Ikona wejdzie, gdy będzie trzeba
Luis Palma przekonał się, że status gwiazdy polskiej ekstraklasy nic nie znaczy w starciach z potęgami reprezentacyjnymi. Argentyna przejechała się po Hondurasie spacerkiem
Trener Argentyny, Lionel Scaloni jest spokojny przed mundialem. Fot. SOPA Images/SIPA USA/PressFocus
Obrońcy tytułu rozegrali pierwszy mecz towarzyski po przylocie do USA, Rywalem był Honduras, a spotkanie miało dać odpowiedź, jak Argentyńczycy będą radzić sobie w turniejowych warunkach jeszcze bez najsławniejszego rekonwalescenta świata: Lionel Messi obserwował mecz z ławki rezerwowych. Ciągle dochodzi do siebie po zmęczeniu mięśniowym, jest ewidentnie oszczędzany na mundial, czasy gdy był chyżonogim młodzieniaszkiem bezpowrotnie minęły. Przed nim szósty mundial: jest absolutnym rekordzistą, jeśli chodzi o występy na mistrzostwach świata (26), ale do rekordu strzelonych bramek i przegonienia urodzonego w Opolu Miroslava Klose – brakuje mu jeszcze czterech trafień. Wiadomo, że liczy się tytuł, ale dla jego fanów byłoby to jednak istotne, by ten rekord pobił.
Mecz na stadionie Kyle Field w Teksasie potwierdził, że bez gwiazdora Albicelestes dają radę… dawać radę. Okazało się, że bez Messiego Argentyna gra nieźle, a nawet dobrze. Kontrolowała mecz w pełni i wygrała w charakterystycznym dla siebie stylu - z umiejętnością dozowania wydatkowanej energii. Mistrzowie świata byli hałaśliwie dopingowani przez cały mecz przez rodaków, to był przedsmak mundialowych emocji.
Pierwszą szansę podopieczni Lionela Scaloniego mieli już w 7 minucie po strzałach Giuliano Simeono i Lautaro Martineza. Z kolei Giovani Lo Celso trafił w poprzeczkę. Lautaro otworzył wynik, wykorzystując karnego po faulu Cristophera Melendeza na Nicolasie Tagliafico Przy drugim golu Martinez zaliczył błyskotliwą asystę piętą, a gola zdobył syn trenera Atletico. Pomeczowa wypowiedź Martineza nie przesunęła się w górę szczytów oryginalności. – Musimy bronić tego, co osiągnęliśmy w Katarze. Będzie ciężko, ale damy z siebie wszystko, żeby zajść jak najwyżej – powiedział napastnik.
Honduras został zmuszony do głębokiej obrony i tylko wybicie piłki przez Denila Maldonado tuż przed linią bramkową zapobiegło stracie trzeciego gola po strzale głową Facundo Mediny. Zmiany w końcówce meczu sprawiły, że tempo gry siadło. Ich powód racjonalnie wyjaśnił trener Argentyny, Lionel Scaloni. – Kiedy Argentyńczycy wychodzą na boisko, bardzo trudno im się powstrzymywać, by nie grać na całego. Zawsze dają z siebie wszystko, nie oszczędzają się. Stąd zmiany, rotacje, staramy się dawać szansę gry większości.
Rywale mieli szanse, ale z rzadka. Przy stanie 0:1 okazję miał Edwin Rodriguez, ale jego strzał przeleciał nad poprzeczką. Luis Palma, którego Lech wykupił właśnie z Celticu, a który tak dobrze spisywał się w polskiej ekstraklasie, grał do 81 minuty. Zdaniem honduraskich kibiców, nie był to dobry występ skrzydłowego Lecha. Krytykowali go za brak efektywności w grze. O przewadze obrońców tytułów niech świadczy jedna konkretna statystyka: Argentyńczycy wykonali 244 podania, Honduranie – 62.
Drużynę Lionela Scaloniego czeka jeszcze jeden sprawdzian przed imprezą – we wtorek zagra z Islandią. Potem już pierwszy mecz na mundialu – z Algierią.
(pacz)
◼ Argentyna - Honduras 2:0 (1:0)1:0 – Martinez (37), 2:0 – Simeone (54)
