Iga nie wytrzymuje presji
Rozmowa z Wojciechem Fibakiem, pierwszym Polakiem w światowym top 10
Iga Świątek straciła timing na korcie… Na zdjęciu z trenerem przygotowania fizycznego, Maciejem Ryszczukiem. Fot. IMAGO / Press Focus
Panie Wojtku, co się dzieje z Igą Świątek? Przegrywa nawet z rywalką z drugiej setki rankingu...
– Współczuję Idze, jakaś nerwowość ją dopadła. A nic tego nie zapowiadało. W Indian Wells zagrała naprawdę świetny turniej, w półfinale z Mirrą Andriejewą, pomimo porażki, zagrała bardzo dobry mecz. Nawet w Miami wyglądała całkiem nieźle do ćwierćfinału z Alexandrą Ealą.
Jak wytłumaczyć, że wiceliderka rankingu okazała się gorsza od mało znanej rywalki, wówczas notowanej na 140. miejscu?
– Iga walczy o wszystko. Każdy mecz chce wygrać i z takiego założenia wychodząc, dla niej każdy punkt jest ważny. Kiedy jednak nie idzie, widać, że stres ją usztywnia, nie wytrzymuje presji, jaka na niej ciąży. W tamtym spotkaniu o porażce zadecydowały trzy czynniki. Po pierwsze, Eala to tenisistka leworęczna, niewygodna...
Niektórzy porównują Filipinkę do innej mańkutki, Leylah Fernandez, która niespodziewanie cztery lata temu jako 19-latka zagrała w finale US Open.
– To prawda, choć potem zgasła, ale znam wielu, którzy do dziś zachwycają się jej tenisem. Eala jest większa i mocniejsza. Wracając – po drugie, ten niski ranking rywalki wprowadził nerwowość w grę Igi, bo ona zawsze w takiej rywalizacji więcej może stracić niż zyskać. W każdym swoim starcie musi się mierzyć z ogromną presją i walczyć ze stresem. A to usztywnia. To przełożyło się na jej niepewny forhand.
I po trzecie…?
– Otóż jest pewna trudność w rywalizacji z kimś, kto niby ma skreczować, ale wciąż się nie poddaje. Filipinka skarżyła się na ból mięśniowy, wyraźnie utykała, ale zaimponowała, bo była w stanie dokończyć to spotkanie. Pewnie gdyby Iga wygrała drugiego seta, w trzecim byłoby już gładkie 6:0 dla Polki. Na to trochę Iga liczyła, że rywalka będzie spięta, nerwowa i nie dokończy meczu.
Z Ealą gema przy własnym serwisie Świątek zdobyła dopiero w drugim secie, niektórzy twierdzą, że jej podanie straciło na jakości.
– Ja akurat serwisu Igi bronię. To, że ktoś przegrywa gemy serwisowe, nie znaczy, że źle serwuje, podanie w tenisie kobiecym nie odgrywa takiej roli jak w męskim. Ogólnie 99 procent tenisistek gra podobnie, bombardują zza linii końcowej w ten sam sposób. Bywa, że serwis to większa presja, rywalki wykorzystują jego siłę i odgrywają ostrzej. Klucz leży w returnie, to on otwiera drogę do zdobywania punktów.
Mam wrażenie, że Świątek nie odzyskała pewności siebie po traumatycznym i przegranym półfinale olimpijskim w Paryżu z Qinwen Zheng…
– No tak, ale ja bym to przeniósł na jeszcze nieco wcześniej, na Wimbledon, gdzie Iga straciła wyczucie forhendu, timing na korcie i w Paryżu na igrzyskach już go nie odzyskała. Wydawało się, że pod koniec roku nastąpiła poprawa, potem w Indian Wells sądziłem, że ten timing wrócił, ale nagle w Miami znowu klops. Dlatego rywalki grają na jej stronę forhendową. Tak było właśnie z Ealą.
Świątek w tym sezonie nie wygrała turnieju. Czy to już czas, by ocenić kilkumiesięczną pracę Wima Fissette’a?
– Trenerzy nie mają zbyt dużego wpływu w tenisie kobiet, nie przeceniałbym ich roli, ona jest ograniczona. W tej relacji bardziej chodzi o porozumienie, współpracę, motywację. Tu widzę znaczącą rolę psychologa, a przecież inne tenisistki nie mają takiej osoby w sztabie, ma ją za to Iga.
Czy sprawa dopingowa i zawieszenie na miesiąc może wciąż mieć wpływ na psychiczne samopoczucie Igi?
– Nie sądzę. Ta sprawa na pewno nią wstrząsnęła, ale myślę, że to nie ma znaczenia, jeżeli chodzi o samą grę.
Przybywa jednak przeciwniczek, z którymi Świątek przegrywa już regularnie, jak Mirra Andriejewa – mimo że dopiero za chwilę skończy 18 lat pokonała Igę dwukrotnie w ciągu trzech tygodni.
– Po Arynie Sabalence, która w ostatnim czasie znacznie poprawiła swój tenis, wyrosła Idze kolejna bardzo trudna rywalka. Andriejewa jest wszechstronna. Gra odważnie. Pod okiem Conchity Martinez, jako mentorki, świetnie się rozwija. Widać, że ta współpraca przynosi bardzo dobre efekty. Uważam, że Rosjanka jest bardzo mocną kandydatką, by w niedalekiej przyszłości zostać liderką rankingu.
W zupełnie innym nastroju z Miami wyjechała Magda Linette, która dotarła do ćwierćfinału, pokonując po drodze m.in. trzecią rakietę świata, Coco Gauff. Polka napisała na kamerze, że 33 lata to tylko liczba…
– Ostatnio jej się nie wiodło, ale w Miami pokazała, że wciąż ma duże możliwości, była zadziorna. Wykorzystała przy tym słabszą dyspozycję Gauff. Magda, poznanianka jak ja, gra bardzo ładny tenis. A ja jestem estetą, toteż każdy jej sukces szczególnie mnie cieszy.
Kończąc tę rozmowę wątkiem gry Świątek – zaczął się sezon na kortach ziemnych, które Iga lubi najbardziej. Czy w tym czasie może się odbić?
– Dla naszych tenisistek i tenisistów to naturalna nawierzchnia. Uważam, że to dobry moment, by Iga i reszta naszych czołowych graczy pokazała pełnię możliwości i umiejętności. Ciągle wierzę w Igę. Zawsze, gdy rozpoczyna się turniej, stawiam, że to ona wygra. Niestety, stres jej nie pomaga.
RozmawiałTomasz Mucha, PAP
