Instynkt snajpera
Jan Ziółkowski strzelił pierwszego gola w Romie i zapewnił zespołowi awans do 1/8 finału.
Jan Ziółkowski pokazał starszym kolegom jak to się robi. Fot. IPA/SIPA USA/PressFocus
LIGA EUROPY
Ostatnia kolejka fazy ligowej Ligi Europy była bardzo ciekawa. Wiele klubów liczyło na poprawę swoich miejsc w tabeli. Włoska Roma balansowała pomiędzy kilka pozycjami. Zespół Gian Piero Gasperiniego mierzył się w Grecji z Panathinaikosem, ale po kwadransie przyszły pierwsze problemy. Gianluca Mancini nieprzepisowo złapał wychodzącego sam na sam piłkarza gospodarzy i został wyrzucony z boiska. Z kolei w drugiej połowie Daniele Ghilardi chciał podać głową do bramkarza, piłkę przejął Vicente Taborda i zdobył gola. Jan Ziółkowski musiał więc zakasać rękawy i pokazać swoim kolegom jak się gra. Nie dość, że nie popełnił błędu, to jeszcze zdobył wyrównującego gola, pierwszego w barwach Romy! Były piłkarz Legii został w polu karnym rywali, pazernie poszedł na piłkę i umieścił ją głową w siatce. Dzięki tej bramce Giallorossi utrzymali 8. miejsce i awansowali do 1/8 finału.
Duże nadzieje na poprawę miejsce mieli w Porto, ale Smoki nie tylko musiały wykonać swoje zadanie, ale jeszcze liczyć na pomoc innych. Rywalizacja ze szkockim Rangers rozpoczęła się od szybko straconej bramki. Nie popisali się Polacy. Najpierw Jakub Kiwior źle wybił piłkę, goście szybko wymienili kilka podań, a na końcu Jan Bednarek próbował zablokować strzał, ale źle się ustawił i nawet… nie dotknął piłki. Smoki zostały podrażnione i potem już tylko one zionęły ogniem, ostatecznie wygrywając 3:1. Wyniki ułożyły się korzystnie i zespół z Portugalii mógł cieszyć się z piątego miejsca.
Polskich akcentów w czwartkowy wieczór było więcej. 233 dni na powrót czekał Jakub Moder, który po raz ostatni wystąpił 10 czerwca w starciu Polski z Finlandią. W końcu jednak 26-latek uporał się z problemami zdrowotnymi i pojawił się na placu gry w 69 minucie starcia Realu Betis z Feyenoordem. Jego zespół przegrał jednak 1:2 i nie awansował dalej. Powrót do gry dla 35-krotnego reprezentanta Polski to także bardzo dobra wiadomość dla selekcjonera Jana Urbana.
O małym przełamaniu może powiedzieć Łukasz Skorupski. Polski bramkarz wrócił w poprzednim tygodniu do bramki Bolonii i zagrał dwa fatalne spotkania z Celticem oraz Genoą. W rywalizacji z Maccabi Tel-Awiw nie dość, że zdołał wygrać 2:0, to jeszcze zagrał niezłe spotkanie, choć niewiele miał do roboty. Izraelczycy oddali w tym meczu tylko jeden celny strzał.
Z kolei Aston Villa męczyła się z zespołem Red Bull Salzburg, ale w odwróceniu wyniku pomógł Matty Cash. Polak wszedł na boisko po przerwie, a w 76 minucie zaliczył asystę przy wyrównującym goli Tyrone’a Mingsa. Kilka minut później decydującego gola zdobył 19-letni Jamaldeen Jimoh-Aloba i angielski zespół zajął drugie miejsce, tuż za plecami Olympique Lyon, który obronił pozycję lidera. Francuski klub wygrał 4:2 z PAOK-iem Saloniki, w którym wystąpił Tomasz Kędziora. Grecki zespół grał jednego mniej od końcówki pierwszej połowy, a i tak decydujące trafienia padły pod koniec meczu.
Miłosz Cebo
