tomasza Gębalę, zmusili rywali do kolejnych błędów, dzięki czemu sami mogli wyprowadzić szybkie kontrataki. Po jednym z nich, uruchomiony przez Wałacha Marek Marciniak cudowną wkrętką wyrównał na 8:8. Niestety, końcówka pierwszej połowy należała do przeciwników, którzy wrzucili wyższy bieg. Trafili trzy razy z rzędu (11:8) i zeszli na przerwę z zaliczką 13:10. Nie do zatrzymania był zdobywca czterech bramek Magnusson. Wynik pierwszej połowy mógł zostać „przypudrowany”, ale Michał Daszek nie zdołał zdobyć 400. bramki w reprezentacji, za co otrzymał ostrą burę od selekcjonera, który właśnie pod niego rozrysował akcję.

Bez litości

Po zmianie stron Islandczycy dalej utrzymywali inicjatywę, przez co zaczęli budować coraz większą przewagę. Niósł ich coraz głośniejszy doping ponad 3000 kibiców. Nie oni jednak, a ich rozkręcający się ulubieńcy odjeżdżali Biało-czerwonym, bezlitośnie obnażając ich braki. Środkowy rozgrywający Paweł Paterek, zastępując harującego i mocno zmęczonego Piotra Jędraszczyka, bodaj czterokrotnie podawał piłkę rywalom i ci zwyczajnie wyprowadzali kontry, wobec których Wałach, a później Skrzyniarz nie mieli nic do powiedzenia. Próby gry 7 na 6 niewiele dawały i przewaga cieszących się grą Islandczyków rosła w zastraszającym tempie. Naszą niemoc przerwał Mikołaj Czapliński, ciężar gry brał na siebie poniewierany przez przeciwników Olejniczak, ale na jedną naszą bramkę Islandia odpowiedziała czterema (22:13). W końcowym fragmencie Islandia pewnie pilnowała wypracowanej zaliczki. Wysoka porażka, przy jednoczesnej przegranej Włochów z Węgrami, oznacza nasze pożegnanie z turniejem, ale stawką wtorkowego (18.00) starcia z Italią nie będzie jedynie honor.


◼ Polska - Islandia 23:31 (10:13)

POLSKA: Wałach, Skrzyniarz - Moryto 2, Widomski 1, Jędraszczyk, M. Gębala 3, Olejniczak 5, Jarosiewicz 4/4, T. Gębala, Pietrasik, Dawydzik 1, Marciniak 2, Daszek 1, Paterek 2, Kaczor, Czapliński 2. Kary: 2 min. Trener Jota GONZALEZ.

ISLANDIA: Hallgrimsson, Gustavsson - Rikhardssson 1, Magnusson 5/4, G. Kristjansson 2, Vidarsson 5, Smarason 1, Torkelsson 6, Trastarson 5, Elisson, V. Kristjansson 3, Jonsson 2, Gislason, Arnarsson 1, Einarsson, Runarsson. Kary: 6 min. Trener Snorri Steinn GUDJONSSON.

Sędziowali: Marko Boricić i Dejan Marković (Serbia). Widzów 3625.

Przebieg meczu: 1:1 (2), 2:2 (4), 4:3 (7), 5:4 (10), 5:7 (16), 8:8 (21), 8:11 (26), 9:12 (28), 10:13 (30), 12:15 (33), 12:18 (36), 13:21 (39), 14:23 (43), 15:25 (47), 19:28 (51), 20:29 (54), 22:31 (58), 23:31 (60).

Marek Hajkowski

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się