Idealna pora na mecz

Kibice nie są zadowoleni, że Ruch zagra w Pucharze Polski w samo południe, ale taka godzina odpowiada trenerowi Dawidowi Szulczkowi.

Mateusz Szwoch (z prawej) już kiedyś zaliczył niespodziewany finał Pucharu Polski. Czy powtórzy to w Ruchu? Fot. Sebastian Sienkiewicz/PressFocus

RUCH CHORZÓW

Na terminarz w Pucharze Polski „Niebiescy” narzekać na razie nie mogą. Po wyeliminowaniu trzecioligowego Podhala Nowy Targ teraz udadzą się nieco dalej na wschód, do Świdnika, by zagrać z Avią, która rywalizuje w tej samej lidze. O ile Podhale znajduje się w ścisłej czołówce, o tyle ekipa z Lubelszczyzny to środek tabeli, w dodatku przegrała z nowotarżanami we wrześniu. Od Ruchu oczekuje się tylko zwycięstwa.

Będą zmiany

– Nie ma co ukrywać, że mecz z Avią będzie szansą dla tych zawodników, którzy w ostatnim czasie siedzieli na ławce – zdradził trener chorzowian Dawid Szulczek. – Dokonamy zmian w składzie. Zazwyczaj takie spotkania są trochę niewdzięczne. Jeżeli siedzisz przez dłuższy czas, nie masz rytmu, to wszyscy oczekują, że gdy grasz w I lidze, to z III ligą musisz wygrać. Dla tych, którzy się dobrze zaprezentują, otworzy się furtka, aby zagrać w lidze w Łodzi z ŁKS-em – powiedział trener Ruchu. Jakich roszad można się spodziewać? Szulczek zdradził, że jako młodzieżowca na PP szykuje Filipa Borowskiego. Zapewne – jak w Nowym Targu – da też zagrać rezerwowemu bramkarzowi Jakubowi Szymańskiemu. Należy spodziewać się występu od pierwszych minut Nono, Jakuba Myszora, być może też Łukasza Góry i Wojciecha Łaskiego. Zapewne zagra też Daniel Szczepan – w Rzeszowie zawieszony za kartki, z Wartą grający jako rezerwowy.

Mecz jak trening

Ruch i Avia dostąpią „zaszczytu” rozpoczęcia pucharowych zmagań w tym tygodniu. Zagrają dzisiaj... o godzinie 12.00. Kibice „Niebieskich”, licznie jeżdżący za swoją drużyną, zdecydowanie nie są zadowoleni z takiej pory. Tym bardziej że wielu z nich będzie wtedy w pracy i nie będzie mogła zobaczyć spotkania na TVP Sport. Okazuje się jednak, że pod względem sportowym dla drużyny nie jest to żaden problem. – Pora meczu jest idealna – zaskoczył trener Szulczek, co jednak paradoksalnie żadnym zaskoczeniem być nie powinno. – Codziennie o 11:15 wychodzimy na trening, a w Świdniku o tej porze zaczniemy rozgrzewkę. Pod kątem planu dnia jest to najlepszy z możliwych terminów, bo organizm jest przyzwyczajony do wysiłku o tej porze. W poniedziałek mieliśmy rano trening i wyjechaliśmy tak, aby być o zachodzie słońca w Świdniku, aby fizjoterapeuci poświęcili czas naszym zawodnikom. Musieliśmy też trochę inaczej skomponować nasze jedzenie, żeby naładować się obiadem i kolacją, bo przed meczem zjemy tylko śniadanie – zdradził kulisy szkoleniowiec.

Piotr Tubacki


Poczekajmy z tą maszyną

Rozmowa z Mateuszem Szwochem, pomocnikiem Ruchu Chorzów


Z Wartą nie było łatwo, ale udało się wam wygrać 2:1. Jak pan oceni mecz?

– Zwycięstwo jest najważniejsze. Czasami ładna gra nie przynosi punktów. Spodziewaliśmy się trudnego meczu i przygotowaliśmy się na takie zawody. Cieszy, że daliśmy radę, nie odstępowaliśmy w fizycznej grze, wybiegaliśmy i wyszarpaliśmy tą wygraną. To też daje satysfakcję.

Czuliście, że jakość jest po waszej stronie?

– Trochę brakowało nam, aby to bardziej pokazać i docisnąć tak, żeby końcówka była spokojniejsza. Jeżeli to się nie udaje w trakcie spotkania, to trzeba walczyć do końca. Nam to się udało. Punkty są najważniejsze. Każdy chciałby mieć spokojną końcówkę, ale pokazaliśmy charakter. Nie dopuściliśmy Warty do naszej bramki i chwała nam za to.

Dlaczego nie udało wam się uciec na dwubramkową przewagę?

– Żałujemy, że nie udało się wcisnąć trzeciej bramki, bo mecz byłby spokojniejszy i łatwiej by nam się grało. Taka jest piłka, nie zawsze to się udaje, dlatego w końcówce musieliśmy pokazać wolę walki. Czasem trzeba to wyszarpać.

Słynie pan z techniki i kreatywności, a z Wartą zadebiutował w Ruchu jako defensywny pomocnik w trzyosobowej linii pomocy. Jak pan się tam czuł?

– Operowałem w środku pola, więc czułem się dobrze. Wiadomo, że miałem więcej zadań defensywnych i było mnie mniej pod bramką przeciwnika. Jestem takim typem zawodnika, który potrafi dostosować się do tego, co mi nakaże trener.

Wygraliście w lidze trzy spotkania z rzędu. Można powiedzieć, że „maszyna ruszyła”?

– Jeszcze z tą maszyną poczekajmy, bo dopiero się rozpędza (śmiech). Dopiero najbliższe kolejki pokażą nam, czy ona na dobre ruszyła. Na pewno to nie jest jeszcze taki zespół, który trener by chciał i który my byśmy chcieli. Dużo nam jeszcze brakuje, ale cieszymy się z tego i krok po kroku idziemy do przodu.

W Pucharze Polski znowu zagracie z trzecioligowcem, Avią Świdnik. Jeśli ją przejdziecie, znajdziecie się w 1/8 finału, a to już tylko 3 mecze od finału. Nie chodzi wam po głowie powtórzenie historii Wisły Kraków z ostatniego sezonu?

– Miałem już w swoim życiu przygodę, kiedy w Pucharze Polski udawało nam się wygrywać z teoretycznie słabszymi zespołami i trafić aż do finału (w sezonie 2017/18 z Arką Gdynia, przegrywając w ostatnim meczu z Legią). Wiadomo jednak, że to wszystko jest tylko na papierze, bo nawet bieżąca edycja Pucharu pokazuje, że ekstraklasa potrafi przegrywać z teoretycznie słabszymi. My nie zwracamy uwagi na to, z jaką ligą się mierzymy i nie patrzymy aż tak bardzo w przód. Najważniejsza jest Avia, a potem zobaczymy, co los przyniesie.

Rozmawiał Piotr Tubacki