Iga kontra Federer w spódnicy
Po zwycięstwie z Marią Sakkari wiceliderka światowego rankingu zagra z niepokonaną od ośmiu spotkań Karoliną Muchovą. Tytułu nie obroni Mirra Andriejewa.
Bojowa i zwycięska Iga Świątek – taką lubimy ją najbardziej. Fot. PAP/EPA
WTA W INDIAN WELLS
Iga Świątek nie kryła satysfakcji po zwycięstwie nad Marią Sakkari 6:3, 6:2 w trzeciej rundzie kalifornijskiego turnieju WTA 1000 na twardych kortach. - To był wspaniały dzień - powiedziała polska tenisistka.
Choć to 30-letnia tenisistka z Aten zaczęła od prowadzenia 2:0, to potem na korcie rządziła już wiceliderka rankingu. Mecz, trwający niecałe 1,5 godziny, był jednak bardziej wyrównany niż wskazuje na to wynik. W statystykach zagrań wygrywających i niewymuszonych błędów to Sakkari była minimalnie lepsza, notując 15 „winnerów” oraz 10 pomyłek, wobec odpowiednio 14 i 11 Polki.
Analiza i wiedza
Polka prezentowała się lepiej w kluczowych momentach i zrewanżowała się Greczynce za porażkę 6:2, 4:6, 5:7 w ćwierćfinale turnieju w Doha w zeszłym miesiącu. - Popełniłam tam kilka oczywistych błędów i czułam to po spotkaniu. Wiedziałam na czym muszę się skupić i robiłam to od początku do końca. Jestem naprawdę zadowolona ze swojego występu i sposobu, w jaki byłam przygotowana - podkreśliła podopieczna Wima Fissette’a.
Świątek dwukrotnie była najlepsza w „tenisowym raju”, jak określana jest impreza w Indian Wells - w 2022 i 2024 roku - i za każdym razem jej przeciwniczką w decydującym spotkaniu była Sakkari. - Rozegrałyśmy tu dwa finały, więc to zabawne, że dwa lata później spotkałyśmy się w trzeciej rundzie - dodała Polka.
Świątek ma teraz dodatni bilans z Greczynką: 5-4 i jednocześnie poprawiła swój bilans pojedynków w imprezie w Kalifornii na 24-3. W swoim szóstym starcie po raz szósty osiągnęła 1/8 finału.
Lubią się i cenią
O ćwierćfinał Polka bić się będzie - podobnie jak rok temu w Kalifornii i też 11 marca! - z Karoliną Muchovą (13. WTA). Czeszka wygrała w lutym „tysięcznika” w Doha i jest niepokonana od ośmiu spotkań. W Indian Wells w dwóch pierwszych meczach nie straciła seta, co zdarzyło się w pierwszym meczu Świątek. Iga i Karolina bardzo się lubią, często sparują przed turniejami, i choć Polka ma z Czeszką bilans 4-1, a rok temu w 1/8 finału rozbiła ją w niecałą godzinę (6:1, 6:1), to w środę przed nią raczej trudne zadanie - porównywalne do finału French Open sprzed trzech lat, zakończonego sukcesem Raszynianki, ale po prawie trzygodzinnej i trzysetowej batalii.
Polka zresztą z wielką admiracją wyraża się o 29-letniej tenisistce z Ołomuńca, nazywając ją „kobiecą wersją Federera”, czyli słynącego z eleganckiego tenisa 20-krotnego mistrza Wielkiego Szlema, idola Muchovej z dzieciństwa.
- Jest niesamowitą zawodniczką i zazwyczaj grałyśmy naprawdę bardzo zacięte mecze. Będzie ciężko, ale jestem gotowa na trudną walkę. Szczerze mówiąc, lubię grać przeciwko niej. Uwielbiam ją oglądać w akcji. Miło jest po prostu patrzeć na kogoś, kto gra tak mądrze i płynnie - zachwycała się Iga na konferencji prasowej.
Gniewne spojrzenia
Sensacją dnia była porażka potencjalnej rywalki Świątek w ćwierćfinale, broniącej tytułu Mirry Andriejewej, która przegrała z inną Czeszką, Kateriną Siniakovą, 6:4, 6:7 (5-7), 3:6. 18-letnia Rosjanka w poprzednim meczu w 50 minut puściła „rowerkiem” (6:0, 6:0) Argentynkę Solanę Sierrę, gdy o 12 lat starsza Siniakova miała już w turnieju w nogach prawie 6 godzin biegania w dwóch trzysetowych maratonach.
Po kolejnych trzech godzinach i „elektrycznym” spotkaniu - w którym obie tenisistki kierowały uwagi do sędzi na temat przeciwniczki i wymieniały między sobą gniewne spojrzenia - zakończonym piłką meczową, która spadła po taśmie, z uśmiechem z kortu schodziła tenisistka obdarzona burzą blond loków. - Nie czuję żadnej części mojego ciała, starałam się walczyć o każdą piłkę, ale nie wierzę, że to wygrałam - mówiła wyczerpana, ale szczęśliwa Siniakova. Rówieśniczka Muchovej z Hradec Kralove to czołowa deblistka świata, ale w singlu nigdy nie była w Top 25 (jest 44.). Po raz pierwszy w karierze awansowała w Indian Wells do najlepszej „szesnastki”.
Do oślej ławki ją!
Tymczasem Andriejewa - „cudowne dziecko” światowego tenisa rodem z syberyjskiego Krasnojarska - oprócz 75 niewymuszonych błędów dała żenujący pokaz zachowań histerycznego małolata złego na wszystkich dookoła, tylko nie na siebie: od częstych skarg kierowanych do swojego boksu, po wielokrotne rozbijanie rakiety i rzucenie nią w kierunku swojej ławki, za co otrzymała ostrzeżenie. Większą „karą” będzie strata kilkuset punktów w rankingu i możliwość wypadnięcia z Top 10, ale Rosjanka powinna jeszcze zostać skierowana do szkółki niedzielnej na przyśpieszony kurs tenisowej kindersztuby. A na razie - do oślej ławki!
(ToM)
