Iść za ciosem

Rozmowa z Karolem Struskim, pomocnikiem Rakowa Częstochowa

Karol Struski (z prawej) był jednym z najlepszych graczy Rakowa w mecze z Bruk-Betem (1:0). Fot. Grzegorz Misiak/PressFocus

Doczekaliście się w końcu pierwszych trzech punktów na wiosnę. Spadł wam kamień z serca, w szatni była eksplozja radości?

- Oczywiście, że tak, bo potrzebowaliśmy tego zwycięstwa jak tlenu. To nam się w końcu udało i to bardzo ważny moment w kontekście tego, o co chcemy walczyć w tym sezonie. Takie mecze, jak ten z Bruk-Betem, trzeba umieć przepchnąć na swoją stronę.

Gracie bardzo nierówno. W Lubinie do przerwy również gra wyglądała zdecydowanie lepiej niż po zmianie stron, ale z Bruk-Betem to wyglądało tak, jakby wyszły dwie zupełnie inne drużyny. W pierwszej połowie przyzwoicie, ale po zmianie stron goście totalnie zepchnęli was do defensywy. Dlaczego?

- W jakimś sensie faktycznie tak jest. Szczerze, nie wyobrażaliśmy sobie takiego obrazu gry w drugiej połowie i zdajemy sobie z tego sprawę, że nie powinno to tak wyglądać. Czasami w piłce jednak tak jest. U nas doszło jeszcze to, że nie mogliśmy wygrać od trzech spotkań, te mecze nie zawsze układały się po naszej myśli i w takich momentach, mając prowadzenie, trzeba zwyczajnie przetrwać, wybronić sytuacje przeciwnika. Termalica też potrafi grać w piłkę, pokazała to w meczu z nami Żeby zdobyć trzy punkty, czasami trzeba wykazać się dużą ofiarnością. Mówiąc obrazowo, zdarzają się mecze, że za te trzy punkty trzeba „umrzeć” na boisku.

To chyba kolejny dowód, jak niesamowicie wyrównana jest ekstraklasa. Drużyna z ostatniego miejsca w tabeli przyjeżdża do wicemistrza i walczy jak równy z równym, momentami będąc stroną zdecydowanie dominującą. Zgodzi się pan?

- To wiadomo nie od dziś, że każdy mecz w ekstraklasie jest bardzo wymagający. Tu nie ma szans dostać trzech punktów za darmo. Każda drużyna jest bardzo dobrze przygotowana zarówno pod względem taktycznym, jak i fizycznym. Tabela jest bardzo płaska i do każdego meczu trzeba być tak samo solidnie przygotowanym.

Mecz z Termalicą pokazał też jak bardzo brakowało w Rakowie Iviego Lopeza, prawda?

- Ivi gwarantuje olbrzymią jakość. O wygranej przeważyło to, że strzelił bramkę. Bardzo się cieszymy, że już jest zdrowy, jest z nami w drużynie. Tu nie ma co szukać wyszukanych słów, Ivi to niesamowita wartość dodana naszej drużyny.

Cztery mecze to czas na pierwsze podsumowanie. Jakie są największe różnice pomiędzy trenerem Łukaszem Tomczykiem a Markiem Papszunem?

- Przede wszystkim w jakimś stopniu zmieniony został styl naszej gry. Na boisku jest mniej bezpośredniości, a więcej prób rozgrywania piłki od tyłu krótkimi podaniami. Zauważam też dużo podobieństw, jak choćby przywiązywanie bardzo dużej wagi do pojedynków , reakcja na dominację przeciwnika, zbieranie drugich piłek, również aspekty mentalne.

W niedzielę mecz z Lechem w Poznaniu. Pójdziecie za ciosem i wygracie?

- Mam nadzieje, że tak właśnie się stanie. Z takim zamiarem tam jedziemy.

Rozmawiał Mariusz Rajek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się