Idźcie, grajcie i wygrajcie
Wszyscy związani z GKS-em Katowice podkreślają, jak trudny pod względem emocjonalnym był mecz z Górnikiem.
Do pierwszej bramki przy Nowej Bukowej przyczynił się Borja Galan (z prawej). Fot. PAP/Michał Meissner
Najtrudniejszy
- Przez 19 lat nie było nas w ekstraklasie. Awansowaliśmy, nadszedł pierwszy mecz z Radomiakiem, potem zagraliśmy w Zabrzu przy komplecie publiczności, przyjechał do nas mistrz Polski, rozegraliśmy mecz ku pamięci Janka Furtoka, ważne było też ostatnie spotkanie na Bukowej… Było wiele momentów w ostatnim czasie, które drużyna beniaminka prowadzona przez trenera, który debiutuje na najwyższym szczeblu, mogła spartolić. Takich spotkań można było nie unieść, a drużyna sobie radziła. Natomiast takich emocji, jak w niedzielę, nie czułem jeszcze ani razu. To był najtrudniejszy mecz emocjonalnie, nawet dla zawodników, którzy są po trzydziestce. Tym bardziej szanuję to, że wygraliśmy – powiedział po ostatnim gwizdku trener Rafał Górak. Słowa te doskonale pokazują jaki ciężar gniótł w trakcie gry piłkarzy GKS-u. Dodatkowo wyjaśniają, skąd wzięła się euforia całego środowiska GieKSy. Emocje udzieliły się również zawodnikom, którzy w klubie są stosunkowo krótko. Borja Galan, Hiszpan, który w klubie jest dopiero od minionego lata, nie krył radości, ale także wzruszenia, gdy schodził do szatni. W końcu to on oddał strzał, po którym padła pierwsza bramka przy Nowej Bukowej.
Duchy Bukowej
W takich okolicznościach trudno mówić o wymiarze sportowym meczu. Wszyscy wokół skupiali się na emocjonalnym aspekcie i w sumie - trudno się temu dziwić. O swoich uczuciach wiele mówił trener Górak, także gdy opowiadał o starym obiekcie przy Bukowej. Czy czuł się nieswojo na znacznie nowocześniejszym stadionie? – Nie czułem się nieswojo, bo uważam, że zachowuję się fair wobec starego stadionu. Ze starą Bukową pożegnaliśmy się godnie, z klasą. Pożegnaliśmy się z nią, będąc w ekstraklasie, a na tym mi bardzo zależało. Czuć będę do tego miejsca ogromny sentyment, ale żeby GKS Katowice mógł się rozwijać, musieliśmy się znaleźć w nowej rzeczywistości. Duchy starej Bukowej na pewno to rozumieją... W niedzielę rano, gdy chodziłem po murawie tamtego obiektu, mówiłem „nie gniewaj się, że nie gramy tutaj, ale musimy iść w inne miejsce”. Jak widać, stadion mrugnął do mnie na pożegnanie i powiedział „idźcie, grajcie, wygrajcie”.
Tyle okazji…
Nie ma najmniejszych szans na to, żeby ktokolwiek w najbliższych dniach zepsuł humory całemu środowisku GieKSy. Co z tego, że katowiczanie nie zagrali fenomenalnego spotkania? Co z tego, że wiele razy drużynę musiał ratować bramkarz Dawid Kudła? Dla GKS-u nie ma to żadnego znaczenia, bo najważniejsze było zwycięstwo w meczu otwarcia. Żaden z kibiców nie ma zamiaru narzekać na styl, w którym zespół zdobył trzy punkty. - Nie wiem, jak GKS wygrał ten mecz. Powinniśmy wygrać nawet czterema bramkami przewagi. Mieliśmy mnóstwo sytuacji. Chyba od stycznia do niedzielnego meczu nie mieliśmy tylu okazji… - powiedział po meczu rozzarowany zawodnik Górnika Erik Janża. Cóż jednak z tego, że zabrzanie mogli wygrać, skoro „duchy starej Bukowej” pilnowały, aby zwycięsko z rywalizacji wyszedł GKS...
Kacper Janoszka
