Ja, Ezi...
REMANENT - Jerzy Chromik
Nawet na emeryturze bywają ciekawe wyzwania. Tak odebrałem propozycję Janusza Zaorskiego, który po sukcesie „Piłkarskiego pokera” z 1989 roku,z ochotą powrócił do tematyki futbolowej. Podjął się reżyserii sztuki teatralnej Roberta Talarczyka traktującej o spotkaniu Kazimierza Górskiego z Ernestem Wilimowskim przy okazji finałów mistrzostw świata w 1974.
Dobrze wspominam współpracę z Janem Purzyckim przy filmie fabularnym w charakterze konsultanta do spraw piłkarskich. A tu nadarzyła się kolejna okazja. Trawestując zdanie dyrektora śląskiego banku z „Piłkarskiego pokera” – obrót dokumentami historycznymi to mój fach!
O Erneście Wilimowskim na początku mej drogi zawodowej, przypadającej na ostatnie dziesięciolecie PRL, nie słyszałem za wiele, podobnie jak większość urodzonych po wojnie rodaków. Był ocenzurowany, wyklęty i skazany na zapomnienie. Na szczęście nieliczni dziennikarze, jak nieżyjący redaktor Andrzej Gowarzewski, robili wiele, by pamięć o tym wyjątkowym piłkarzu ocalić.
Nasze ścieżki redakcyjne przecięły się dopiero w tygodniku „Mecz”. Był dostępny w całym kraju w drugiej połowie roku 1990. Czasy się zmieniły i dociekania Gowarzewskiego mogły wreszcie zostać opublikowane. W kolejnych numerach ukazało się pięć części niezwykle odkrywczych artykułów pod wspólnym tytułem „Ja, Ezi Wilimowski”. Mało kto o nich pamięta, więc teraz uznałem za konieczne, by zapoznał się z nimi także Robert Talarczyk.
W poszukiwaniu kolejnych nieznanych faktów nie mogłem pominąć dwóch znawców życiorysu Wilimowskiego ze Śląska. Najpierw poprosiłem o pomoc kolegę ze „Sportu”, Pawła Czado. Skromność nie pozwalała mu na napisanie książki o Ezim, bo uważał, że tę powinien dokończyć twórca Encyklopedii Fuji, właśnie Andrzej Gowarzewski, a inni nie mają do tego moralnego prawa. A Paweł wie naprawdę dużo o legendarnym piłkarzu, choćby to, co ustalił z naocznym świadkiem, że Ezi czekał na pana Kazimierza w hotelowym holu parę razy, ale dłoń uścisnął mu tylko raz. I to krótko.
Nie mniej pomocny i serdeczny okazał się Mariusz Kowoll, bo dysponuje unikatowymi źródłami z prasy niemieckiej, nie tylko o życiu Ernesta po wybuchu drugiej wojny światowej.
Nie wszyscy uznają, że Ezi jest godny podziwu, ale tak było w PRL i tak jest teraz. Dobrze więc się stało, że katowicki oddział TVP uznał za zasadne pokazanie starszym i młodszym kibicom zagadek związanych ze spotkaniem tych wyjątkowych postaci. W roli Górskiego obsadzono Zbyszka Zamachowskiego, a Ernesta zagrał Andrzej Chyra. Ten drugi nie jest zapalonym kibicem futbolu, zainteresowanie piłką nożną skończył na roku 1974, ale sztuka tylko na tym zyskała. Ma bowiem chłodnego odtwórcę. Zamachowski zdążył poznać Trenera Tysiąclecia, więc nie trzeba było mu tłumaczyć, że Górski często zaczynał wypowiedzi od frazy: – Mi się, kolego, wydaje...
Premiera tego nietuzinkowego spektaklu Teatru Telewizji już w lutym, czyli zaraz po Sylwestrze. Wcześniej kilka tygodni reżyser spędzi przy montażu. Najważniejsze, że Zaorski jest bardzo zadowolony, mimo że miał tylko pięć dni zdjęciowych. Jeśli kocha się futbol tak, jak Janusz, to nie ma znaczenia, czy to sztuka teatralna, czy film pełnometrażowy.
A mój tytuł roboczy? Taki na własny użytek konsultanta do spraw piłkarskich – „Historyczny poker”. A inaczej – rzecz o losach wybitnych postaci sportu, gdy wojna dyktuje warunki i nie zna granic ingerencji w ludzkie losy...
W 1990 roku tygodnik „Mecz” przełamał zmowę milczenia wokół Ernesta Wilimowskiego. Fot. JCH
