Irytujący młodszy brat Stephena

Brandin Podziemski stał się ważną postacią w zespole trenera Steve'a Kerra. Fot. Ron Chenoy-USA TODAY Sports/SIPA USA/PressFocus 


Irytujący młodszy brat Stephena

Gracz pierwszej piątki Wojowników z Golden State może być wkrótce zawodnikiem polskiej reprezentacji!

 

W lipcu przyszłego roku reprezentację Polski czeka nie lada wyzwanie - podczas turnieju w Walencji biało-czerwoni spróbują zdobyć bilet na igrzyska olimpijskie w Paryżu, a rywalami są Finowie z Lauri Markkanenem z Utah Jazz, bardzo silne Bahamy z trzema graczami z NBA i wreszcie naszpikowani gwiazdami Hiszpanie. Władze PZKosz planują solidne wzmocnienia, a na liście życzeń jest Brandin Podziemski z Golden State Warriors. Rozmowy w tej sprawie ruszyły już kilka miesięcy temu. Tymczasem debiutant robi postępy szybciej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Obecnie przeżywa wielkie chwile na parkietach NBA. Dyskwalifikacja i zawieszenie Draymonda Greena stały się szansą dla Brandina, który od początku sezonu robił na trenerze Stevie Kerrze bardzo dobre wrażenie. Zawodnik nieoczekiwanie wskoczył do pierwszej piątki byłych mistrzów NBA i nie zamierza odpuszczać. Podczas prestiżowego meczu świątecznego, gdy Warriors zagrali z aktualnymi mistrzami ligi Podziemski wielokrotnie zaskakiwał widzów.  Wychowanek uczelni Santa Clara zdobył 13 punktów (4/7 z gry, 3/4 za trzy), miał 9 zbiórek, 6 asyst oraz aż 5 przechwytów. Należał do najjaśniejszych postaci okolicznościowego meczu. Warriors na swoim profilu zamieścili zdjęcie swojego młodego rozgrywającego z dopiskiem: "Obok DeMarcusa Cousinsa, Johna Walla i Bena Simmonsa jest jedynym pierwszoroczniakiem, który zanotował takie liczby w swoim debiutanckim sezonie."

Latem Warriors wybrali Podziemskiego z numerem 19 w pierwszej rundzie draftu. Dla młodego zawodnika to było jak spełnienie wszystkich marzeń. "Dwa lata temu o tej porze miałem 17 meczów, w których w ogóle nie wystąpiłem, a jak pojawiałem się na parkiecie, to tylko w śmieciowym czasie. Rok temu o tej porze nikt nie myślał, że mogę być w drafcie. Pięć miesięcy temu słyszałem, że jestem niewypałem. Sezon zacząłem poza rotacją, a teraz jestem w pierwszej piątce najlepszego zespołu NBA" - tak koszykarz kilka dni temu napisał w swoich mediach społecznościowych. 

Zaraz po wyborze w drafcie podczas krótkiej konferencji prasowej zawodnik był pytany o polskie korzenie. – Oczywiście, nam polskie pochodzenie. Sporo rozmawiałem z Jeremym Sochanem i prawdopodobnie w przyszłym roku zagram w reprezentacji Polski. Jestem dumny z tego, skąd pochodzi moja rodzina. To mnie ukształtowało jako człowieka - odpowiedział urodzony w Greenfield (okolice Milwaukee) 20-letni koszykarz. 

Dziś wymienia się go w gronie kandydatów do nagrody dla debiutanta roku w NBA. Pierwszoroczniak rozegrał już 24 mecze w tym sezonie, na parkiecie spędził 546 minut, zdobywa blisko 9 punktów w meczu, ma 5.4 zbiórki i 3 asysty. Trafia z gry ze skutecznością 46,3 procent, a za trzy punkty - 40.5 procenta. To naprawdę dobre liczby. Co ważne w Golden State Podziemski ma się od kogo uczyć. w pierwszej piątce występuje obok Stephena Curry'ego, który uważany jest za jednego z najlepszych graczy w historii.  Curry jest dla 20-latka prawdziwym i wymagającym nauczycielem, a o swojej roli opowiada w mediach z dozą ironii. W wywiadzie dla „San Francisco Chronicle” Curry ujawnił, że Podziemski nieustannie zadaje pytania weteranom, pyta jak poprawić swoją grę i jak dostosować się do życia w NBA. - To taki irytujący młodszy brat, który cały czas zadaje pytania i ciągle coś mówi – śmieje się Curry podczas wywiadu dla „Chronicle”.  - Ale uwielbiam to w nim i mówię mu, żeby częściej z tego korzystał, bo jego energia jest zaraźliwa.

Prace nad całą dokumentacją, która pozwoliłaby talentowi z NBA zdobyć polski paszport trwają. Czasu jest niewiele, ale działacze są dobrej myśli. Niewykluczone, że za pół roku w Walencji w biało-czerwonych uniformach zobaczymy obok Jeremy'ego Sochana także Brandina Podziemskiego.


Piotr Płatek