Idzie nowe w Rakowie

Choć było to przesądzone od jakiegoś czasu, dopiero w poniedziałek Raków oficjalnie przedstawił w roli szkoleniowca Łukasza Tomczyka. - Był naturalnym kandydatem – nie miał wątpliwości właściciel klubu, Michał Świerczewski.

W Rakowie wierzą, że Łukasz Tomczyk będzie trenerem na lata/Fot. Grzegorz Misiak/PressFocus

RAKÓW CZĘSTOCHOWA

Takiego oblężenia kameralna sama konferencyjna budynku klubowego przy Limanowskiego nie przeżywała od dawna. Co najmniej od lata 2024, gdy wielki powrót do klubu ogłaszał Marek Papszun. Bez względu na sposób pożegnania, w Częstochowie na zawsze będzie miał status legendy. Pomiędzy kwietniem 2016 a grudniem 2025 osiągnął bowiem z Rakowem niewyobrażalne wręcz wcześniej sukcesy – mistrzostwo (2023), trzy wicemistrzostwa (2021, 2022, 2025), dwa Puchary Polski (2021, 2022), tyle samo Superpucharów czy awans do fazy ligowej Ligi Konferencji. – Marku, chciałbym ci podziękować zarówno w swoim, pracowników, zarządu, jak i kibiców imieniu za te dwa okresy. Napisaliśmy wspaniałą historię, przechodząc od marzeń do celów – od tych słów właściciel Rakowa, Michał Świerczewski rozpoczął poniedziałkową konferencję.

Era Tomczyka

To jednak już przeszłość. Trzeciego powrotu raczej nie należy się spodziewać. - Oczywiście, że jest on możliwy, ale będziemy robić wszystko, aby nowy trener tę możliwość skutecznie blokował. Nie palimy jednak mostów, nie ma sensu się spierać. Wierzę, że nie będzie takiej konieczności, a nowy trener będzie na lata – powiedział Świerczewski. Od 22 grudnia w Rakowie formalnie bowiem zaczęła się era Łukasza Tomczyka. Obecna umowa obowiązywać będzie przez półtora roku, ale z opcją przedłużenia o kolejne trzy.

Kiedy okazało się, że Marek Papszun jest bardzo zdeterminowany, aby jak najszybciej przenieść się do Legii, w Rakowie byli zdecydowani na trenera, który w przeszłości pracował już w klubowej akademii, miał również wcześniej propozycję zostania asystentem Papszuna. Inny scenariusz praktycznie w ogóle nie był brany pod uwagę. - Dla nas priorytetem było to, aby na kolejny sezon pozostał Marek Papszun, aby była zachowana kontynuacja. Jeśli jednak miałby nie zostać, nie chcieliśmy stawiać na żadnego z doświadczonych trenerów, tylko na świeżość, coś nowego. Łukasz był naturalnym kandydatem – bez cienia wątpliwości mówił właściciel Rakowa.

Co przede wszystkim zadecydowało o wyborze trenera Polonii Bytom? – Kontynuacja czy ewolucja tego, co już zostało zbudowane. Czerpanie pod kątem wzorców z Papszuna, ale i z europejskiej piłki. Bardzo istotnym elementem był również fakt, że to człowiek stąd, który ma za sobą historię w życiu, jak przełamywać trudności dookoła. Idealnie pasuje do klubu, który ciągle musi mierzyć się z przeciwnościami – tłumaczył Świerczewski.

Cel w przyszłym sezonie

Jaki cel został postawiony przed 37-letnim szkoleniowcem? - Koncentrować będziemy się na każdym najbliższym meczu. Zobaczymy, co życie przyniesie, ale jednak zmierzamy trochę w nieznane, musimy poznać swoje możliwości. Jestem zwolennikiem wyznaczania celów, ale na takie stricte sportowe przyjdzie czas w przyszłym sezonie. Wyniki zawsze są na pierwszym miejscu, chcemy, aby były tu osoby z mentalnością zwycięzców. Styl też jest ważny, chciałbym, żebyśmy grali trochę bardziej ofensywną piłkę, tutaj pewnie jest trochę do poprawienia. Pożądane byłoby też większe stawianie na młodych graczy, a trener ma doświadczenie z pracy z takimi zawodnikami – odpowiadał właściciel Rakowa.

„Nie będą szaleć”

Jakie pierwsze trzy zadania planuje Łukasz Tomczyk w roli trenera? – Obejrzę ostatnie dwa mecze z kamery taktycznej, będę kompletował sztab oraz planował pracę na obozie – odpowiadał krótko nowy trener Rakowa. Obecnie piłkarze mają zasłużone wolne, do zajęć powrócą tuż po Nowym Roku, a 7 stycznia udadzą się do Turcji na obóz, gdzie planują rozegrać pięć meczów kontrolnych, kolejno z: Red Bull Salzburg (10.01), Łudogorcem Razgrad (14.01), Partizanem Belgrad (18.01), Vojvodiną Nowy Sad oraz Baćką Topola (oba 23.01). Właściciel Rakowa ostudził nieco zapędy tych, którzy spodziewali się bardzo poważnych wzmocnień w przerwie zimowej. – Nie będziemy podchodzić do tego w ten sposób, aby wszystkim udowodnić coś na siłę, ponad nasze możliwości. Nie będziemy szaleć, chcemy zracjonalizować wydatki, bo za dużo pieniędzy ostatnio przepaliliśmy. Można osiągać sukcesy niższym kosztem, bo pokazuje Jagiellonia. Jesteśmy klubem ze średniej wielkości miasta, z imitacją stadionu, bez możliwości zarabiania na dniu meczowym – stwierdził Michał Świerczewski.

Mariusz Rajek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się