Jak do tego doszło?! Nie wiem!
Lechia zakończyła sezon w stylu, jaki najbardziej do niej pasował przez całe rozgrywki, bowiem tak kuriozalnego spadku z ekstraklasy prawdopodobnie jeszcze nie było.
Tomas Bobcek został królem strzelców, ale nie uchronił Lechii przed degradacją. Fot. Kacper Pacocha/PressFocus
Przesada? No to kilka faktów. Lechia spadła, choć… strzeliła tyle samo goli (62), co mistrz Polski! Spadła, choć królem strzelców został jej napastnik - Tomas Bobcek! Spadła, choć tak naprawdę na boisku… nie spadła – wywalczyła 43 punkty, które plasowałyby ją na bardzo bezpiecznym – 12. miejscu. Za długi otrzymała na starcie jednak karęminus 5 punktów, a że odwoływała się od tej decyzji z równą gracją, jak grała w ostatnich kolejkach sezonu - decyzja pozostała w mocy. Lechia spadła, choć weszła w rundę rewanżową jak taran – ogrywając Lecha 3:1 na jego terenie. Czy ktoś wtedy uwierzyłby, że oglądał mecz mistrza Polski ze spadkowiczem, nawet biorąc pod uwagę wyjątkową nieprzewidywalność ekstraklasy w tym sezonie? Wreszcie Lechia spadła, choć przed ostatnią kolejką wszystko miała w swoich rękach – wystarczyło wygrać z drużyną, która już od jakiegoś czasu była zdegradowana. No właśnie, wystarczyło…
Zjazd formy podopiecznych Johna Carvera w trakcie jednej rundy jest wprost niewytłumaczalny. Z pierwszych dziewięciu meczach wiosny Lechia wygrała pięć, dwa zremisowała i dwa przegrała. Co więksi optymiści widzieli ekipę znad Bałtyku nawet wśród tych, które realnie powalczą o europejskie puchary. W zwycięskich spotkaniach tylko raz zaaplikowała rywalowi mniej niż trzy gole. W ostatnich siedmiu meczach sezonu Lechia… raz zremisowała, ponosząc aż sześć porażek. Lechia przegrała pięć ostatnich meczów sezonu – w taki sposób utrzymać się po prostu nie dało.
W Gdańsku ze spadkiem nie potrafili i chyba nadal nie potrafią się pogodzić. Gdańszczanie jeszcze po degradacji próbowali się odgrażać i „walczyć” o zabrane pięć punktów, ale biorąc pod uwagę obraz całości tylko się tym pogrążyli. Nie da się wskazać jednego czynnika, który przesądził o spadku klubu. Brak stabilności w defensywie zapewne jest jednym z tych, który aż bije po oczach. Zespół nie bronił własnego pola karnego całym zespołem, a w dzisiejszej piłce to już obowiązkowy standard. Zachwiany był również balans pomiędzy pierwszą jedenastką, a rezerwowymi. Te dysproporcje były aż nadto widoczne. Niemniej tego klubu na pewno będzie w ekstraklasie brakować. Na meczach drużyny z Trójmiasta nie można się było nudzić, była gwarantem ogromu bramek, bo choć strzeliła ich tyle co Lech, to straciła… jeszcze więcej! Średnio 1,9 gola na mecz – doprawdy imponująco wstydliwa średnia nawet jak na spadkowicza. Spadek razem z Arką (obu pogrążył Bruk-Bet) ma wymiar nie tylko sportowy, ale również geograficzno-sportowy. Cała północna Polska została praktycznie pozbawiona piłki na najwyższym poziomie, z dwoma wyjątkami – Pogonią Szczecin na zachodzie oraz Jagiellonią na wschodzie. Czy w Gdańsku powalczą o ekspresowy powrót do ekstraklasy? Na razie muszą się uporać z demonami przeszłości.
Mariusz Rajek
STRZELCY (62):
20 – Bobcek7 – Żelizko
5 – Kapić, Mena, Sezonienko
4 – Cirković
3 – Kurminowski, Neugebauer, Wjunnyk
1 – Awaballa, Diaczuk, Loncar, Milić, Pllana, Rodin, Vojtko
ZŁOTE BUTY (26 piłkarzy)
Mena 177, Kapić 174, Bobcek 173, Żelizko 162, Vojtko 149, Neugebauer 134, Rodin 131, Sezonienko 124, Paulsen 120, Diaczuk 110, Cirković 109, Wójtowicz 98, Kurminowski 68, Pllana 68, Wjunnyk 65, Kłudka 62, Weirauch 45, Jaunzems 30 (tylko jesienią), Olsson 25 (j), Carenko 20, Awadalla 17 (j), Kałahur 9, Głogowski 5, Sarnawskyj 5 (j), Sinkiewicz (tylko wiosną), Szczepankiewicz (j)
