Iga nie zgadza się z Aryną
Iga Świątek z Casperem Ruudem odpadli w półfinale pokazowego turnieju mikstów przed Indian Wells. Polce bardzo nie podoba się pomysł rozgrywania kobiecych meczów do trzech wygranych setów.
Iga Świątek i Casper Ruud wyróżnili się w turnieju mikstów... Fot. x.com/BNPPARIBASOPEN
Iga Świątek i Norweg Casper Ruud przegrali z Jeleną Rybakiną z Kazachstanu i Amerykaninem Taylorem Fritzem 3-10 i na półfinale zakończyli udział w pokazowej imprezie mikstów Eisenhower Cup w kalifornijskim Indian Wells, poprzedzającej turnieje WTA i ATP 1000.
Do rywalizacji przystąpiło osiem duetów, które utworzyły cztery pary ćwierćfinałowe. Do Kalifornii nie dotarli Rosjanie Daniił Miedwiediew i Andriej Rublow, którzy nie zdążyli opuścić Dubaju - gdzie rozgrywany był turniej ATP 500 - przed eskalacją konfliktu na Bliskim Wschodzie. Zastąpili ich Laerner Tien i Kazach Andriej Bublik, zwłaszcza Amerykanin z powodzeniem.
Aplauz dla „okularników”
Rywalizacja toczyła się systemem pucharowym, a mecze trwały - zgodnie z formułą Tie Break Tens - do 10 wygranych punktów. Rozgrywkom towarzyszyła luźna atmosfera, zarówno na trybunach, jak i na korcie. Zawodnicy uśmiechali się, żartowali, próbowali niekonwencjonalnych zagrań.
Para polsko-norweska pojawiła się na korcie w okularach z masywnymi oprawkami, co wywołało aplauz ośmiotysięcznej publiczności. Jej pierwszymi rywalami byli tenisiści z Kanady - Leylah Fernandez i Felix Auger-Aliassime. Po wyrównanym pojedynku Świątek i Ruud zwyciężyli 10-6. Półfinałowy mecz z Rybakiną i Fritzem nie ułożył się już jednak po ich myśli.
Obronili tytuł
Co prawda pierwszy punkt dał Polce i Norwegowi podwójny błąd serwisowy Amerykanina, ale później już się nie mylił, a w ważnych momentach skutecznie włączała się też triumfatorka tegorocznego Australian Open i rywale szybko zbudowali wyraźną przewagę. Skończyło się 10-3.
- Oni uderzali bardzo, bardzo mocno, to proste - odparła Świątek, pytana o przebieg spotkania, ale zaraz z uśmiechem dodała, że we wtorek liczyła się przede wszystkim dobra zabawa i wyraziła nadzieję, że jeszcze kiedyś będzie jej dane zagrać w finale tych zmagań. Trzy lata temu doświadczyła tego w parze z Hubertem Hurkaczem.
W decydującym o triumfie meczu Rybakina i Fritz pokonali Amandę Anisimovą i Tiena 10-7, powtarzając sukces sprzed roku, kiedy również okazali się najlepsi w Eisenhower Cup. Na zwycięzców czekał czek w wysokości 200 tys. dolarów, ale cała nagroda zasili konta lokalnych organizacji charytatywnych.
Nasi ławą w czwartek
Początek rywalizacji w turniejach głównych WTA i ATP w środę, ale czwórka Polaków w 1. rundzie rozpocznie rywalizację w czwartek: Magdalena Fręch (36. WTA) zagra z kwalifikantką z Australii Storm Hunter (234.), Magda Linette (49.) - z Amerykanką Ashlyn Krueger (82.), Kamil Majchrzak (57. ATP) zmierzy się z potężnie serwującym Francuzem Giovannim Mpetshim Perricardem (54.), a Hubert Hurkacz (71.) zacznie od spotkania z sąsiadem z rankingu, Amerykaninem Aleksandarem Kovacevicem (72.).
Jedynie Świątek - jako rozstawiona (nr 2.) - jest już w 2. rundzie i czeka na rywalkę: będzie nią lepsza w meczu 93. w rankingu Brytyjki Franceski Jones z kwalifikantką z USA, Kaylą Day (187.).
Co to za pomysły?!
Podczas konferencji prasowych doszło do „zaocznej” ostrej różnicy zdań między Polką a liderką rankingu Aryną Sabalenką. Organizatorzy przepytali czołowe tenisistki, czy chciałyby w wielkoszlemowych turniejach rozgrywać mecze - podobnie jak w wypadku mężczyzn - do trzech wygranych setów.
Białorusinka się do pomysłu zapaliła: Tak, zróbmy to. Czuję, że prawdopodobnie miałabym na koncie więcej tytułów wielkoszlemowych. Fizycznie jestem naprawdę silna i jestem całkowicie pewna, że moje ciało dałoby sobie z tym radę. Więc zróbmy to! - rzuciła Sabalenka, która w Wielkim Szlemie triumfowała tylko cztery razy.
Świątek stanowczo zaoponowała: - Szczerze mówiąc to dziwne podejście w świecie, w którym wszystko staje się coraz szybsze. Nie wiem, czy publiczności faktycznie by się to spodobało. Poza tym, nie wiem, czy byłybyśmy w stanie utrzymać jakość gry przez pięć setów. To fakt, że mężczyźni są silniejsi fizycznie i na pewno lepiej sobie z tym radzą. Dodatkowo nigdy nie trenowałyśmy pod taki format, więc musiałybyśmy chyba zmienić cały nasz kalendarz. Wielkie Szlemy byłyby tak wyczerpujące, że szczerze mówiąc, nie sądzę, byśmy miały czas na przygotowanie się do jakichkolwiek innych turniejów. Myślę, że to zmieniłoby bardzo wiele, ale nie sądzę, by wyszło to na dobre. Szczerze nie wiem, jaki w ogóle jest powód takich pomysłów… - bez ogródek skrytykowała Polka, sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa.
(ToM)
