Introwertyzm się nie sprawdził
Nie będzie przesadą stwierdzenie, że w Gdyni na spadek zasłużyli i „zapracowali”. Jedno zwycięstwo na wyjeździe to dobre tego podsumowanie.
19-letni Oskar Kubiak (z lewej) to jeden z nielicznych promieni optymizmu Arki w minionym sezonie. Fot. Mateusz Sobczak/Press Focus
17. ARKA GDYNIA
W zakończonym sezonie nikt nie zdobył mniej bramek od gdyńskiego beniaminka. Tak samo mało – 34 – strzelił beniaminek płocki, ale różnica była taka, że Wisła straciła 38 goli, podczas gdy Arka 61. Częściej piłkę z sieci wyciągali tylko dwaj pozostali spadkowicze, ale nie o tym najwięcej mówiło się w kontekście pomorskiej drużyny.
Arkowcy byli bowiem wyjątkowo introwertyczną drużyną. Nie lubili... opuszczać domu i najlepiej czuli się w nim, u siebie na kanapie, a jeśli już się z kimś mieli spotykać – to tylko w swoich czterech ścianach. Z 36 zdobytych punktów aż 30 ekipa z Trójmiasta zanotowała u siebie! Tylko cztery zespoły osiągnęły w tym kontekście lepszy wynik, no ale jeśli chodzi o wyjazdy... to była już żenada. Jak łatwo policzyć, tam Arka zgarnęła tylko sześć „oczek”, najmniej w lidze. Jedynym pokonanym przez nią w delegacji zespołem była wspomniana już wcześniej Wisła, która w marcu przegrała aż 0:3. Był to jedyny moment sezonu, w którym piłkarze z Gdyni zanotowali miniserię czterech spotkań bez porażki. Bo poza tym byli jak szkocki kilt – w kratkę. U siebie punkty, na wyjeździe zero, u siebie punkty... Ich pozycja w tabeli przypominała rollercoaster w Energylandii pod Zatorem: góra, dół, góra, dół, góra, dół... Niemalże non stop balansowali na granicy strefy spadkowej, trochę do niej wskakując, trochę z niej wyskakując – aż w końcu pod koniec marca, po 26. serii gier, wpadli do niej jak śliwka w kompot i już nie wyskoczyli.
Wtedy też klubowe szefostwo postanowiło pożegnać się z trenerem Dawidem Szwargą. Jedni tę decyzję popierali, inni nie. Fakt faktem, że nastąpiło to po beznadziejnej przegranej 0:3 z Koroną, która to zakończyła wspomnianą chwilę wcześniej miniserię. Zespół przejął trener Dariusz Banasik, podpisując umowę do końca sezonu. Przyjechał do Gdyni sam, bez swojego sztabu, i choć „na dzień dobry” ograł wicelidera z Lubina, potem... już nie wygrał nic. Ze Szwargą Arka notowała co najwyżej trzymeczowe okresy bez zwycięstwa, a z Banasikiem zakończyła rozgrywki serią siedmiu spotkań bez kompletu punktów. Kontrakt byłego trenera GKS-u Tychy nie został przedłużony, a on sam tłumaczył się, że zastał nawet nie tyle drużynę, co klub pogodzony ze spadkiem. Klub bojaźliwy, w którym dużo było zamieszania, np. przy okazji zmiany dyrektora sportowego. Większości zawodników kończyły się kontrakty; nie wiedzieli na czym stoją, nikt z nimi nie rozmawiał... Banasik kombinował, zmieniał ustawienie, boiskowe personalia – ale roli strażaka nie podołał.
Oczywiście spadku nie można zrzucać na barki Banasika. Nie można też powiedzieć, że wszystko było winą Szwargi – bo to była nie tylko kwestia trenera. Jasne, były szkoleniowiec Rakowa może nie wykonał najbardziej przekonującej pracy, ale... ktoś z ekstraklasy zlecieć musiał. Skład Arki był po prostu za słaby, w porównaniu dopozostałych ekip brakowało mu jakości, a gdy problemy zaczęły wkręcać się w niego jak śrubokręt – nie udało się ich już odkręcić.
Piotr Tubacki
STRZELCY (34)
6 – Espiau4 – Gutkovskis, Kerk, Rusyn
3 – Kocyła, Kubiak
2 – Jakubczyk, Marcjanik, Navarro
1 – Abramowicz, Gojny, Hermoso, Perea
ZOTE BUTY (31 piłkarzy)
Kerk 176, Marcjanik 154, Jakubczyk 147, Węglarz 139, Kocyła 119, Navarro 119, Hermoso 94, Espiau 90, Gojny 86, Nguiamba 82, Rusyn 71, Zator 70, Gutkovskis 63 (tylko wiosną), Kubiak 63 (w), Sidibe 58, Abramowicz 53, Gaprindaszwili 52, Szysz 45, Szota 41 (w), Grobelny 37 (w), Celestine 34 (tylko jesienią), Oliveira 29, Perea 27, Rzuchowski 21 (w), Predenkiewicz 21 (j), Percan 18 (j), Vitalucci 16 (j), Gozdecki 4 (w), Sobczak 4 (j), Gohlike (w), Zacharewicz (w)
